25.09.2025, 07:30 ✶
Szmer przekręcanego w zamku klucza był jak uderzenie bicza. UpsW jednej chwili całe jej ciało spięło się w oczekiwaniu na alarm, krzyk lub serię ogłuszających zaklęć. Palce, które właśnie spoczywały na chłodnym, metalowym zapięciu walizki, znieruchomiały. Serce zabiło jej mocniej, ale lata praktyki i wrodzona odwaga nie pozwoliły, by panika przejęła stery. Powoli, z namysłem godnym drapieżnika, który ocenia nowe zagrożenie, uniosła wzrok.
Oparta o drzwi kobieta była zjawiskiem. Złote loki w artystycznym nieładzie, skąpe bikini opinające opalone ciało i ten leniwy, rozbawiony uśmieszek na ustach, który kompletnie nie pasował do sytuacji. Ceolsige mimowolnie prześlizgnęła się po niej spojrzeniem, doceniając każdy detal. Była pijana, ale nie na tyle, by nie zauważyć jej obecności. I zdecydowanie nie była wystraszona. To było... intrygujące.
Ceolsige rozważyła, jak sama musi wyglądać w oczach przybyszki. Jej strój był nienaganny. Biała, taliowana marynarka kelnerska została skrojona tak, by idealnie podkreślać kobiecą sylwetkę – od wąskiej talii po linię bioder. Dopasowane, czarne spodnie o eleganckim kroju opływały jej długie nogi rozszerzając się od kolan w dół. Dopełnieniem obrazu był gruby, jasny warkocz, który spływał jej na plecy, kołysząc sie lekko przy każdym ruchu. Mogłaby swobodnie uchodzic za obsługująca gości kelnerkę. Przeczyło temu jednak zachowanie. Stała w lekkim rozkroku, w pozie, która zdradzała więcej pewności siebie niż pokory właściwej obsłudze.
Gdy padły słowa nieznajomej, wypowiedziane z mruczącą, kuszącą nutą, Ceolsige pozwoliła sobie na cień uśmiechu. Dokładnie ten niespodziewany dreszczyk i ekscytacja były tym co zawsze ją ciągnęło na takie eskapady. Długi pościg za wymykającym się łupem przyniósł niespodziewane benefity. Powoli się wyprostowała, odsuwając dłoń od walizki i wkładając ją do kieszeni spodni w swobodnym, niemal zuchwałym geście.
– Obawiam się, że w tym punkcie muszę się z panią zgodzić – odparła równie cichym, lekko zachrypniętym głosem, w którym pobrzmiewała nuta rozbawienia. Jej angielski był nienaganny, z arystokratycznym akcentem wpojonym przez matkę. Przechyliła lekko głowę, nie spuszczając wzroku z pięknej twarzy blondynki. – Chociaż moja obecność tutaj jest przynajmniej częściowo usankcjonowana przez strój służbowy. A jaka jest pani wymówka, by zamykać się w cudzej kajucie z personelem?
Jej błękitne oczy błyszczały wyzwaniem i ciekawością. Nie próbowała uciekać ani się tłumaczyć. Zamiast tego, rzuciła rękawicę, zamieniając potencjalnie niebezpieczną konfrontację w początek ekscytującej gry. Pośród mugoli niewiele mogło jej grozić wiec nawet nie sięgneła po ukrytą różdżkę, którą spoczywała w magicznie odmienionej kieszeni spodni.
Oparta o drzwi kobieta była zjawiskiem. Złote loki w artystycznym nieładzie, skąpe bikini opinające opalone ciało i ten leniwy, rozbawiony uśmieszek na ustach, który kompletnie nie pasował do sytuacji. Ceolsige mimowolnie prześlizgnęła się po niej spojrzeniem, doceniając każdy detal. Była pijana, ale nie na tyle, by nie zauważyć jej obecności. I zdecydowanie nie była wystraszona. To było... intrygujące.
Ceolsige rozważyła, jak sama musi wyglądać w oczach przybyszki. Jej strój był nienaganny. Biała, taliowana marynarka kelnerska została skrojona tak, by idealnie podkreślać kobiecą sylwetkę – od wąskiej talii po linię bioder. Dopasowane, czarne spodnie o eleganckim kroju opływały jej długie nogi rozszerzając się od kolan w dół. Dopełnieniem obrazu był gruby, jasny warkocz, który spływał jej na plecy, kołysząc sie lekko przy każdym ruchu. Mogłaby swobodnie uchodzic za obsługująca gości kelnerkę. Przeczyło temu jednak zachowanie. Stała w lekkim rozkroku, w pozie, która zdradzała więcej pewności siebie niż pokory właściwej obsłudze.
Gdy padły słowa nieznajomej, wypowiedziane z mruczącą, kuszącą nutą, Ceolsige pozwoliła sobie na cień uśmiechu. Dokładnie ten niespodziewany dreszczyk i ekscytacja były tym co zawsze ją ciągnęło na takie eskapady. Długi pościg za wymykającym się łupem przyniósł niespodziewane benefity. Powoli się wyprostowała, odsuwając dłoń od walizki i wkładając ją do kieszeni spodni w swobodnym, niemal zuchwałym geście.
– Obawiam się, że w tym punkcie muszę się z panią zgodzić – odparła równie cichym, lekko zachrypniętym głosem, w którym pobrzmiewała nuta rozbawienia. Jej angielski był nienaganny, z arystokratycznym akcentem wpojonym przez matkę. Przechyliła lekko głowę, nie spuszczając wzroku z pięknej twarzy blondynki. – Chociaż moja obecność tutaj jest przynajmniej częściowo usankcjonowana przez strój służbowy. A jaka jest pani wymówka, by zamykać się w cudzej kajucie z personelem?
Jej błękitne oczy błyszczały wyzwaniem i ciekawością. Nie próbowała uciekać ani się tłumaczyć. Zamiast tego, rzuciła rękawicę, zamieniając potencjalnie niebezpieczną konfrontację w początek ekscytującej gry. Pośród mugoli niewiele mogło jej grozić wiec nawet nie sięgneła po ukrytą różdżkę, którą spoczywała w magicznie odmienionej kieszeni spodni.