25.09.2025, 15:02 ✶
Atreus, Brenna, Caius, Cynthia i Louvain
– Bardzo dziękuję, Wasze słowa znaczą dla mnie więcej, niż wszystkie pieniądze zebrane na tej zbiórce. Bez tak wspaniałej publiczności, bez tej energii wibrującej na sali... – skłoniła się w wdzięcznością, wypowiadając gładko wyuczone kwestie stare jak świat. Taniec godowy artysty i mecenasa nie zmieniał się wcale, mimo upływu wieków. – To suknia Madame Velanair! Biedaczka, musiała pracować w straszliwych warunkach po tym co się stało z jej domem i pracownią, ale jak zawsze... – płynny ruch dłonią bez pudła mógł wzniecić magiczny efekt sukni ściągającej wzrok, szepczącej do ucha inspirujący zachwyt, czyniący z Lauretty nawet poza sceną, ucieleśnienie muzy. Gdyby tylko ten kolor tak nie przypominał pożaru...– Jest prawdziwą artystką i zaiste, nie ma sobie równych. Cóż... ma to we krwi! – komplementowała projektantkę. Zarówno Atrues, jak i Brenna mogli zauważyć, że okoliczności zdecydowanie bardziej pasują tancerce niż na poprzednim artystycznym evencie.
Twarz Lauretty ani na moment nie spochmurniała, nawet gdy padło wspomnienie Spalonej Nocy. Dopiero po ułamku sekund brwi ściągnęły się w adekwatnym ułożeniu twarzy tak, aby wyrażała jej wdzięczności za troskę.
– Och nie, byłam w tym czasie poza Londynem, szczęśliwie nie mieliśmy tego dnia spektaklu, a ja potrzebowałam odrobiny regeneracji po wycieńczających próbach. Ten układ jednak po stokroć wart był włożonej pracy, skoro mogłam zachwycić nim mojego mecenasa. – nie dało się ukryć kogo Lauretta otacza największą atencją. – Czeka nas teraz dużo pracy razem, czyż nie? Madame Avery jeszcze nie rozesłała listów, ale wiem, że przyjdzie nam wspólnie układać program do Dnia Pamięci. Zrobię absolutnie wszystko, aby Twoja wizja znalazła swoje należyte ucieleśnienie.