20.02.2023, 15:04 ✶
Teraz mieli zdecydowanie lepsze okoliczności na spotkanie. Co prawda w głowie wciąż miał chaos, w większości sytuacji nie wiedział co robić, co mówić i jak się odnieść do swojej przypadłości. Tak dużo się zmieniło, czuł, że od tego oszaleje. Mimo wszystko nie był czarodziejem słabej woli i charakteru. Śmierć nie wpędzi go w depresję ani załamanie nerwowe. Denerwował się lecz było to normalne, nawet wskazane w jego sytuacji. Udawał, że może spotkać się z koleżanką i na chwilę zapomnieć, że potrzebuje gorącej krwi aby istnieć. Dzięki temu, że miał ważniejszą sprawę na głowie jeszcze bardziej mógł przypominać siebie zza życia.
- Co? Zabili…? Kurwa. Jak to zabili jego brata? I tą Christy o której mi pisał w listach… no weź, to jakiś żart. - wybałuszył na nią oczy i zmienił się w jednej wielki rudy kłębek niepokoju. Ledwo co udawało mu się zachować odpowiedni ton głosu i nie krzyczeć na całe gardło w miejscu publicznym. Wplótł ręce w swoje włosy i ścisnął je, co było po prostu oznaką zdenerwowania. Nie potrafił wyobrazić sobie, że Charliemu odebrali dwie osoby naraz. Na jego miejscu chyba by oszalał.
- Kurwa. Jak dawno temu zniknął? Brenna napisała mi, że mógł się celowo ukryć… ty go znasz lepiej. Jak sądzisz? To możliwe, że sam podjął taką decyzję i zniknął? Ale powiedziałby ci. Jesteście blisko… wiedziałabyś. Przecież on ci mówi wszystko.- gadał jak najęty i nie odrywał od niej spojrzenia. Mówiła, że nic nie wie ale przecież… nie chciał w to wierzyć skoro byli ze sobą blisko. Szukał wszędzie nadziei, że nic mu nie jest a więc drążył temat. Nie odpuści tak łatwo. Co prawda nie może rozpytywać nikogo poza Heather ale nie znaczy, że będzie siedział bezczynnie. Coś wymyśli. Jego przyjaciółkami były czystokrwista wiedźma i dziennikarka. Widział jak zacząć szukać tak, aby się nie wychylać. Spojrzenie Cody'ego mówiło jasno i wyraźnie, że będzie drążył. W razie czego jest jeszcze William… ale to w ostateczności.
- Wiem, że na pewno wszyscy go szukają ale nie będę siedział bezczynnie. Wiesz, teraz trudniej mnie zabić i zamierzam zrobić z tego zaletę. Skoro i jego Śmierciożercy mogą chcieć ścigać... - a coś na ten temat wiedział. Przechodził samotnie uliczką i został zamordowany. Jeśli więc Charlie się ukrywa to potrzebuje przy tym więcej pomocy. Rookwood nie był idiotą, na pewno zadbał o swoje "plecy" ale mimo wszystko Brandon nie potrafił zostawić tego w spokoju. Emocje były zbyt świeże aby miał to przemyśleć i decyzję podjąć dopiero gdy ochłonie.
- Co? Zabili…? Kurwa. Jak to zabili jego brata? I tą Christy o której mi pisał w listach… no weź, to jakiś żart. - wybałuszył na nią oczy i zmienił się w jednej wielki rudy kłębek niepokoju. Ledwo co udawało mu się zachować odpowiedni ton głosu i nie krzyczeć na całe gardło w miejscu publicznym. Wplótł ręce w swoje włosy i ścisnął je, co było po prostu oznaką zdenerwowania. Nie potrafił wyobrazić sobie, że Charliemu odebrali dwie osoby naraz. Na jego miejscu chyba by oszalał.
- Kurwa. Jak dawno temu zniknął? Brenna napisała mi, że mógł się celowo ukryć… ty go znasz lepiej. Jak sądzisz? To możliwe, że sam podjął taką decyzję i zniknął? Ale powiedziałby ci. Jesteście blisko… wiedziałabyś. Przecież on ci mówi wszystko.- gadał jak najęty i nie odrywał od niej spojrzenia. Mówiła, że nic nie wie ale przecież… nie chciał w to wierzyć skoro byli ze sobą blisko. Szukał wszędzie nadziei, że nic mu nie jest a więc drążył temat. Nie odpuści tak łatwo. Co prawda nie może rozpytywać nikogo poza Heather ale nie znaczy, że będzie siedział bezczynnie. Coś wymyśli. Jego przyjaciółkami były czystokrwista wiedźma i dziennikarka. Widział jak zacząć szukać tak, aby się nie wychylać. Spojrzenie Cody'ego mówiło jasno i wyraźnie, że będzie drążył. W razie czego jest jeszcze William… ale to w ostateczności.
- Wiem, że na pewno wszyscy go szukają ale nie będę siedział bezczynnie. Wiesz, teraz trudniej mnie zabić i zamierzam zrobić z tego zaletę. Skoro i jego Śmierciożercy mogą chcieć ścigać... - a coś na ten temat wiedział. Przechodził samotnie uliczką i został zamordowany. Jeśli więc Charlie się ukrywa to potrzebuje przy tym więcej pomocy. Rookwood nie był idiotą, na pewno zadbał o swoje "plecy" ale mimo wszystko Brandon nie potrafił zostawić tego w spokoju. Emocje były zbyt świeże aby miał to przemyśleć i decyzję podjąć dopiero gdy ochłonie.