26.09.2025, 15:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2025, 15:42 przez Hannibal Selwyn.)
przy barze => zgarnia Electrę => podchodzi do VIPów
Wyraz twarzy Hannibala nie zmienił się ani na jotę, kiedy wysłuchiwał reprymendy Philomeny, doskonale grającej swoją rolę oburzonej “dzisiejszą młodzieżą” starszej pani. Oooch, powinien teraz wdać się w dyskusję, kontrując jej opanowanie swoim gorącym protestem, to byłaby piękna scena, byliby symbolami dwóch epok - dwóch postaw - dwóch etapów życia!
Nie byli jednak na scenie, a on złowił ponad tłumem znaczące spojrzenie swojego ojca. Ehh, a może powinien przeprosić uniżenie, jeszcze na chwilę stać się poświęcającym się dla większego dobra Merlinem, poddającym się woli bogini, nieważne, młodej i roztańczonej, czy białowłosej, z twarzą poznaczoną gniewnymi zmarszczkami? Posłusznym i uległym - niektórzy woleli go właśnie takim…
Pojawienie się tortu i przemowa dyrektora teatru uniemożliwiły mu jakąkolwiek reakcję. Philomena pożeglowała dostojnie przez tłum, a Selwyn odprowadził ją spojrzeniem. Nagle stanęła mu przed oczami papuga, którą ujrzał w fusach na dnie filiżanki tydzień temu, kiedy wraz z Jonathanem, Robertem i Anthonym postanowili zabawić się we wróżenie z fusów. Uśmiechnął się do siebie, rozbawiony skojarzeniem.
Odstawił nieruszony kieliszek szampana na bar i - posłuszny bankietowemu rytuałowi - ruszył w stronę stołu dla VIPów, zahaczając po drodze o pogrążoną w rozmowie z Moną Electrę. Stanął między kobietami i na krótką chwilę położył po jednej dłoni na plecach każdej z nich.
- Wybaczcie, że muszę wam przerwać, piękne panie, ale mój ojciec wzywa. Pora się poudzielać.
Podał Ellie ramię i - jak wcześniej na parkiet - poprowadził ją przez salę.
- Rozmawiałaś z Henrym? Wpłaciłaś już datek? - zapytał po drodze. Sam planował to zrobić za chwilę. Wpłacanie pieniędzy na własnej imprezie charytatywnej było na pozór absurdalne, ale przecież nie szły do jego kieszeni, no i nie mógł odmówić sobie szansy na finałowy taniec. Jeszcze jedna okazja, by się pokazać. Cegiełka dla The Globe - i cegiełka dla Hannibala. Makieta teatru była już prawie gotowa - ciekawe, co się stanie, jak będzie ukończona, a ktoś wpłaci kolejny datek. Miał ochotę to sprawdzić.
Przy stole VIPów dostrzegł Roberta. Później wypomni mu, że nie uratował go ze szponów Philomeny (w które co prawda sam wlazł, ale wciąż zasługiwał na ratunek!).
Zbliżając się do celu, nadstawił uszu. O czym też rozmawiano w otoczeniu Ministry? W jakim nastroju był ojciec, tak naprawdę? Czego można się było spodziewać po Anemone? W końcu interpretowali jej dzieło - to było zawsze ryzykowne w obecności, ale bez udziału autora.
Ścisnął lekko ramieniem przedramię Electry, uśmiechnął się do niej, a potem napotkał spojrzenie swojej matki i jej również posłał lekki uśmiech.
Epatując swobodną pewnością siebie, jaką zawsze prezentował wobec dziennikarzy i na scenie, przywitał się z zebranymi i zerknął na Everetta, czekając, aż ten przejmie inicjatywę.
Hannibal nic nie słyszy przez szum własnej zajebistości.
Wyraz twarzy Hannibala nie zmienił się ani na jotę, kiedy wysłuchiwał reprymendy Philomeny, doskonale grającej swoją rolę oburzonej “dzisiejszą młodzieżą” starszej pani. Oooch, powinien teraz wdać się w dyskusję, kontrując jej opanowanie swoim gorącym protestem, to byłaby piękna scena, byliby symbolami dwóch epok - dwóch postaw - dwóch etapów życia!
Nie byli jednak na scenie, a on złowił ponad tłumem znaczące spojrzenie swojego ojca. Ehh, a może powinien przeprosić uniżenie, jeszcze na chwilę stać się poświęcającym się dla większego dobra Merlinem, poddającym się woli bogini, nieważne, młodej i roztańczonej, czy białowłosej, z twarzą poznaczoną gniewnymi zmarszczkami? Posłusznym i uległym - niektórzy woleli go właśnie takim…
Pojawienie się tortu i przemowa dyrektora teatru uniemożliwiły mu jakąkolwiek reakcję. Philomena pożeglowała dostojnie przez tłum, a Selwyn odprowadził ją spojrzeniem. Nagle stanęła mu przed oczami papuga, którą ujrzał w fusach na dnie filiżanki tydzień temu, kiedy wraz z Jonathanem, Robertem i Anthonym postanowili zabawić się we wróżenie z fusów. Uśmiechnął się do siebie, rozbawiony skojarzeniem.
Odstawił nieruszony kieliszek szampana na bar i - posłuszny bankietowemu rytuałowi - ruszył w stronę stołu dla VIPów, zahaczając po drodze o pogrążoną w rozmowie z Moną Electrę. Stanął między kobietami i na krótką chwilę położył po jednej dłoni na plecach każdej z nich.
- Wybaczcie, że muszę wam przerwać, piękne panie, ale mój ojciec wzywa. Pora się poudzielać.
Podał Ellie ramię i - jak wcześniej na parkiet - poprowadził ją przez salę.
- Rozmawiałaś z Henrym? Wpłaciłaś już datek? - zapytał po drodze. Sam planował to zrobić za chwilę. Wpłacanie pieniędzy na własnej imprezie charytatywnej było na pozór absurdalne, ale przecież nie szły do jego kieszeni, no i nie mógł odmówić sobie szansy na finałowy taniec. Jeszcze jedna okazja, by się pokazać. Cegiełka dla The Globe - i cegiełka dla Hannibala. Makieta teatru była już prawie gotowa - ciekawe, co się stanie, jak będzie ukończona, a ktoś wpłaci kolejny datek. Miał ochotę to sprawdzić.
Przy stole VIPów dostrzegł Roberta. Później wypomni mu, że nie uratował go ze szponów Philomeny (w które co prawda sam wlazł, ale wciąż zasługiwał na ratunek!).
Zbliżając się do celu, nadstawił uszu. O czym też rozmawiano w otoczeniu Ministry? W jakim nastroju był ojciec, tak naprawdę? Czego można się było spodziewać po Anemone? W końcu interpretowali jej dzieło - to było zawsze ryzykowne w obecności, ale bez udziału autora.
Ścisnął lekko ramieniem przedramię Electry, uśmiechnął się do niej, a potem napotkał spojrzenie swojej matki i jej również posłał lekki uśmiech.
Epatując swobodną pewnością siebie, jaką zawsze prezentował wobec dziennikarzy i na scenie, przywitał się z zebranymi i zerknął na Everetta, czekając, aż ten przejmie inicjatywę.
Percepcja - podsłuchuję tak ogólnie
Rzut N 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Hannibal nic nie słyszy przez szum własnej zajebistości.