28.09.2025, 18:10 ✶
Spojrzał na nią kątem oka, bo wciąż pochylał głowę nad brunatną plamą, nie ruszywszy się nawet o milimetr. W oczach też, kryło się jakieś domniemanie szaleństwa, ale nie było to przesadnie dziwne bo Leviathan patrzył na nią w ten sposób bardzo często i spodziewał się, że inni też to robili.
Nie obchodziło go, że był to kawałek czyjegoś życia. Znajdowało się na podłodze jej domku i jeśli martwiła o znieważanie kogokolwiek i czegokolwiek, to może powinna się nad tym zastanowić nieco wcześniej, a nie dopiero teraz. Przez ostatnie sześć dni wsiąkania w drewno, to cudze życie i domniemana śmierć mogły się wystarczająco obrazić na to, jak były traktowane.
- No tak, bo dotychczasowe leżenie tej kałuży tutaj to nikogo nie obrażało, tak? - zapytał z pewną kąśliwością, bo jego zdaniem wystarczało się zastanowić dwa razy. Ale może w tym leżał pies pogrzebany, że o tym wcześniej nie myślała przesadnie intensywnie. - No ale dobrze, nie chcesz bańki mydlanej więc czego ode mnie oczekujesz? Mam ci wyczarować szczotkę, żebyś mogła tę podłogę wyszorować? - zapytał głucho, bo ciężko w jego głowie było się dopatrzyć jakichkolwiek emocji. Starał się ją zrozumieć, oczywiście, ale ani nie miał się z czego aktualnie złościć ani też cieszyć. Pozostawało jakieś leniwe zdziwienie. - Poduszkę też, żeby cię od klękania kolana nie bolały? Wiadro z wodą ci nalać? Mydło kupić? Skrzata zapewnić, żeby zrobił to za ciebie? - ostatnia opcja była niezwykle łaskawa jego zdaniem, bo skrzat to był od tego, żeby zajmować się domem swojego pana, a nie biegać po krewnych, zapomnianych czy nie.
Nie obchodziło go, że był to kawałek czyjegoś życia. Znajdowało się na podłodze jej domku i jeśli martwiła o znieważanie kogokolwiek i czegokolwiek, to może powinna się nad tym zastanowić nieco wcześniej, a nie dopiero teraz. Przez ostatnie sześć dni wsiąkania w drewno, to cudze życie i domniemana śmierć mogły się wystarczająco obrazić na to, jak były traktowane.
- No tak, bo dotychczasowe leżenie tej kałuży tutaj to nikogo nie obrażało, tak? - zapytał z pewną kąśliwością, bo jego zdaniem wystarczało się zastanowić dwa razy. Ale może w tym leżał pies pogrzebany, że o tym wcześniej nie myślała przesadnie intensywnie. - No ale dobrze, nie chcesz bańki mydlanej więc czego ode mnie oczekujesz? Mam ci wyczarować szczotkę, żebyś mogła tę podłogę wyszorować? - zapytał głucho, bo ciężko w jego głowie było się dopatrzyć jakichkolwiek emocji. Starał się ją zrozumieć, oczywiście, ale ani nie miał się z czego aktualnie złościć ani też cieszyć. Pozostawało jakieś leniwe zdziwienie. - Poduszkę też, żeby cię od klękania kolana nie bolały? Wiadro z wodą ci nalać? Mydło kupić? Skrzata zapewnić, żeby zrobił to za ciebie? - ostatnia opcja była niezwykle łaskawa jego zdaniem, bo skrzat to był od tego, żeby zajmować się domem swojego pana, a nie biegać po krewnych, zapomnianych czy nie.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast