28.09.2025, 18:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2025, 18:25 przez Basilius Prewett.)
– Dobrze. Jeśli chcecie możecie chodzić w spandeksie, ale mnie to tego nie mieszajcie – powiedział w końcu, uznając że dzisiaj ta dyskusja nie przyniesie już nic sensownego.
Zanim jednak zdążył zbadać rany na twarzy Thomasa, szybko zerknął na wyciągniętą przez Millie kartę i zmarszczył brwi. Karta wyglądała... Jak każda inna karta tarota, którą kiedykolwiek widział w swoim życiu. Millie natomiast wyglądała... Dziwnie.
– Wszystko w porządku? – spytał kontrolnie, patrząc to na narysowanego kota, to na przyjaciółkę, a potem skrzywił się nieco. – Jeśli chcesz palić to proszę otwórz okno.
A potem bardzo się ucieszył, że nic właśnie nie pił i szybko powrócił do swojego pacjenta, usilnie próbując przekonać samego siebie, że w pierwszej chwili wcale nie pomyślał o czymś innym wyciąganiu kart.
Thomas powinien zobaczyć nieostrą, ale jednak wyraźnie zirytowaną twarz Basiliusa. Zirytowaną wcześniejszą rozmową o spandeksie jak i jakże genialnym żarcie o zamkniętych oczach. Taki był plan. Prewett naprawdę świadomie przybrał minę, która jasno wskazywała co myślał o takich głupich żartach, a jednak... A jednak z jakiegoś powodu żart był tak idiotyczny, że aż śmieszny i uzdrowiciel rozbawiony prychnął krótkim śmiechem. Zaraz potem jednak ponownie przyjął postawę poważnego magimedyka.
– Nie, nie rób nic. Nie trzyj ich. – Jego ręka odruchowo poleciała do dłoni Thomasa, aby go powstrzymać, ale Figg zdążył ją opuścić. – Jutro powinno być jeszcze lepiej. Oczy powrócą do stanu sprzed wypadku, więc nie musisz się nawet za bardzo przyzwyczajać.
Szybko upewnił się, czy na pewno wszystko było dobrze, zakropił Thomasowi jeszcze jedne krople, a potem odsunął się nieco pozwalając mu wziąć jedną z kart.
– Naprawdę? Tyle kart, a ty wylosowałeś Śmierć? – mruknął. I dlatego właśnie wolał zwykłe karty. Zwykłe karty były zdecydowanie spokojniejsze. – Ale to chyba nie jest zła karta. Millie? – Zerknął na Moody, próbując zebrać z tych szczątkowych informacji jakie miał na temat tarota, jakąś bardziej składną myśl, a potem uznając, że nie miał na co czekać sam sięgnął po jedną z kart.
Było w tym uczuciu coś dziwnego. Basilius nie lubił wróżb, nie lubił przepowiadania jego przyszłości, czy nawet niejasnych wskazówek dotyczących własnego życia. Nie powinien więc w ogóle chcieć sięgać po tarota. Z drugiej jednak strony... Ta losowość wybrania karty, za którą mogło czaić się wszystko w pewien sposób przemawiała do niego i karmiła tę pozornie zakopaną bardzo głęboko cząstkę, która wpuszczała radość do krwi Prewetta przy takich właśnie okazjach.
– Kot w wianku z pentagramami – skomentował przyglądając się karcie. – Brzmi jak... – Coś co miałyby zrobić koty Figgów. – Nie wiem. To pentagramy czy pieniądze?
Zanim jednak zdążył zbadać rany na twarzy Thomasa, szybko zerknął na wyciągniętą przez Millie kartę i zmarszczył brwi. Karta wyglądała... Jak każda inna karta tarota, którą kiedykolwiek widział w swoim życiu. Millie natomiast wyglądała... Dziwnie.
– Wszystko w porządku? – spytał kontrolnie, patrząc to na narysowanego kota, to na przyjaciółkę, a potem skrzywił się nieco. – Jeśli chcesz palić to proszę otwórz okno.
A potem bardzo się ucieszył, że nic właśnie nie pił i szybko powrócił do swojego pacjenta, usilnie próbując przekonać samego siebie, że w pierwszej chwili wcale nie pomyślał o czymś innym wyciąganiu kart.
Thomas powinien zobaczyć nieostrą, ale jednak wyraźnie zirytowaną twarz Basiliusa. Zirytowaną wcześniejszą rozmową o spandeksie jak i jakże genialnym żarcie o zamkniętych oczach. Taki był plan. Prewett naprawdę świadomie przybrał minę, która jasno wskazywała co myślał o takich głupich żartach, a jednak... A jednak z jakiegoś powodu żart był tak idiotyczny, że aż śmieszny i uzdrowiciel rozbawiony prychnął krótkim śmiechem. Zaraz potem jednak ponownie przyjął postawę poważnego magimedyka.
– Nie, nie rób nic. Nie trzyj ich. – Jego ręka odruchowo poleciała do dłoni Thomasa, aby go powstrzymać, ale Figg zdążył ją opuścić. – Jutro powinno być jeszcze lepiej. Oczy powrócą do stanu sprzed wypadku, więc nie musisz się nawet za bardzo przyzwyczajać.
Szybko upewnił się, czy na pewno wszystko było dobrze, zakropił Thomasowi jeszcze jedne krople, a potem odsunął się nieco pozwalając mu wziąć jedną z kart.
– Naprawdę? Tyle kart, a ty wylosowałeś Śmierć? – mruknął. I dlatego właśnie wolał zwykłe karty. Zwykłe karty były zdecydowanie spokojniejsze. – Ale to chyba nie jest zła karta. Millie? – Zerknął na Moody, próbując zebrać z tych szczątkowych informacji jakie miał na temat tarota, jakąś bardziej składną myśl, a potem uznając, że nie miał na co czekać sam sięgnął po jedną z kart.
Było w tym uczuciu coś dziwnego. Basilius nie lubił wróżb, nie lubił przepowiadania jego przyszłości, czy nawet niejasnych wskazówek dotyczących własnego życia. Nie powinien więc w ogóle chcieć sięgać po tarota. Z drugiej jednak strony... Ta losowość wybrania karty, za którą mogło czaić się wszystko w pewien sposób przemawiała do niego i karmiła tę pozornie zakopaną bardzo głęboko cząstkę, która wpuszczała radość do krwi Prewetta przy takich właśnie okazjach.
Rzut Tarot 1d78 - 40
Dziewiątka Denarów
Dziewiątka Denarów
– Kot w wianku z pentagramami – skomentował przyglądając się karcie. – Brzmi jak... – Coś co miałyby zrobić koty Figgów. – Nie wiem. To pentagramy czy pieniądze?