28.09.2025, 18:44 ✶
— Jeśli którekolwiek z was będzie potrzebować czegoś do spania, to nie widzę problemu, żeby wam coś znaleźć. Mojemu mieszkaniu naprawdę nic się nie stało — dodała.
Mona nie miała w sobie tego światowego obycia, które tak naturalnie emanowało od Prewetta, ale odruchowo odwróciła wzrok, gdy mężczyzna sięgnął do guzików i rozluźnił materiał. Był to gest nie tyle zrodzony z pruderyjności, ile z dawnej, upartej przyzwoitości. W końcu życie pośród smoków nie przygotowywało do sztuki udawanego dystansu wobec ludzkiego ciała mężczyzny, którego się kochało.
Kiedyś była młodsza, pełna niewinnych wyobrażeń, więc pozwalała sobie śnić o nim, a dorosły Icarus stał w tym momencie przed nią piękniejszy i wystarczyło jedno słowo, aby spalić jej wszelką wolę. Gdyby zechciał, jadłaby mu z ręki. Odwróciła jednak spojrzenie zanim tkanina zdążyła zsunąć się z jego ramion. Kątem oka dostrzegła cienki cień tatuażu na ciele mężczyzny.
Kiedy w końcu Mona odwróciła wzrok w jego stronę, gula stanęła w gardle.
Wyglądał tragicznie. Makabrycznie. Nie on sam, ale cały obraz, który podsuwała jej wyobraźnia, sprawiał, że miała ochotę płakać. Był koszmarem w ludzkiej postaci. Ari pracował nad eliksirem w tym samym miejscu, gdzie jeszcze niedawno leżał Śmierciożerca, a krew — czy to prawdziwa, czy tylko czerwona farba, bo nie miało to żadnego znaczenia! — spływała po jego ciele, rozlewając się w rozwodnione smugi, które w oczach Rowle czyniły go ofiarą niewyobrażalnego okrucieństwa.
Nic nie pomagało. Ani widok jego zmęczonego ciała, ani pytanie, które wymknęło się z jego ust. Mona jeszcze raz zerknęła ku drzwiom prowadzącym do salonu, aby upewnić się, że Ella spała.
— Nie mów tak — prawie się wzdrygnęła na zestaw tych słów, zmęczonego tonu i tego, co pojawiło się w jego oczach. Jej Icarus nie byłby zdolny do czegoś takiego. — Nie mówisz poważnie, żeby... — w odpowiedzi na prośbę, kobieta sięgnęła po materiał i stanęła za krzesłem, gdzie siedział tyłem do niej. Może tak było lepiej, pomyślała gorzko. Nie będzie musiała widzieć zdegustowania, czegokolwiek, co mogłoby sygnalizować utratę zaufania w jego oczach, kiedy już mu opowie. Mona zawahała się po raz ostatni.
— Kiedy się rozdzieliliśmy, miałam zamiar wrócić po kota — zaczęła cicho, ręce drżały, przesuwając szmatkę po jego karku. Od dołu do linii czarnych pięknych włosów, każdą część jego ciała potraktowała jak wrażliwe lustro swoich własnych emocji. Strach, panika, poczucie winy — wszystko przelewało się w ten prosty gest, o który ją poprosił.
Jednocześnie Rowle opowiedziała mu o czerwonych śladach kocich łapek Świstka w kuchni, Śmierciożercy w kałuży własnej krwi, odmowie pomocy, gdy zobaczyła mroczny znak na jego przedramieniu. O tym, jak uciekła, kiedy pomyślała o Icarusie.
— Stąd moje wcześniejsze pytanie, czy go spotkaliście… — jej głos się załamał. Mona zmusiła, aby na nią nie patrzył. — Kiedy cię zobaczyłam w progu mieszkania, całego w farbie — pociągnęła nosem.
Mona nie miała w sobie tego światowego obycia, które tak naturalnie emanowało od Prewetta, ale odruchowo odwróciła wzrok, gdy mężczyzna sięgnął do guzików i rozluźnił materiał. Był to gest nie tyle zrodzony z pruderyjności, ile z dawnej, upartej przyzwoitości. W końcu życie pośród smoków nie przygotowywało do sztuki udawanego dystansu wobec ludzkiego ciała mężczyzny, którego się kochało.
Kiedyś była młodsza, pełna niewinnych wyobrażeń, więc pozwalała sobie śnić o nim, a dorosły Icarus stał w tym momencie przed nią piękniejszy i wystarczyło jedno słowo, aby spalić jej wszelką wolę. Gdyby zechciał, jadłaby mu z ręki. Odwróciła jednak spojrzenie zanim tkanina zdążyła zsunąć się z jego ramion. Kątem oka dostrzegła cienki cień tatuażu na ciele mężczyzny.
Kiedy w końcu Mona odwróciła wzrok w jego stronę, gula stanęła w gardle.
Wyglądał tragicznie. Makabrycznie. Nie on sam, ale cały obraz, który podsuwała jej wyobraźnia, sprawiał, że miała ochotę płakać. Był koszmarem w ludzkiej postaci. Ari pracował nad eliksirem w tym samym miejscu, gdzie jeszcze niedawno leżał Śmierciożerca, a krew — czy to prawdziwa, czy tylko czerwona farba, bo nie miało to żadnego znaczenia! — spływała po jego ciele, rozlewając się w rozwodnione smugi, które w oczach Rowle czyniły go ofiarą niewyobrażalnego okrucieństwa.
Nic nie pomagało. Ani widok jego zmęczonego ciała, ani pytanie, które wymknęło się z jego ust. Mona jeszcze raz zerknęła ku drzwiom prowadzącym do salonu, aby upewnić się, że Ella spała.
— Nie mów tak — prawie się wzdrygnęła na zestaw tych słów, zmęczonego tonu i tego, co pojawiło się w jego oczach. Jej Icarus nie byłby zdolny do czegoś takiego. — Nie mówisz poważnie, żeby... — w odpowiedzi na prośbę, kobieta sięgnęła po materiał i stanęła za krzesłem, gdzie siedział tyłem do niej. Może tak było lepiej, pomyślała gorzko. Nie będzie musiała widzieć zdegustowania, czegokolwiek, co mogłoby sygnalizować utratę zaufania w jego oczach, kiedy już mu opowie. Mona zawahała się po raz ostatni.
— Kiedy się rozdzieliliśmy, miałam zamiar wrócić po kota — zaczęła cicho, ręce drżały, przesuwając szmatkę po jego karku. Od dołu do linii czarnych pięknych włosów, każdą część jego ciała potraktowała jak wrażliwe lustro swoich własnych emocji. Strach, panika, poczucie winy — wszystko przelewało się w ten prosty gest, o który ją poprosił.
Jednocześnie Rowle opowiedziała mu o czerwonych śladach kocich łapek Świstka w kuchni, Śmierciożercy w kałuży własnej krwi, odmowie pomocy, gdy zobaczyła mroczny znak na jego przedramieniu. O tym, jak uciekła, kiedy pomyślała o Icarusie.
— Stąd moje wcześniejsze pytanie, czy go spotkaliście… — jej głos się załamał. Mona zmusiła, aby na nią nie patrzył. — Kiedy cię zobaczyłam w progu mieszkania, całego w farbie — pociągnęła nosem.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła