28.09.2025, 20:29 ✶
— Może właśnie powinienem. Na ciebie nakrzyczeć — jeszcze musiał dodać swoje trzy grosze! Dumny Odys nie byłby Odysem, gdyby nie miał wcisnąć ostatniego słowa między wymianą zdań. Taki już był, (niestety). — Nie martw się, nie będę ci rzucał w twarz książkami. W twoim przypadku znalazłbym bardziej… adekwatny przedmiot. Może coś, co trudniej zignorować — nie miał właściwie niczego specyficznego na myśli.
— Nie znoszę arogancji — odpowiedział. Własną trzymał na smyczy, dławił w zarodku, bo magipsychiatra nie miał prawa do słabości. — Najbardziej tej, która płynie z nazwiska i rodowej pychy. Podejrzewam, że wiesz co mam na myśli — dodał, a potem jedynie potwierdził oczywiste domysły: — Nie wytrzymałbym pracy w Ministerstwie. Podziwiam cię za to — prawdopobnie był to najszczerszy moment Fawleya, na jaki się zdobył w obecność Lazarusa. Niech to będzie jego strata, przeżyje. I co prawda ,,nie wytrzymałbym pracy w Ministerstwie” nie oznaczało „nienawidzę ludzi pracujących w Ministerstwie”, nie były również oskarżeniem ani kpiną. Nie miały znieważyć Lazarusa. Wyrażały natomiast proste uznanie, pozbawione maski terapeuty, ponieważ tym razem Odys nie odpowiedział jak lekarz. Skomentował wypowiedź drugiego mężczyzny jak… przyjaciel?
Potem kaszel rozdarł ciszę, Fawley zobaczył, jak Lazarus utracił oddech, opadł pod własnym ciężarem i przez ułamek sekundy cisnęła mu się do głowy absurdalna myśl, że mógłby go tak zostawić. Pozwolić, aby osunął się na bok i zasnął zmęczony, zgnieciony przez własne płuca.
Nie zrobił tego. Odruch zwyciężył nad złośliwością, więc mężczyzna wyciągnął różdżkę i krótkim niedbałym ruchem rzucił zaklęcie diagnostyczne. Zielonkawy błysk przesunął się wzdłuż klatki piersiowej rudowłosego, a wynik Odysowi nie spodobał się ani trochę.
— Jeszcze trochę takich popisów i będziesz musiał dopłacić za konsultację pulmonologiczną — burknął, żeby przykryć to, co naprawdę poczuł. Ukląkł obok kanapy, aby wyciągnąć z szuflady przy stoliku niewielką fiolkę, w której bursztynowy płyn lśnił gęsto. — Wypij. Zmiękczy oskrzela, rozrzedzi to, co ci tam zalega — użyty przez Odysa ton brzmiał jakby Lazarus był wyłącznie kłopotliwym gościem, jednakże ręka, która podała eliksir, zatrzymała się na chwilę za długo, upewniając, że pacjent naprawdę go przyjął.
— Nie znoszę arogancji — odpowiedział. Własną trzymał na smyczy, dławił w zarodku, bo magipsychiatra nie miał prawa do słabości. — Najbardziej tej, która płynie z nazwiska i rodowej pychy. Podejrzewam, że wiesz co mam na myśli — dodał, a potem jedynie potwierdził oczywiste domysły: — Nie wytrzymałbym pracy w Ministerstwie. Podziwiam cię za to — prawdopobnie był to najszczerszy moment Fawleya, na jaki się zdobył w obecność Lazarusa. Niech to będzie jego strata, przeżyje. I co prawda ,,nie wytrzymałbym pracy w Ministerstwie” nie oznaczało „nienawidzę ludzi pracujących w Ministerstwie”, nie były również oskarżeniem ani kpiną. Nie miały znieważyć Lazarusa. Wyrażały natomiast proste uznanie, pozbawione maski terapeuty, ponieważ tym razem Odys nie odpowiedział jak lekarz. Skomentował wypowiedź drugiego mężczyzny jak… przyjaciel?
Potem kaszel rozdarł ciszę, Fawley zobaczył, jak Lazarus utracił oddech, opadł pod własnym ciężarem i przez ułamek sekundy cisnęła mu się do głowy absurdalna myśl, że mógłby go tak zostawić. Pozwolić, aby osunął się na bok i zasnął zmęczony, zgnieciony przez własne płuca.
Nie zrobił tego. Odruch zwyciężył nad złośliwością, więc mężczyzna wyciągnął różdżkę i krótkim niedbałym ruchem rzucił zaklęcie diagnostyczne. Zielonkawy błysk przesunął się wzdłuż klatki piersiowej rudowłosego, a wynik Odysowi nie spodobał się ani trochę.
— Jeszcze trochę takich popisów i będziesz musiał dopłacić za konsultację pulmonologiczną — burknął, żeby przykryć to, co naprawdę poczuł. Ukląkł obok kanapy, aby wyciągnąć z szuflady przy stoliku niewielką fiolkę, w której bursztynowy płyn lśnił gęsto. — Wypij. Zmiękczy oskrzela, rozrzedzi to, co ci tam zalega — użyty przez Odysa ton brzmiał jakby Lazarus był wyłącznie kłopotliwym gościem, jednakże ręka, która podała eliksir, zatrzymała się na chwilę za długo, upewniając, że pacjent naprawdę go przyjął.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób