29.09.2025, 13:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2025, 13:21 przez Anthony Shafiq.)
Z Elliotem przy torcie, następnie dołącza do Philomeny, Lorien i Aarona
Uśmiechnął się szczerze na zawoalowany przytyk, tak zręcznie przekuty w komplement. Odzież walczyła między estetyką a użytecznością, zwykle obierajac pierwszy cel jako prymarny. Teraz jednak prostopadle ułożonych pasach zaszyty był manifest. Rodzaj przynależności. Tożsamości, którą Anthony potrzebował wypielęgnować.
- Dzisiaj marynarka, jutro kilt a za rok... kto wie, może w końcu zdecyduje się na jakieś twarzowe tatuaże? - zażartował, woląc krążyć wokół szkockich wzgórz aniżeli kopać w dołku zwanym Ministerstwem. Wyczuł z resztą że i Elliot jest tego świadom, pozornie z lekkością rozglądając się czy ktoś przypadkiem nie stroszy uszu w ich stronę.
- Mój apartament jest kilka kroków stąd. Nie trzeba będzie się nawet teleportować, a jego mury zapewnią nam to, czego nie otrzymaliśmy tu od gospodarzy - nie żeby oczekiwał najadekwatniejszych do rozmów jakie chciał przeprowadzić z kancelerzem wygłuszonych magią pomieszczeń.
Skoro już to ustalili skinął mu głową, chwycił w najnaturalniejszym dla siebie geście drugi talerzyk z dodatkową porcją ciasta i ruszył ku innej uformowanej grupce z której ponad 60% również opuściło drugi z balkonów przy okazji toastu. Żałował, że nie zdążył zupełnym przypadkiem zajrzeć tam wcześniej. A może powinien z tego tytułu się cieszyć?
- Wysoki sądzie... - skłonił głową z szacunkiem i szarmanckim uśmiechem ku Lorien, w której dłoniach momentalnie znalazła się zdobna złotem porcelana zdobna jeszcze bardziej w dzieło londynskiego cukiernika. - pani Mecenas - podobnym gestem powitalnym obdarzył Philomenę, choć dla niej nie było już zabranej łapówki. Cóż, może dlatego, że ich stosunki były raczej przyjaźnie pozorne, odkąd kancelaria wzięła na siebie kilka spraw przeciwko Magicznemu Urzędowi Celnemu. - i pan... pan Moody jak mniemam? - Trudno było nie kojarzyć tego nazwiska, społeczność magiczna była w końcu mała. Jeśli taka była wola drugiego mężczyzny uścisnąłby mu dłoń i nawet nie przestawałby się przy tym uśmiechać. Głównie przez wzgląd na Lorien, albo w pewnym przyzwyczajeniu do sytuacji w których rozmawiało się z ludźmi z którymi nie miało aż tak ochoty się rozmawiać. W umyśle wciąż świeże było wspomnienie, któremu akompaniował taniec Ambicji i cała ambiwalencja związana z radością, że ktoś w takim momencie towarzyszł Lorien oraz irytacją z tych samych powodów.
- Jest i sąd - zauważył lekko, ze swobodą prowadzenia tego typu rozmówek od zawsze - adwokat, oskarżyciel... czy mógłbym mimo wszystko zarezerwować sobie w naszym gronie rolę świadka? Może być i nawet koronny. - Oczywiście, że koronny! Złota nigdy dość. Zajął miejsce między kobietami, tak jakby razem z nimi obserwował salę. - Przeciw komu mam zeznawać? - zapytał z pozorną swobodą kontynuując szaradę. - Pan gwiazdor Merlin... chyba byłoby tu więcej prasy. Może ktoś o mniejszej rozpoznawalności, a większych zasięgach... autorka sztuki? Te koła z cygara nie znikają tak szybko jak powinny. Jeszcze zaraz wydmuchiwać będzie z siebie kłęby smoczego dymu, to ziele z pewnością nie znajduje się na naszych listach...A może ten nieszczęśnik stojący od godziny przy makiecie? Myślicie że to on odpowiada za odprowadzenie od tych darowizn podatku?