29.09.2025, 13:27 ✶
Było coś zastanawiającego w tym, jak kobieta reagowała na to, co mówił. Lestrange był dobrym obserwatorem, lecz nie od razu zakodował fakt, że Jahnavi nie odezwała się od początku tego spotkania ani słowem. Uniósł lekko brew, ale nie zapytał o to. Przecież to byłoby bardzo, bardzo niegrzeczne, prawda? Chociaż jednocześnie było to miłą odmianą, jeżeli chodziło o targujące się i krzyczące na targu przekupki. Nie znał wielu osób, które nie mówiły, lecz jedną sam pozbawił głosu. Na moment spuścił wzrok, by zerknąć na przesunięte paczuszki. Czy to były wszystkie? Może nie, ale przecież nie potrzebował robić zapasów, a przynajmniej nie tak dużych, żeby wykupować cały, cały kram egzotycznie wyglądającej kobiety. Może była osłuchana z angielskim, lecz nie była pewna swoich słów? Albo komuś kiedyś wywróżyła coś, co spotkało się z niezadowoleniem klienta, i ten urżnął jej język? Kto wie, w końcu potwory w ludzkiej skórze chodziły po tym świecie, czego dowodem był chociażby spalony Londyn.
Skoro milczała, to i on milczał, uśmiechając się jeno lekko, gdy wysupływał ciężką, dużą monetę z kieszeni. Nie nosił przy sobie tysiąca galeonów, ale niedawno był w Gringocie i uszczuplił trochę skrytkę rodzinną. Ot, nie widział sensu w tym, by wydawać swoje pieniądze, skoro rodzinny skarbiec uginał się pod naporem złota i klejnotów. Planował zresztą większe zakupy, żeby pomóc tym, którym się nie udało uciec przed ogniem, a wśród których przypadkiem znalazły się jego drogie kuzynki. Zawsze jakaś dobra wymówka, jeżeli ktoś - co było wątpliwe - zapyta o to, czemu rodzinny skarbiec jest odrobinę lżejszy, niż był kilka tygodni temu.
Z uprzejmą i sztuczną ciekawością obserwował, co robi kobieta. Kości, zdecydowanie nie ludzie, zioła, do tego kamienne naczynie. Dużo przyjemniejsza wizja niż krew, kości noworodka i inne pierdolety, którymi straszył go ojciec za młodu.
- Co mnie czeka w tym miesiącu? - zapytał w końcu, widząc znak zapytania. Zaskakujące, jak dobrze rozumiał to, czego chciała od niego panna Jahnavi. Była spokojna, milcząca a jej ruchy przypominały trochę leniwe kołysanie się trzciny na wietrze. Trochę tak, jakby wokół jej stoiska nagle czas zwolnił, a poza ich dwójką i nieznośnym króliczyskiem nie było nikogo więcej.
Czy zobaczysz śmierć, ogień, czy flagę? Czy ujrzysz płomienie, które podążają za mną niczym cień? Wyciągnął dłoń, gładką i jasną, pozbawioną odcisków, sugerującą że ma przed sobą człowieka, który nie pracuje fizycznie. Dłonie miał czyste, zadbane, podobnie jak ciało. To jego dusza była skażona, to serce rwało się do tego, by wypowiadać kolejne zakazane przez prawo słowa. Masz, weź kroplę krwi, upuść na kości ptactwa i sprawdźmy, co się stanie.
Skoro milczała, to i on milczał, uśmiechając się jeno lekko, gdy wysupływał ciężką, dużą monetę z kieszeni. Nie nosił przy sobie tysiąca galeonów, ale niedawno był w Gringocie i uszczuplił trochę skrytkę rodzinną. Ot, nie widział sensu w tym, by wydawać swoje pieniądze, skoro rodzinny skarbiec uginał się pod naporem złota i klejnotów. Planował zresztą większe zakupy, żeby pomóc tym, którym się nie udało uciec przed ogniem, a wśród których przypadkiem znalazły się jego drogie kuzynki. Zawsze jakaś dobra wymówka, jeżeli ktoś - co było wątpliwe - zapyta o to, czemu rodzinny skarbiec jest odrobinę lżejszy, niż był kilka tygodni temu.
Z uprzejmą i sztuczną ciekawością obserwował, co robi kobieta. Kości, zdecydowanie nie ludzie, zioła, do tego kamienne naczynie. Dużo przyjemniejsza wizja niż krew, kości noworodka i inne pierdolety, którymi straszył go ojciec za młodu.
- Co mnie czeka w tym miesiącu? - zapytał w końcu, widząc znak zapytania. Zaskakujące, jak dobrze rozumiał to, czego chciała od niego panna Jahnavi. Była spokojna, milcząca a jej ruchy przypominały trochę leniwe kołysanie się trzciny na wietrze. Trochę tak, jakby wokół jej stoiska nagle czas zwolnił, a poza ich dwójką i nieznośnym króliczyskiem nie było nikogo więcej.
Czy zobaczysz śmierć, ogień, czy flagę? Czy ujrzysz płomienie, które podążają za mną niczym cień? Wyciągnął dłoń, gładką i jasną, pozbawioną odcisków, sugerującą że ma przed sobą człowieka, który nie pracuje fizycznie. Dłonie miał czyste, zadbane, podobnie jak ciało. To jego dusza była skażona, to serce rwało się do tego, by wypowiadać kolejne zakazane przez prawo słowa. Masz, weź kroplę krwi, upuść na kości ptactwa i sprawdźmy, co się stanie.