Każdy ratował siebie i nie patrzył na to, czy to czarodziej czy mugol. Zaklęcia latały w każde strony. Nicholas był tego świadom. I choć nie atakował mugolskiego Londynu, potrafił sobie wyobrazić ich zaskoczenia. Teraz na każdym kroku, każdy w każdym będzie widział wroga. A czarodzieje dla mugoli mogli stać się postrachem. O to przecież chodziło. O pokazanie potęgi czarodziei.
Jedno, co uspokoiło Nicholasa w odpowiedzi Faye to, że niekontrolowane przemiany u niej nie miały już miejsca.- W sytuacji kryzysu, nikt nie zwraca uwagi na prawo.
Odparł krótko, co mogło mieć miejsce. Ministerstwo na pewno ma pełno roboty, szczególnie Departament Przestrzegania Prawa, oraz Magicznych Wypadków i Katastrof. Nicholas akurat nie był obecny w pracy w dniu ataku i następnym. Ale kiedy wrócił w kolejnym, widział panujący chaos na każdym poziomie.Małe mieszkanie Faye nie było w guście Nicholasa, który cenił sobie czystość, porządek i surowość. Jej było przeciwieństwem jego. Co innego dom w Little Hangleton, który miał swoje bogactwo skórzanych mebli i jedyne barwy jakie przełamywały surowość wnętrz, był właśnie brąz i ciemna zieleń.
W dodatku, bałagan. Spaczony po swoim mentorze na widok bałaganu, ze skrzywieniem temu się przyglądał. Szczególnie ubrania dziewczyny rzucały się bardzo w oczy. Jakby nie miała czasu aby posprzątać. Czy i tutaj, będąc sama w swoich pokojach, nie używała zaklęć?
- Tak.Potwierdził zgodę na herbatę z prażonych kasztanów. Skupiając tym razem uwagę na poukładane przez nią skarpetki w jednej z gablotek. Przywoływało to wspomnienia. Także dostawał, ale nie traktował ich jako artefakt. Po prostu trafiały do pozostałych, jeżeli spełniały jego kolorystykę. A jeżeli nie, wyrzucał. Lub oddawał komuś.
Skromność w postaci gadżetów i książek na półkach. A bardziej skupienie się na posiadaniu tych egzemplarzy, które potrzebne są do pracy zawodowej lub hobbystycznej.
Miał zrzucić jej ubrania z kanapy? Aż spojrzał na nią, jakby sprawdzał czy mówiła poważnie. Zaraz jednak spełnił jej życzenie. Wyjął różdżkę, machnął a wszystkie ubrania znajdujące się w salonie, w którymkolwiek miejscu, zleciały się w jeden kącik i układając się w stosik ładnie złożonych. Nawet jeżeli pójdzie to do prania, to przynajmniej nie będzie w oczy bolał ten bałagan. Przynajmniej już trochę lepiej ten salon wyglądał i było miejsce na odbycie rozmowy. Zajął miejsce z drugiej strony kanapy, gdzie postawiła na stoliczku kubek z herbatą dla niego.
Słuchał jej odpowiedzi w kwestii pożaru, który uznała za dziwne zjawisko lub jego zachowanie. Jakby chciał a nie mógł sięgnąć jej piętra. Lepiej wytłumaczyć sobie tym, że opanowali go do takiego stopnia, że zniszczył tylko parter.
- Podobno wynajmuje ci to mieszkanie, zgadza się? Zostaw to i wróć do domu w Szkocji. Albo poszukam Ci inne.Zasugerował, dla jej bezpieczeństwa, aby trzymała się z dala od Doliny Godryka. Co jej tutaj po takim mieszkaniu, gdzie zapewne martwiła się o staruszkę? Z drugiej strony, gdyby kobieta nie przeżyła, cały dom mogłaby Faye przejąć. Jeżeli nie mieszkał tutaj nikt więcej.
- Jest całe. Ale niestety obarczone klątwą. Nie da się tam mieszkać. Cuchnie gorzej od Twojego.
Odpowiedział zgodnie z prawdą na pytanie o swoje mieszkanie, zdejmując rękawiczki, które położył na stoliku obok kubka z herbatą, po który zaraz sięgnął aby rozkoszować się zapachem naparu, a następnie ostrożnie upić łyk.