Avelina tego dnia przechadzała się po ulicach dobrze jej znanych. Chodziła po sklepach, uzupełniała zapasy składników do eliksirów i szukała nowego kociołka do warzenia, bo ten jej był już zdecydowanie zbyt stary i wysłużony. W pewnym momencie jej oczom ukazała się dawna znajoma ze szkoły, za którą za bardzo nie przepadała. Dziewczyna była irytująco nachalna, więc Avelina nie miała ochoty z nią rozmawiać. Zacznijmy od tego, że brunetka nie miała za często takiej ochoty. Nim tamta ją zauważyła Ave zmieniła się w kota i przebiegła między nogami przechodniów w kierunku zaułku blisko klubokawiarni. Miała i tak odwiedzić Nore, więc dobrze się złożyło, że strach przed rozmową zaprowadził ją w to miejsce. Przybrała swoją ludzką formę, otrzepała się z niewidzialnego pyłku i wyszła z powrotem na główną ulicę. Wtedy też usłyszała znajomy, mrukliwy głos kota należącego do jej kuzynki. Spojrzała na niego zaskoczona, a potem przyjrzała się jego zdobyczą.
Na jej ustach zakwitł ciepły uśmiech, gdy ten się o nią otarł i kazał jej nie zjadać jego ofiar. Nie miała takiego zamiaru, Avelina nie gustuje w martwych, surowych zwierzynach upolowanych przez gadające koty, ale nie miała zamiaru mu tego po raz enty tłumaczyć, więc cierpliwie czekała, aż tygrys Nory wróci do niej. Stojąc tak odganiała co jakiś czas ludzi, aby przypadkiem nie zdeptały tych zwierzątek, aby nie dostać bury od Salema. Ludzie dziwnie na nią patrzyli, ale nic sobie z tego nie robiła. W końcu usłyszała jego głos ponownie nad sobą i uniosła zaskoczona brwi.
Wyciągnęła swoją różdżkę i machnęła nią wypowiadając inkantację na unoszenie przedmiotów, bądź kotów w powietrze i powoli przyciągnęła go w dół, aby ostrożnie wylądował na ziemi.
— Naucz się w końcu schodzić z takich wysokości w taki sposób w jaki wszedłeś – powiedziała tonem niczym matka besztająca dziecko. — Twoje zdobycze są całe i… nie zdeptane. – dodała jeszcze prezentując jego ofiary w stanie jakim je zostawił.
— Nora się nie martwi, że tak latasz po ulicy? – zapytała.
Salem nigdy nie był kotem, który przepadał za rozmawianiem z nią. Zdecydowanie bardziej lubił ją pod postacią czarnego kota, ale jej to nie przeszkadzało. Uczyła się od niego kocich nawyków dzięki czemu pod postacią swojego animaga była zdecydowanie bardziej wiarygodna. Cieszyła się nawet, że jej forma to kot, a nie jakiś pies, bo za nimi nie przepadała.