Często słyszała, że brakuje jej delikatności, że nie powinna być, aż tak bezpośrednia, mogło być to odbierane jako szorstkość, którą sama zauważała, ba wiedziała nawet skąd się u niej wzięła - wyniosła to z domu. Jej ojciec cenił sobie proste przekazywanie faktów, nigdy nie owijał w bawełnę. To było u nich normalne. Nie powinno więc wcale dziwić to, że i tym razem zachowała się podobnie. Chciała zrzucić ten ciężar ze swoich ramion, szczególnie, że niedługo i tak wszyscy się tego dowiedzą. Nie była to sprawa, którą można było ukrywać w nieskończoność, wolała też, aby ich najbliżsi byli świadomi tego, jak faktycznie wygląda sytuacja.
Wiedziała, że ich czyny będą niosły ze sobą konsekwencje, nie miało ich to ominąć, nie tym razem. Nie, żeby jakoś martwiła się gadaniem ludzi, poplotkują, później znajdą sobie inny interesujący temat, tyle, że tym razem nie chodziło tylko o nich, a to nieco zmieniało postać rzeczy. Czy za kilka lat ktoś będzie o tym pamiętał, czy ktoś postanowi wspomnieć ich dziecku o tym, że jego rodzice nieco pospieszyli się ze wszystkim? Oby nie, Yaxley bowiem na pewno bardzo chętnie złapie wtedy w swoje ręce tego, kto postanowi sprawić, aby ich latorośl poczuła się niekomfortowa, kto wie, co zostałoby z tego szczęśliwca. Oczywiście, że miała na uwadze to, iż mogło się to wydarzyć, co nieco ją niepokoiło, sama nie przejmowała się praktycznie niczym, ale nie chodziło tylko i wyłącznie o nią i Ambroise'a, oni potrafili znieść naprawdę wiele, zresztą sami nieraz podpuszczali towarzystwo do tego, aby o nich plotkowano, lubiła wprawiać innych w konsternacje i dawać im pożywkę, tyle, że to oni wcześniej decydowali o tym, jak to będzie wyglądało, teraz nie do końca mieli taką władzę.
Greengrass potwierdził jej słowa, mieli przynajmniej ustaloną wspólną wersję wydarzeń. Bardzo dobrze zdawali sobie sprawę kiedy mogło się to wydarzyć, zresztą wyraźnie pamiętali tamten moment, gdy stracili nad sobą panowanie. Musieli sobie to wybaczyć, chociaż nie chcieli do tego wracać, to w tym wypadku jednak było to nieuniknione. Ich spontaniczna decyzja, chociaż czy w ogóle można było tu mówić o jakiejkolwiek decyzji... raczej chwila zapomnienia, która miała zostać zagrzebana w odmętach tej nie do końca przyjemnej przeszłości, do której ona wolałaby nie wracać.
Wpatrywała się w Ursulę, czekając na jej reakcję, kobieta jej nie przerywała, czekała, aż skończy mówić, dopiero wtedy się odezwała. Geraldine uniosła jedynie pytająco brew, czy powinna się tego spodziewać? Zapewne. Przed Lestrange nic nie mogło się ukryć, najwyraźniej szybciej połączyła kropki od samych zainteresowanych... niesamowite. Co medyk, to medyk, jednak nie wydawało jej się, aby wiązało się to tylko z jej zawodem, bo przecież Roise też był uzdrowicielem, a nie domyślił się tego, że coś się zmieniło.
Nie umknęło jej to, że wspomniała o własnym doświadczeniu, nie do końca znała historię Ursulii, nie zamierzała teraz w nią wnikać, ale zwróciła uwagę na to, że im o tym powiedziała. To wiele wyjaśniało, coraz więcej, chociaż nadal brakowało Geraldine niektórych informacji. Nie ruszyło ją zupełnie to, w jaki sposób się o niej wypowiedziała. Zdawała sobie sprawę z tego, jak wygląda w oczach innych, to było tylko i wyłącznie stwierdzenie faktu, nic więcej. Sama na to zapracowała, zresztą nie ma co się oszukiwać, taka po prostu była.
Kiedy przeszli do tematu wizyty u uzdrowiciela... cóż, dość szybko przeniosła wzrok na szybę. Wydawała jej się ona bardzo interesująca, Geraldine miała swoje zdanie na ten temat, zdecydowanie nie zamierzała go teraz mówić głośno. Póki nic się nie działo, to chyba nie było problemu... fakt, powinna nieco zmienić nastawienie, bo nie chodziło tylko i wyłącznie o jej zdrowie, jednak niektóre nawyki bardzo trudno było wyplenić, były niczym chwasty, których korzenie rosły bardzo głęboko... Tak, powinna o tym pomyśleć, ale mieli ostatnio wiele na głowie, nie wydawało jej się, aby lekarz mógł im uciec, zresztą nie czuła się też jakoś fatalnie, nic nie wróżyło tego, że coś może być nie tak. Zresztą jedyni medycy jakich darzyła zaufaniem mieszkali z nią aktualnie pod jednym dachem, jednak nie specjalizowali się w takich sprawach, będą musieli się za kimś rozejrzeć, podejrzewała, że Roise skorzysta ze swoich znajomości.
- Skoro wszyscy wiemy o tym, że wersja z wcześniakiem nie przejdzie, będziemy się tym musieli podzielić szybciej, nie widzę innej możliwości. - Nie było sensu malować trawy na zielono, kiedy była zupełnie innego koloru. Będą musieli podzielić się z gawiedzią tą wspaniałą nowiną, oczywiście w odpowiednim czasie, bo jednak najpierw wypadało porozmawiać z najbliższymi, zresztą właśnie zaczynali to robić, spora droga przed nimi, jednak początek nie okazał się być wcale taki trudny. Ursula, jak zawsze podchodziła do tematu zdroworozsądkowo, w sumie nie mogli zacząć od kogoś bardziej odpowiedniego. Dobrze zrobili, że zaczęli właśnie od niej.
- Nie wiem tylko kiedy będzie lepiej to zrobić, oznajmić ludziom podczas ślubu? Może będą tak zaaferowani przyjęciem, że nie skupią się na tej informacji, z drugiej strony może ona przyćmić całą resztę. - Wiedziała, że większość społeczności czekała na podobne plotki, mogli wtedy skupić się na tym, że inni postępowali nieodpowiednio, wbijać szpileczki, dzięki którym czuli się lepiej.
- Tak, czy siak będziemy na językach, musimy się z tym pogodzić. - Może nie stawiali swoich rodzin w najlepszej sytuacji, raczej powinni dążyć do tego, aby uniknąć podobnego skandalu, na to jednak było odrobinę zbyt późno.