29.09.2025, 23:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2025, 21:20 przez Cameron Lupin.)
Pojawiam się w kwaterze głównej kowenu razem z Heather.
Życie duchowe Camerona nie było w ostatnim czasie zbyt rozbudowane. Większość jego relacji z Matką i kowenem zatarło się, gdy wszedł w okres nastoletni i wolał skupiać się na pielęgnowaniu prywatnych znajomości i nauce niźli spędzaniu czasu nad długimi modlitwami do Pani Księżyca. Gdyby nie wyjścia z rodzicami podczas ferii czy wakacji i dość huczne obchody sabatów być może już dawno obwołałby się ateistą. Być może, bo biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia chyba trzeba było zacząć wierzyć w to, że nad co poniektórymi osobami po prostu ktoś czuwa.
Bo jak inaczej wyjaśnić to, że wraz z Heather udało im się przetrwać zarówno atak na Polanę Ognisk jak i pożary, które parę tygodni temu nawiedziły Londyn? Musieli być w czepku urodzeni. A przynajmniej Ruda, bo jej to akurat fart zawsze się trzymał. On jedynie... Czerpał profity z jej aury pławiąc się w jej świetle. Ostatnie tygodnie były dla Lupina szczególnie nerwowe. Odebranie kluczy do nowego mieszkania, szybka wprowadzka, Spalona Noc, chaos w Szpitalu św. Munga, wieść o tym, że Florence Bulstrode tragicznie zginęła podczas pożaru... Ugh, nawet nie miał odwagi zjawić się na pogrzebie.
Bo czy w ogóle wypadało, żeby szedł? Bądź co bądź, był jedynie jej studentem. Wprowadzonym do jej ''wewnętrznego kręgu'' skupionego na badaniu Klątwy Żywiołów, ale jednak dalej tylko studentem. Szpital św. Munga na pewno był wypełniony po brzegi ludźmi, którzy czuli się z nią bardziej związani. Którzy znali ją lepiej i byliby gotowi wygłosić jakąś piękną przemowę na temat jej poświęcenia i oddania sztuce medycyny. Kto by pomyślał, że tak szybko zacznie tęsknić za strachem jaki w nim wzbudzała? Lupin westchnął cicho, poprawiając poły brązowego jesiennego płaszcza, który miał narzucony na ramiona i poprowadził Heather w stronę ołtarza przy którym zrobiła się mała kolejka.
Nie znał się jakoś bardzo dobrze na robótkach ręcznych, ale całkiem nieźle radził sobie z eliksirami, postanowił więc przygotować buteleczkę z miksturą leczącą. Bardziej by się pewnie przydała w szpitalu, ale teraz chyba wszyscy potrzebujemy boskiej protekcji, skomentował bezgłośnie, mrużąc oczy, gdy uderzyła go woń kowenowych kadzideł.
— Widać, że bardzo się postarałaś — szepnął do narzeczonej, przyglądając się jej wiankowi. — Nagle odkryłaś w sobie taki talent czy zapisałaś się do jakiegoś koła zainteresowań, kiedy nie patrzyłem?
Chociaż jakiś czas temu zasugerował Heather, że przy odrobinie starań mogłaby dołączyć do Lupinów przy pracy w aptece, tak dość szybko zdał sobie sprawę, że dziewczyna nie porzuciłaby zbyt szybko pracy na rzecz Ministerstwa Magii. Podobnie jak on nie byłby w stanie tak po prostu zostawić za sobą Szpitala św. Munga. Co jak co, ale oboje mieli dość wysokie ambicje i poczucie... oddania sprawie.
Gdy nadeszła ich kolej na oddanie ofiary w ogniu, Cameron zawahał się na moment, obracając w dłoniach buteleczkę. Przyglądając się płomieniom nie był w stanie wyrzucić z głowy nekrologu po Florence, jak i własnego pobytu na salach szpitala po tym, jak sam został ranny w czasie pożarów. Teraz na szczęście było o niebo lepiej... Koniec końców odłożył dar na ołtarz, modląc się w duchu, aby w najbliższym czasie jemu i Heather nie groziło już żadne niebezpieczeństwo.
Odsunął się na bok, chcąc dać Rudej przestrzeń, gdyby i ona chciała podumać nad ołtarzem
Życie duchowe Camerona nie było w ostatnim czasie zbyt rozbudowane. Większość jego relacji z Matką i kowenem zatarło się, gdy wszedł w okres nastoletni i wolał skupiać się na pielęgnowaniu prywatnych znajomości i nauce niźli spędzaniu czasu nad długimi modlitwami do Pani Księżyca. Gdyby nie wyjścia z rodzicami podczas ferii czy wakacji i dość huczne obchody sabatów być może już dawno obwołałby się ateistą. Być może, bo biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia chyba trzeba było zacząć wierzyć w to, że nad co poniektórymi osobami po prostu ktoś czuwa.
Bo jak inaczej wyjaśnić to, że wraz z Heather udało im się przetrwać zarówno atak na Polanę Ognisk jak i pożary, które parę tygodni temu nawiedziły Londyn? Musieli być w czepku urodzeni. A przynajmniej Ruda, bo jej to akurat fart zawsze się trzymał. On jedynie... Czerpał profity z jej aury pławiąc się w jej świetle. Ostatnie tygodnie były dla Lupina szczególnie nerwowe. Odebranie kluczy do nowego mieszkania, szybka wprowadzka, Spalona Noc, chaos w Szpitalu św. Munga, wieść o tym, że Florence Bulstrode tragicznie zginęła podczas pożaru... Ugh, nawet nie miał odwagi zjawić się na pogrzebie.
Bo czy w ogóle wypadało, żeby szedł? Bądź co bądź, był jedynie jej studentem. Wprowadzonym do jej ''wewnętrznego kręgu'' skupionego na badaniu Klątwy Żywiołów, ale jednak dalej tylko studentem. Szpital św. Munga na pewno był wypełniony po brzegi ludźmi, którzy czuli się z nią bardziej związani. Którzy znali ją lepiej i byliby gotowi wygłosić jakąś piękną przemowę na temat jej poświęcenia i oddania sztuce medycyny. Kto by pomyślał, że tak szybko zacznie tęsknić za strachem jaki w nim wzbudzała? Lupin westchnął cicho, poprawiając poły brązowego jesiennego płaszcza, który miał narzucony na ramiona i poprowadził Heather w stronę ołtarza przy którym zrobiła się mała kolejka.
Nie znał się jakoś bardzo dobrze na robótkach ręcznych, ale całkiem nieźle radził sobie z eliksirami, postanowił więc przygotować buteleczkę z miksturą leczącą. Bardziej by się pewnie przydała w szpitalu, ale teraz chyba wszyscy potrzebujemy boskiej protekcji, skomentował bezgłośnie, mrużąc oczy, gdy uderzyła go woń kowenowych kadzideł.
— Widać, że bardzo się postarałaś — szepnął do narzeczonej, przyglądając się jej wiankowi. — Nagle odkryłaś w sobie taki talent czy zapisałaś się do jakiegoś koła zainteresowań, kiedy nie patrzyłem?
Chociaż jakiś czas temu zasugerował Heather, że przy odrobinie starań mogłaby dołączyć do Lupinów przy pracy w aptece, tak dość szybko zdał sobie sprawę, że dziewczyna nie porzuciłaby zbyt szybko pracy na rzecz Ministerstwa Magii. Podobnie jak on nie byłby w stanie tak po prostu zostawić za sobą Szpitala św. Munga. Co jak co, ale oboje mieli dość wysokie ambicje i poczucie... oddania sprawie.
Gdy nadeszła ich kolej na oddanie ofiary w ogniu, Cameron zawahał się na moment, obracając w dłoniach buteleczkę. Przyglądając się płomieniom nie był w stanie wyrzucić z głowy nekrologu po Florence, jak i własnego pobytu na salach szpitala po tym, jak sam został ranny w czasie pożarów. Teraz na szczęście było o niebo lepiej... Koniec końców odłożył dar na ołtarz, modląc się w duchu, aby w najbliższym czasie jemu i Heather nie groziło już żadne niebezpieczeństwo.
Odsunął się na bok, chcąc dać Rudej przestrzeń, gdyby i ona chciała podumać nad ołtarzem
Modyfikatory do rzutu:
+5 za Rzemiosło na poz. I
+20 za Tworzenie eliksirów i maści na poz. II
+20 za Zielarstwo na poz. II
-20 za zawadę Biedak
-10 za zawadę Niezdarny
=45-30=15
+5 za Rzemiosło na poz. I
+20 za Tworzenie eliksirów i maści na poz. II
+20 za Zielarstwo na poz. II
-20 za zawadę Biedak
-10 za zawadę Niezdarny
=45-30=15
Rzut 1d100+15 - 70 +15 = 85