30.09.2025, 12:47 ✶
Świt miał nie nadejść.
A przynajmniej nie ten prawdziwy.
Nikt jeszcze o tym nie wiedział, że chmury pozostaną na niebie, strasząc wszystkich, napełniając trwogą, że tak już będzie zawsze, że w każdej chwili ponownie spadnie na nich popiół.
Dla Cedrika jednak świt już nadszedł, bo udało im się kogoś uratować. Bo trzymał za rękę teraz roztrzęsioną ale jakże żywą dziewczynę, a nie trupa z twarzą wykrzywioną zakazaną magią, z powyginanymi rękoma i nogami, ze skórą przypalaną od środka bulgoczącą energią zadającą nic tylko ból.
Dla niego to ona była świtem. Nadzieją, że kogoś udało się uratować.
- Och mi oczywiście, oczywiście nic - nieudolnie kłamał, głos mu się trząsł, ale jeśli tylko poczuł że mocniej zacisnęła dłoń na jego dłoni, tak obijął ją ramieniem w geście pełnym komfortu.
Nie poznał jej oczywiście, zmieniona twarz może nie zmieniła głosu, ale minęło kilka lat, a okoliczności zdecydowanie nie sprzyjały zastanawianiu się z kim właściwie rozmawia. Objął ją ciaśniej, chcąc by wiedziała, że złe minęło, choć tak na prawdę mogło jej się przydarzyć jeszcze tysiąc złowrogich rzeczy. Gdzieś z zaułka wychyneli brygadziści, którym umknął zamaskowany skurwiel, Gdzieś znów ktoś krzyknął, łoskot i wrzask był wszechogarniający.
Zostań z nią! krzyknęłi tamci, świadomi, że złamana duma śmierciożercy mogła nie pozwolić mu odpuścić dziewczynie. Poza tym była świadkiem. Możliwe że teraz szok nie pozwalał jej na odtworzenie detali, ale może była w stanie rozpoznać człowieka w masce, może później, gdy będzie w ciszy opowie chociaż z czego była zrobiona jego różdżka...
Tymczasem uratowana chciała wrócić do domu i Porterowi zacisnęło się znów serce. Czy ten dom jeszcze stał czy zjadły go płomienie? Widział, że grupy cywili biegają i gaszą, że część ludzi pomaga sobie nie czekając na służby, których było tak drastycznie i przerażająco za mało. Może stał. Tak bardzo chciałby, żeby stał...
- Odprowadzę Cię - powiedział wielce nieprofesjonalnie, ale chciał, tak bardzo chciał ze wszystkich nieudanych misji, ze wszystkich ciał przez które musiał przebiegać tej koszmarnej nocy, chciał później myśleć o tej jednej osobie, której zdołał pomóc. Chciał móc zobaczyć, jak się uśmiecha, jak śmieje. Chciał pamiętać czemu zgłosił sie do brygady. Czemu to w ogóle miało jakikolwiek sens.
Nagle spłoszyła się czymś. Odwróciła wzrok i on odwrócił go, niepewny czy rzeczywiście zamaskowany mężczyzna nie powrócił zgodnie z jego najstraszliwszymi obawami.
- Powiedz mi gdzie jest ten dom, musimy stąd odejść jak najszybciej. - wyrzucił z siebie, nie bardzo pewny co takiego miał usłyszeć. Spróbował ruszyć w dowolnym kierunku, byl się tylko stąd oddalić, nawet jeśli oznaczało to, że pójdą w zupełnie inną część miasta.
A przynajmniej nie ten prawdziwy.
Nikt jeszcze o tym nie wiedział, że chmury pozostaną na niebie, strasząc wszystkich, napełniając trwogą, że tak już będzie zawsze, że w każdej chwili ponownie spadnie na nich popiół.
Dla Cedrika jednak świt już nadszedł, bo udało im się kogoś uratować. Bo trzymał za rękę teraz roztrzęsioną ale jakże żywą dziewczynę, a nie trupa z twarzą wykrzywioną zakazaną magią, z powyginanymi rękoma i nogami, ze skórą przypalaną od środka bulgoczącą energią zadającą nic tylko ból.
Dla niego to ona była świtem. Nadzieją, że kogoś udało się uratować.
- Och mi oczywiście, oczywiście nic - nieudolnie kłamał, głos mu się trząsł, ale jeśli tylko poczuł że mocniej zacisnęła dłoń na jego dłoni, tak obijął ją ramieniem w geście pełnym komfortu.
Nie poznał jej oczywiście, zmieniona twarz może nie zmieniła głosu, ale minęło kilka lat, a okoliczności zdecydowanie nie sprzyjały zastanawianiu się z kim właściwie rozmawia. Objął ją ciaśniej, chcąc by wiedziała, że złe minęło, choć tak na prawdę mogło jej się przydarzyć jeszcze tysiąc złowrogich rzeczy. Gdzieś z zaułka wychyneli brygadziści, którym umknął zamaskowany skurwiel, Gdzieś znów ktoś krzyknął, łoskot i wrzask był wszechogarniający.
Zostań z nią! krzyknęłi tamci, świadomi, że złamana duma śmierciożercy mogła nie pozwolić mu odpuścić dziewczynie. Poza tym była świadkiem. Możliwe że teraz szok nie pozwalał jej na odtworzenie detali, ale może była w stanie rozpoznać człowieka w masce, może później, gdy będzie w ciszy opowie chociaż z czego była zrobiona jego różdżka...
Tymczasem uratowana chciała wrócić do domu i Porterowi zacisnęło się znów serce. Czy ten dom jeszcze stał czy zjadły go płomienie? Widział, że grupy cywili biegają i gaszą, że część ludzi pomaga sobie nie czekając na służby, których było tak drastycznie i przerażająco za mało. Może stał. Tak bardzo chciałby, żeby stał...
- Odprowadzę Cię - powiedział wielce nieprofesjonalnie, ale chciał, tak bardzo chciał ze wszystkich nieudanych misji, ze wszystkich ciał przez które musiał przebiegać tej koszmarnej nocy, chciał później myśleć o tej jednej osobie, której zdołał pomóc. Chciał móc zobaczyć, jak się uśmiecha, jak śmieje. Chciał pamiętać czemu zgłosił sie do brygady. Czemu to w ogóle miało jakikolwiek sens.
Nagle spłoszyła się czymś. Odwróciła wzrok i on odwrócił go, niepewny czy rzeczywiście zamaskowany mężczyzna nie powrócił zgodnie z jego najstraszliwszymi obawami.
- Powiedz mi gdzie jest ten dom, musimy stąd odejść jak najszybciej. - wyrzucił z siebie, nie bardzo pewny co takiego miał usłyszeć. Spróbował ruszyć w dowolnym kierunku, byl się tylko stąd oddalić, nawet jeśli oznaczało to, że pójdą w zupełnie inną część miasta.