30.09.2025, 18:47 ✶
Na pytanie Lazarusa o pochodzenie talii, brew Ceolsige uniosła się w geście pełnym ironii. Wyjęła na moment fajkę z ust, a kącik jej warg drgnął w ledwie zauważalnym uśmiechu.
— Szczerze mówiąc, okoliczności były tak trywialne, że już nawet nie pamiętam, jak dokładnie trafiła w moje ręce — odparła z nonszalancją, która była równie gładka, co kłamstwo wplecione w jej słowa. Nie do końca kłamstwo, tym razem rzeczywiście były tak trywialne, że aż interesujące.
Kiedy wyraził swoje obawy co do miejsca ich spotkania, jedynie z pobłażaniem przewróciła oczami. Delikatny, niemal niedbały ruch różdżki w jej dłoni sprawił, że tytoń w cybuchu rozżarzył się cichym syknięciem. Zaciągnęła się głęboko, wypuszczając z ust pierwszy, aromatyczny obłok dymu. Odgarnęła czubkiem różdżki kosmyk, który opadł jej na czoło. Jej spojrzenie powędrowało w bok od Lazarusa, z autentycznym zaciekawieniem lustrując grzbiety opasłych tomów, które wypełniały regały od podłogi aż po sufit. Odchyliła się wygodniej w fotelu układając głowę na oparciu.
Kiedy mówił, spojrzała przelotnie w jego oczy, odruchowy ciepły uśmiech przeciął jej twarz wprawiając fajkę w nieznaczne drżenie. Skinęła nieznacznie głową na pytanie o kartę siostry. Płynnie powróciła do obserwacji zawartości regału, dając Lazarusowi czas i przestrzeń na niezaburzane obserwacje.
— W moim zawodzie złoto przynależy zuchwałym — stwierdziła cicho, bardziej do otaczających ich książek niż do niego.
Dopiero wtedy jej błękitne oczy przeniosły się na Lazarusa, a w ich spojrzeniu pojawiła się profesjonalna powaga. Na usta powrócił uprzejmy uśmiech kiedy wyjęła z nich fajkę.
— Ale nie lekkomyślnym — dodała już innym, uprzejmym tonem. — Talia trafiła do mnie odpakowana. Samo opakowanie nie wydaje się skażone żadną aurą, przynajmniej nie taką, którą byłabym w stanie wyczuć. Na potrzeby tej ekspertyzy ułożyłam karty w pudełku i związałam tak jak zapamiętała to starowinka. - zawiesiła głos spoglądając na chwilę na pudełko - wstążka nie jest oryginalna ale dobrze się komponuje. - Dodała szybko wzruszając delikatnie ramionami.
Jej dłoń, w której wciąż spoczywała czternastocalowa różdżka z berberysu, opadła swobodnie na podołek. Skinęła mu zachęcająco głową, a w jej oczach malowała się spokojna ciekawość jego następnego ruchu.
— Szczerze mówiąc, okoliczności były tak trywialne, że już nawet nie pamiętam, jak dokładnie trafiła w moje ręce — odparła z nonszalancją, która była równie gładka, co kłamstwo wplecione w jej słowa. Nie do końca kłamstwo, tym razem rzeczywiście były tak trywialne, że aż interesujące.
Kiedy wyraził swoje obawy co do miejsca ich spotkania, jedynie z pobłażaniem przewróciła oczami. Delikatny, niemal niedbały ruch różdżki w jej dłoni sprawił, że tytoń w cybuchu rozżarzył się cichym syknięciem. Zaciągnęła się głęboko, wypuszczając z ust pierwszy, aromatyczny obłok dymu. Odgarnęła czubkiem różdżki kosmyk, który opadł jej na czoło. Jej spojrzenie powędrowało w bok od Lazarusa, z autentycznym zaciekawieniem lustrując grzbiety opasłych tomów, które wypełniały regały od podłogi aż po sufit. Odchyliła się wygodniej w fotelu układając głowę na oparciu.
Kiedy mówił, spojrzała przelotnie w jego oczy, odruchowy ciepły uśmiech przeciął jej twarz wprawiając fajkę w nieznaczne drżenie. Skinęła nieznacznie głową na pytanie o kartę siostry. Płynnie powróciła do obserwacji zawartości regału, dając Lazarusowi czas i przestrzeń na niezaburzane obserwacje.
— W moim zawodzie złoto przynależy zuchwałym — stwierdziła cicho, bardziej do otaczających ich książek niż do niego.
Dopiero wtedy jej błękitne oczy przeniosły się na Lazarusa, a w ich spojrzeniu pojawiła się profesjonalna powaga. Na usta powrócił uprzejmy uśmiech kiedy wyjęła z nich fajkę.
— Ale nie lekkomyślnym — dodała już innym, uprzejmym tonem. — Talia trafiła do mnie odpakowana. Samo opakowanie nie wydaje się skażone żadną aurą, przynajmniej nie taką, którą byłabym w stanie wyczuć. Na potrzeby tej ekspertyzy ułożyłam karty w pudełku i związałam tak jak zapamiętała to starowinka. - zawiesiła głos spoglądając na chwilę na pudełko - wstążka nie jest oryginalna ale dobrze się komponuje. - Dodała szybko wzruszając delikatnie ramionami.
Jej dłoń, w której wciąż spoczywała czternastocalowa różdżka z berberysu, opadła swobodnie na podołek. Skinęła mu zachęcająco głową, a w jej oczach malowała się spokojna ciekawość jego następnego ruchu.