30.09.2025, 20:16 ✶
Wstał i chciał iść, nie pamiętając za bardzo jak używa się nóg.
Poczekaj
Zatrzymał się. Zacisnął zęby. Czy nie to tak bardzo, tak bardzo chciał usłyszeć we Francji, czy nie to spodziewał się poczuć, to szarpnięcie tę prośbę, tę decyzję. Nie jego decyzję. Cudzą decyzję.
Zostań.
Usiadł. Pozbawiony słów, pozbawiony woli, czując, że w każdej chwili mógłby rozlać się na kanapie, na stole, na ziemi. Być wodą, której tak bardzo nienawidził, która przed laty prawie odebrała mu życie. Wzburzone morze jednak zawsze było ciche w swojej głębinie, wystarczyło szukać wystarczająco długo, zanurzyć się, zatopić, wsłuchać w ciszę.
Prawie nie dochodziły do niego słowa Jonathana. Jego ciało napinało się samo z siebie na tę bezsilność wobec próśb jego zastępcy. Na wewnętrzny przymus. Na ostentacyjne pokazanie mu:
gdybyś mi tak powiedział wtedy w mojej winiarni to zostałbym nie odszedłbym nie cierpiałbym nie cierpiałbyś nie byłoby teraz tak jak było teraz to twoja wina czemu pozwoliłeś mi odejść
- Tak, poznanie kogoś nowego. Świetny pomysł. Eliksir na trzeźwienie... nienawidzę. Na cóż pić tak przednią whisky, by potem spłukiwać sobie gardło mdłym gównem. Wszystko bym... wszystko... wszystko by wyleciało. Bez sensu. - Mruczał, gdy oparł się o oparcie sofy, bezradny i bezwolny.
Gdy Jonathan zaczął ogarniać Roberta do wyjścia, przekrwione oczy Anthony'ego osiadły na najmłodszymm z Selwynów. Niewinne chłopie. Wyciągnął, czy może bezładnie wyszarpnął koc spod siebie i spróbował translokacją okryć nieszczęśnika zbyt pijanego by zadbać o siebie.
Po drodze materiał lecący zbyt gwałtownie, sprowadził drugi dzbanuszek do parteru. Mimo łoskotu tym razem zniszczenia były mniejsze, bo i wody było mniej i fusy były już w filiżankach. Najważniejsze, że chłopie nie wymarznie. Czekała go ważna premiera za kilka dni. Szczęściarz. Miał jakiś cel.
Anthony wzdrygnął się przeszyty nagłym niekontrolowanym dreszczem w cichym pokoju, gdy gdzieś z boku Robert był dorosły i odpowiedzialny psując jakikolwiek sens picia. Sens. Cel. Dziwne słowa. Dziwne w każdym języku, który przyszedł mu do głowy.
Zwiesił głowę czując, że jej ciężar był niemożliwy do dźwignięcia. Dlaczego tu przyszedł? Ach tak. Jonathan powiedział, żeby wpadł. Dlaczego nadal tu był....?
Ukrył twarz w dłoniach i pozwolił łzom płynąć. Co to z wróżba, która nie dotyczyła przyszłości, a tego co działo się tu i teraz?
Poczekaj
Zatrzymał się. Zacisnął zęby. Czy nie to tak bardzo, tak bardzo chciał usłyszeć we Francji, czy nie to spodziewał się poczuć, to szarpnięcie tę prośbę, tę decyzję. Nie jego decyzję. Cudzą decyzję.
Zostań.
Usiadł. Pozbawiony słów, pozbawiony woli, czując, że w każdej chwili mógłby rozlać się na kanapie, na stole, na ziemi. Być wodą, której tak bardzo nienawidził, która przed laty prawie odebrała mu życie. Wzburzone morze jednak zawsze było ciche w swojej głębinie, wystarczyło szukać wystarczająco długo, zanurzyć się, zatopić, wsłuchać w ciszę.
Prawie nie dochodziły do niego słowa Jonathana. Jego ciało napinało się samo z siebie na tę bezsilność wobec próśb jego zastępcy. Na wewnętrzny przymus. Na ostentacyjne pokazanie mu:
gdybyś mi tak powiedział wtedy w mojej winiarni to zostałbym nie odszedłbym nie cierpiałbym nie cierpiałbyś nie byłoby teraz tak jak było teraz to twoja wina czemu pozwoliłeś mi odejść
- Tak, poznanie kogoś nowego. Świetny pomysł. Eliksir na trzeźwienie... nienawidzę. Na cóż pić tak przednią whisky, by potem spłukiwać sobie gardło mdłym gównem. Wszystko bym... wszystko... wszystko by wyleciało. Bez sensu. - Mruczał, gdy oparł się o oparcie sofy, bezradny i bezwolny.
Gdy Jonathan zaczął ogarniać Roberta do wyjścia, przekrwione oczy Anthony'ego osiadły na najmłodszymm z Selwynów. Niewinne chłopie. Wyciągnął, czy może bezładnie wyszarpnął koc spod siebie i spróbował translokacją okryć nieszczęśnika zbyt pijanego by zadbać o siebie.
Po drodze materiał lecący zbyt gwałtownie, sprowadził drugi dzbanuszek do parteru. Mimo łoskotu tym razem zniszczenia były mniejsze, bo i wody było mniej i fusy były już w filiżankach. Najważniejsze, że chłopie nie wymarznie. Czekała go ważna premiera za kilka dni. Szczęściarz. Miał jakiś cel.
Anthony wzdrygnął się przeszyty nagłym niekontrolowanym dreszczem w cichym pokoju, gdy gdzieś z boku Robert był dorosły i odpowiedzialny psując jakikolwiek sens picia. Sens. Cel. Dziwne słowa. Dziwne w każdym języku, który przyszedł mu do głowy.
Zwiesił głowę czując, że jej ciężar był niemożliwy do dźwignięcia. Dlaczego tu przyszedł? Ach tak. Jonathan powiedział, żeby wpadł. Dlaczego nadal tu był....?
Ukrył twarz w dłoniach i pozwolił łzom płynąć. Co to z wróżba, która nie dotyczyła przyszłości, a tego co działo się tu i teraz?