01.10.2025, 08:13 ✶
Ceolsige z zadowoleniem delektowała się smakiem tytoniu, pozwalając by jej wzrok wędrował po kolejnych grzbietach książek na regałach. Nie chciała stwarzać presji, więc tylko przelotnie zerkała na poczynania Lazarusa, dając mu przestrzeń, w jakiej sama lubiła pracować nad mechanizmami. Na jego uwagę o klimatycznej wstążce odpowiedziała jedynie dyskretnym, uprzejmym skinieniem głowy, po czym powróciła do podziwiania imponującej biblioteczki.
Dopiero gdy otworzył pudełko, jej uwaga w pełni skupiła się na jego twarzy. Badała ją z zawodowym zainteresowaniem, szukając pierwszych oznak reakcji, cienia zaskoczenia czy może frustracji. Szept wypowiedziany do kart sprawił, że na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech rozbawienia, nadjąc im dośc nieoczekiwany drapieżny wyraz z racji trzymanej w nich fajki.
Kiedy Lazarus podniósł głowę, by podzielić się diagnozą, obdarzyła go pełnią profesjonalnej uwagi. Słuchała w skupieniu, choć w jej błękitnych oczach wciąż tliła się iskierka wesołości, wywołana jego specyficznym podejściem do pracy.
Gdy dopił herbatę i zadał kluczowe pytanie, zręcznie wyjęła fajkę z ust, wypuszczając w powietrze idealnie uformowane, powoli rozszerzające się kółko dymu.
— Jestem nieznacznie rozczarowana — stwierdziła z nutą udawanego zawodu w głosie. — Sądząc po niewyraźnych i zniekształconych śladach run na drukowanych przez Viéville'a kartach, można by się spodziewać, że prawdziwy pierwowzór nosiłby jakieś unikalne zaklęcie na każdej z nich. — Pyknęła jeszcze raz fajką, po czym mruknęła cicho, bardziej do siebie niż do niego. — Mogłabym się choć raz pozytywnie zaskoczyć.
Jej spojrzenie znów stało się bezpośrednie i uprzejme, a cała poza wyrażała już tylko miłe, biznesowe zainteresowanie.
— Odpowiedź na twoje pytanie zależy od tego, czym dokładnie jest ta klątwa. Jeśli to oryginalne zabezpieczenie przed niepowołanym użyciem, które dałoby się jakoś obejść lub kontrolować... to byłoby idealnie. Jeśli jednak to okrutny żart, narzędzie zemsty czy po prostu wymyślna broń, którą ktoś zostawił na swej drodze... - ułożyła fajkę ponownie w ustach i popukała się palcem po policzku. Jej spojżenie zawisło na dłóższa chwilę na kartach. Westchnęła i ponownie wróciła z zamyślenia do uprzejmego zainteresowania rozmówcą. - cóż, w tych przypadkach byłabym wdzięczna za jej całkowite usunięcie.
Dopiero gdy otworzył pudełko, jej uwaga w pełni skupiła się na jego twarzy. Badała ją z zawodowym zainteresowaniem, szukając pierwszych oznak reakcji, cienia zaskoczenia czy może frustracji. Szept wypowiedziany do kart sprawił, że na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech rozbawienia, nadjąc im dośc nieoczekiwany drapieżny wyraz z racji trzymanej w nich fajki.
Kiedy Lazarus podniósł głowę, by podzielić się diagnozą, obdarzyła go pełnią profesjonalnej uwagi. Słuchała w skupieniu, choć w jej błękitnych oczach wciąż tliła się iskierka wesołości, wywołana jego specyficznym podejściem do pracy.
Gdy dopił herbatę i zadał kluczowe pytanie, zręcznie wyjęła fajkę z ust, wypuszczając w powietrze idealnie uformowane, powoli rozszerzające się kółko dymu.
— Jestem nieznacznie rozczarowana — stwierdziła z nutą udawanego zawodu w głosie. — Sądząc po niewyraźnych i zniekształconych śladach run na drukowanych przez Viéville'a kartach, można by się spodziewać, że prawdziwy pierwowzór nosiłby jakieś unikalne zaklęcie na każdej z nich. — Pyknęła jeszcze raz fajką, po czym mruknęła cicho, bardziej do siebie niż do niego. — Mogłabym się choć raz pozytywnie zaskoczyć.
Jej spojrzenie znów stało się bezpośrednie i uprzejme, a cała poza wyrażała już tylko miłe, biznesowe zainteresowanie.
— Odpowiedź na twoje pytanie zależy od tego, czym dokładnie jest ta klątwa. Jeśli to oryginalne zabezpieczenie przed niepowołanym użyciem, które dałoby się jakoś obejść lub kontrolować... to byłoby idealnie. Jeśli jednak to okrutny żart, narzędzie zemsty czy po prostu wymyślna broń, którą ktoś zostawił na swej drodze... - ułożyła fajkę ponownie w ustach i popukała się palcem po policzku. Jej spojżenie zawisło na dłóższa chwilę na kartach. Westchnęła i ponownie wróciła z zamyślenia do uprzejmego zainteresowania rozmówcą. - cóż, w tych przypadkach byłabym wdzięczna za jej całkowite usunięcie.