01.10.2025, 09:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2025, 09:42 przez Brenna Longbottom.)
Brenna miała plan. Miała nawet kilka planów. Nie była pewna, czy są to dobre plany ani czy spodobają się Erikowi, ale uważała, że j a k i ś plan jest lepszy niż żaden i zawsze stawiała przede wszystkim na działanie. Wiedziała, że sporo będzie musiała zmienić, ale wciąż uparcie wierzyła, że mają szansę. Że mogą coś zmienić, w ten czy inny sposób, nawet jeśli z pewnymi rzeczami nie było już jej po drodze.
Spojrzała teraz na brata, a gdy wypuścił ją z uścisku, wspięła się na palce i ucałowała go żartobliwie prosto w nos.
– Pogadamy potem na spokojnie? Mam wrażenie, że potrzebujesz wakacji – oceniła, zanim ruszyli do stołu, przypatrując się mu spod przymrużonych powiek. To był najgorszy moment na wakacje. Ale Erik był jej bratem, i nie chciała, aby załamał się pod spadającymi nad niego ciężarami. Odnotowała sobie zresztą w myślach, by sprawdzić kryjówkę i czy jej zabezpieczenia na pewno przetrwały. To znaczy już ją wcześniej sprawdzała, ale nie zaszkodzi sprawdzić jeszcze raz. I jutro rano drugi. Tak na wszelki wypadek.
– Och, kozy, to fakt. Dobrze, bo planuję wydrążyć bardzo dużo dyń, a jest ograniczona ilość konfitury dyniowej, którą będą w stanie zjeść mieszkańcy Doliny Godryka – stwierdziła Brenna, nakładając ziemniaków szczodrze najpierw Dorze, Tessie, a potem i bratu, bo wprawdzie nie prosił, ale nie szkodzi, był dużym chłopcem, musiał dużo jeść, i oczywiście dorzucając ich każdemu, kto akurat miał na talerzu za mało jedzenia (czyli jej zdaniem w sumie wszystkim). – Hm… jeśli miałabym zgadywać, to powiedziałabym, że byłbyś aurowidzem – odparła Erikowi, niby lekko, chociaż w istocie te dywagacje wywoływały przykre myśli. Bo może Erik tak naprawdę mógł być aurowidzem. Albo jasnowidzem czy widmowidzem, ale nie stało się tak, ponieważ wilkołactwo sprawiło, że ten dar został zastąpiony przekleństwem. – A Morpheus chyba właśnie przyniósł z przyszłości dowcip Tessy? Aż mi się przypomina, zaraz, gitara miała symbolizować szczęśliwą miłość?
Nie znała się na interpretacji symboli, nie tak naprawdę. Kojarzyła głównie te, które ktoś jej opisał. Gitara, zobaczona przez wuja w Księżycowym Stawie. Ach i kura, o której wspominała Millie. Szczęście rodzinne. Uśmiechnęła się mimowolnie, może na myśl o tej kurze, a może dlatego, że Tessie udało się rozbawił ponurego ostatnio wuja.
– Swoją drogą, prosiłam jakiś czas temu Sama, żeby zrobił dla nas wisiorki, by ułatwić kontakt. Dora i ja mamy lusterka, ale strasznie trudno kupić teraz ich więcej. Ktoś czuje nagły przypływ natchnienia na uczenie się fal? – rzuciła, opadając wreszcie na miejsce, rzecz jasna z pełnym talerzem, bo to nie tak, że sama nie zamierzała jeść.
– Brenno, bardzo proszę, żadnych rozmów o interesach przy rodzinnej kolacji – zarządziła Elise, a potem zwróciła na Morpheusa baczne spojrzenie. – Mój drogi, może chciałbyś, żebym pomogła ci z fryzurą? Ostatnio pracowaliśmy nad nowym preparatem, który niestety chwilowo nie wejdzie na rynek, bo moment nie jest na to najlepszy.
/Tura do 7.10/
Spojrzała teraz na brata, a gdy wypuścił ją z uścisku, wspięła się na palce i ucałowała go żartobliwie prosto w nos.
– Pogadamy potem na spokojnie? Mam wrażenie, że potrzebujesz wakacji – oceniła, zanim ruszyli do stołu, przypatrując się mu spod przymrużonych powiek. To był najgorszy moment na wakacje. Ale Erik był jej bratem, i nie chciała, aby załamał się pod spadającymi nad niego ciężarami. Odnotowała sobie zresztą w myślach, by sprawdzić kryjówkę i czy jej zabezpieczenia na pewno przetrwały. To znaczy już ją wcześniej sprawdzała, ale nie zaszkodzi sprawdzić jeszcze raz. I jutro rano drugi. Tak na wszelki wypadek.
– Och, kozy, to fakt. Dobrze, bo planuję wydrążyć bardzo dużo dyń, a jest ograniczona ilość konfitury dyniowej, którą będą w stanie zjeść mieszkańcy Doliny Godryka – stwierdziła Brenna, nakładając ziemniaków szczodrze najpierw Dorze, Tessie, a potem i bratu, bo wprawdzie nie prosił, ale nie szkodzi, był dużym chłopcem, musiał dużo jeść, i oczywiście dorzucając ich każdemu, kto akurat miał na talerzu za mało jedzenia (czyli jej zdaniem w sumie wszystkim). – Hm… jeśli miałabym zgadywać, to powiedziałabym, że byłbyś aurowidzem – odparła Erikowi, niby lekko, chociaż w istocie te dywagacje wywoływały przykre myśli. Bo może Erik tak naprawdę mógł być aurowidzem. Albo jasnowidzem czy widmowidzem, ale nie stało się tak, ponieważ wilkołactwo sprawiło, że ten dar został zastąpiony przekleństwem. – A Morpheus chyba właśnie przyniósł z przyszłości dowcip Tessy? Aż mi się przypomina, zaraz, gitara miała symbolizować szczęśliwą miłość?
Nie znała się na interpretacji symboli, nie tak naprawdę. Kojarzyła głównie te, które ktoś jej opisał. Gitara, zobaczona przez wuja w Księżycowym Stawie. Ach i kura, o której wspominała Millie. Szczęście rodzinne. Uśmiechnęła się mimowolnie, może na myśl o tej kurze, a może dlatego, że Tessie udało się rozbawił ponurego ostatnio wuja.
– Swoją drogą, prosiłam jakiś czas temu Sama, żeby zrobił dla nas wisiorki, by ułatwić kontakt. Dora i ja mamy lusterka, ale strasznie trudno kupić teraz ich więcej. Ktoś czuje nagły przypływ natchnienia na uczenie się fal? – rzuciła, opadając wreszcie na miejsce, rzecz jasna z pełnym talerzem, bo to nie tak, że sama nie zamierzała jeść.
– Brenno, bardzo proszę, żadnych rozmów o interesach przy rodzinnej kolacji – zarządziła Elise, a potem zwróciła na Morpheusa baczne spojrzenie. – Mój drogi, może chciałbyś, żebym pomogła ci z fryzurą? Ostatnio pracowaliśmy nad nowym preparatem, który niestety chwilowo nie wejdzie na rynek, bo moment nie jest na to najlepszy.
/Tura do 7.10/
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.