01.10.2025, 12:12 ✶
- Na pewno pogorszył - powiedział z pewnością osoby, która rzadko kiedy się myli. Nie trzeba było być medykiem, by wiedzieć, że dym podrażnia gardło, szczególnie w takich ilościach. Dodatkowo Nicholas przebywał w nim długo, podobnie jak on sam. Dość też powiedzieć, że do Lestrange'a dochodziły informacje z Munga, przekazywane mu przez jego rodzinę: ludzie chorowali, kaszel ich nie opuszczał, możliwe że dym i ogień sprawiły, że ich gardła zostały uszkodzone na dłużej, jeśli nie trwale. Oczywiście nie każda osoba, która spędziła tamtą noc w Londynie, miała te objawy, lecz Travers był szczególnie na to narażony, ze względu na swój stan zdrowia. Nie chciał mówić, że nie powinien brać udziału w akcji, bo tak nie uważał - Nick był potrzebny, tak jak każdy z nich, wiedzieli to obaj. I obaj musieli liczyć się z konsekwencjami. Lecz jeżeli mógł trochę złagodzić objawy, to czemu nie? - Powinno pomóc.
Spacer był dobrym pomysłem, ale nie w tym chłodzie i nie przy kaszlu, który potęgowany był suchym powietrzem. Lestrange powoli uniósł rękę, omiatając na chwilę wzrokiem otoczenie, a potem ujął dłoń Nicholasa. Teleportowali się do jego domu, tego który miał być jego twierdzą, samotnią i miejscem, o którym mało kto wiedział. Pech chciał, że wiedzieli już praktycznie wszyscy, a to za sprawą jego ojca, który nie dawał o sobie zapomnieć. Chcąc nie chcąc Rodolphus musiał przyznać, że mieli ze sobą dużo wspólnego. A może to była cecha Lestrange'ów?
Dom Rodolphusa z wewnątrz był urządzony niemal tak samo, jak mieszkanie na Horyzontalnej. Salon był niemalże kropka w kropkę urządzony tak, jak salon w mieszkaniu na Horyzontalnej. Urządzony w ciemnej, szmaragdowo-drewnej tonacji, przywodzącej na myśl Slytherin. Meble z ciemnego orzechu był idealnie nowe, a całe pomieszczenie pachniało świeżością. Nie było to miejsce, w którym zamieszkiwał od lat: nowość aż wibrowała w powietrzu. Na Nicholasa, wzorem jego mieszkania w Londynie, czekały dwa głębokie fotele obite tapicerką w szmaragdowym kolorze, miękką w dotyku, oraz takaż sama kanapa do kompletu. Oddzielał je niski, kawowy stolik, na którym znajdowała się książka. W pomieszczeniu był też dywan, oczywiście, a także kilka regałów. Nie były jednak zapełnione książkami w całości: dopiero pierwsze półki zaczynały się uginać pod ich ciężarem. To, co jednak było najbardziej interesujące, to niewielki stolik w rogu pomieszczenia, na którym znajdował się wysoki, szklany klosz. W środku zaś widniał miniaturowy budynek w kolorach czerni. Coś poruszało się dookoła niego, mniej więcej w połowie wysokości. Coś pod kloszem zapukało w szkło i uniosło się nieco w górę, lecz Rodolphus to zignorował. Przypominało dryfujący w powietrzu mały, czarny płaszczyk.
Rodolphus puścił dłoń Nicholasa, a potem ściągnął szalik i płaszcz. Wyciągnął różdżkę i jednym krótkim machnięciem odwiesił wszystko na swoje miejsce. Jeżeli Travers także pozbyłby się odzieży wierzchniej, zrobiłby dokładnie to samo i z jego płaszczem.
- Nie zwracaj uwagi, jest atencyjny - rzucił lekkim tonem, kiwając głową w kierunku dementorka, który szalał oddzielony szkłem od przestrzeni w salonie. Sam Lestrange przeszedł do kuchni i otworzył jedną z szafek - eliksirów miał sporo, więcej niż sam potrzebował, więc nie widział żadnego problemu w tym, by część oddać Nicholasowi. Były mocniejsze niż herbaty ziołowe, ale nie na tyle mocne, by jedna dawka pozbyła się problemu całkowicie. Wziął trzy fiolki, każda po trzy dawki, a potem instrukcję, zapisaną pismem Reynarda Lestrange. On sam już ją zapamiętał. - Ulga jest natychmiastowa, ale trzeba pić raz dziennie przez tydzień. Jeszcze nie wiem, czy to rozwiąże problem, ale ponoć tak.
Postawił fiolki ostrożnie na stole. Dementorek zawirował i zapukał łapkami w szybę. Został zignorowany.
@Nicholas Travers
Spacer był dobrym pomysłem, ale nie w tym chłodzie i nie przy kaszlu, który potęgowany był suchym powietrzem. Lestrange powoli uniósł rękę, omiatając na chwilę wzrokiem otoczenie, a potem ujął dłoń Nicholasa. Teleportowali się do jego domu, tego który miał być jego twierdzą, samotnią i miejscem, o którym mało kto wiedział. Pech chciał, że wiedzieli już praktycznie wszyscy, a to za sprawą jego ojca, który nie dawał o sobie zapomnieć. Chcąc nie chcąc Rodolphus musiał przyznać, że mieli ze sobą dużo wspólnego. A może to była cecha Lestrange'ów?
Dom Rodolphusa z wewnątrz był urządzony niemal tak samo, jak mieszkanie na Horyzontalnej. Salon był niemalże kropka w kropkę urządzony tak, jak salon w mieszkaniu na Horyzontalnej. Urządzony w ciemnej, szmaragdowo-drewnej tonacji, przywodzącej na myśl Slytherin. Meble z ciemnego orzechu był idealnie nowe, a całe pomieszczenie pachniało świeżością. Nie było to miejsce, w którym zamieszkiwał od lat: nowość aż wibrowała w powietrzu. Na Nicholasa, wzorem jego mieszkania w Londynie, czekały dwa głębokie fotele obite tapicerką w szmaragdowym kolorze, miękką w dotyku, oraz takaż sama kanapa do kompletu. Oddzielał je niski, kawowy stolik, na którym znajdowała się książka. W pomieszczeniu był też dywan, oczywiście, a także kilka regałów. Nie były jednak zapełnione książkami w całości: dopiero pierwsze półki zaczynały się uginać pod ich ciężarem. To, co jednak było najbardziej interesujące, to niewielki stolik w rogu pomieszczenia, na którym znajdował się wysoki, szklany klosz. W środku zaś widniał miniaturowy budynek w kolorach czerni. Coś poruszało się dookoła niego, mniej więcej w połowie wysokości. Coś pod kloszem zapukało w szkło i uniosło się nieco w górę, lecz Rodolphus to zignorował. Przypominało dryfujący w powietrzu mały, czarny płaszczyk.
Rodolphus puścił dłoń Nicholasa, a potem ściągnął szalik i płaszcz. Wyciągnął różdżkę i jednym krótkim machnięciem odwiesił wszystko na swoje miejsce. Jeżeli Travers także pozbyłby się odzieży wierzchniej, zrobiłby dokładnie to samo i z jego płaszczem.
- Nie zwracaj uwagi, jest atencyjny - rzucił lekkim tonem, kiwając głową w kierunku dementorka, który szalał oddzielony szkłem od przestrzeni w salonie. Sam Lestrange przeszedł do kuchni i otworzył jedną z szafek - eliksirów miał sporo, więcej niż sam potrzebował, więc nie widział żadnego problemu w tym, by część oddać Nicholasowi. Były mocniejsze niż herbaty ziołowe, ale nie na tyle mocne, by jedna dawka pozbyła się problemu całkowicie. Wziął trzy fiolki, każda po trzy dawki, a potem instrukcję, zapisaną pismem Reynarda Lestrange. On sam już ją zapamiętał. - Ulga jest natychmiastowa, ale trzeba pić raz dziennie przez tydzień. Jeszcze nie wiem, czy to rozwiąże problem, ale ponoć tak.
Postawił fiolki ostrożnie na stole. Dementorek zawirował i zapukał łapkami w szybę. Został zignorowany.
@Nicholas Travers