01.10.2025, 12:36 ✶
Staruszka poprawiła okulary na swoim nosie i zmarszczyła się przeokrutnie przyglądając się nowej buzi Jonathana. Jego głos - jakkolwiek perfekcyjnie ułożony i niezachwiany w pewności odgrywanej roli z pewnością był zbyt doskonały, by został połączony z czymkolwiek znajomym. Ów pomarszczenie nie rozeszło się więc w równie pomarszczony ale uśmiech. O nie. Grymas pozostał, nieprzyjemny, nawet wrogi a starowinka zaczęła gderać:
– A kysz mi szarlatanie! Nie kupię nic od Ciebie ani dla siebie ani dla mojego Bill'ego! Tak to jest żerować na ludzkiej tragedii! Uciekaj mi stąd zanim brygadę zawezwę! – pogroziła mu piąstką i przyspieszyła kroku, przynajmniej w teorii, bo w sumie dreptała tak samo dalej, teraz jednak w akompaniamencie własnego utyskiwania na podłych akwizytorów wykorzystujących swój młodzieńczy urok osobisty by wciskać jej nieprzydatne sprzęty i wadliwe maści.
Tymczasem jeśli Brenna chciała podążyć za młodzieńcem, którego przez większość czasu miała okazję wcześniej oglądać zamaskowanego, tak jego zachowanie ni jak nie odbiegało od normy. Swoje w kolejce do ocalałego zakładu rzeźnickiego musiał odstać. Przybytek cieszył się nie lada popularnościa, gdy dwa mu najbliższe nie przetrwały Spalonej Nocy. Rosła właścicielka nadawała o tym cały czas, jak to Matka dobrze wybrała, bo u niej i tak był najlepszy towar. Zupełnie jakby jej monopol był boskim błogosławieństwiem, a nie zrządzeniem losu i sporą dozą szczęścia.
– A kysz mi szarlatanie! Nie kupię nic od Ciebie ani dla siebie ani dla mojego Bill'ego! Tak to jest żerować na ludzkiej tragedii! Uciekaj mi stąd zanim brygadę zawezwę! – pogroziła mu piąstką i przyspieszyła kroku, przynajmniej w teorii, bo w sumie dreptała tak samo dalej, teraz jednak w akompaniamencie własnego utyskiwania na podłych akwizytorów wykorzystujących swój młodzieńczy urok osobisty by wciskać jej nieprzydatne sprzęty i wadliwe maści.
Tymczasem jeśli Brenna chciała podążyć za młodzieńcem, którego przez większość czasu miała okazję wcześniej oglądać zamaskowanego, tak jego zachowanie ni jak nie odbiegało od normy. Swoje w kolejce do ocalałego zakładu rzeźnickiego musiał odstać. Przybytek cieszył się nie lada popularnościa, gdy dwa mu najbliższe nie przetrwały Spalonej Nocy. Rosła właścicielka nadawała o tym cały czas, jak to Matka dobrze wybrała, bo u niej i tak był najlepszy towar. Zupełnie jakby jej monopol był boskim błogosławieństwiem, a nie zrządzeniem losu i sporą dozą szczęścia.