01.10.2025, 14:00 ✶
- Czy zajęte... Teraz już tak, przez najdłuższe nogi w Londynie - odpowiedział iście czarująco, nogą odsuwając stołek. Niech siada, siada, a oczy innych wypełnione zazdrością niech patrzą na niego i na nią. Czy startował do Rity? Cholera wie, taki już był: komplementował tych, których lubił, chwalił ich talent, ich zalety, wygląd, charakter. Doceniał piękno, które objawiało się na wiele różnych sposobów w ludziach. Podziwiał za to, co Rita robiła z klawiszami, za jej piękne, długie włosy i szczery uśmiech. Ale czy był na tyle pewny siebie, by chwycić ją za dłoń i spróbować zaciągnąć do łóżka?
Ach, nie. Rita była nieruszalna, była kobietą, z którą nie należało się bawić. Artystki były wrażliwe, każda rysa na ich sercu mogła zgnieść płatki tego kwiatu, sprawić że w czyste tony wkradnie się fałsz. Ale gdyby chciała, to byłby idiotą, gdyby jej odmówił.
- Dobrze cię widzieć całą. Ej, Antony, najlepsze wino dla panienki Kelly poproszę. NAJLEPSZE, słyszysz? Takie talenty nie piją byle szczyn! - zamachał dłonią, w której trzymał papierosa. Ot, przy okazji tego darcia ryja robił jej reklamę. Darmową! Bo przecież nie oczekiwał nic w zamian. Naprawdę uważał, że Kelly ma ogromny talent i jest stanowczo zbyt mało znana. Życie było kurewsko niesprawiedliwe.
On sam cały nie był. Jego oczy były przekrwione, na twarz było kilka świeżych blizn. Musiał nieźle oberwać, chyba szkłem, chociaż wyglądało na to, że nic poważniejszego mu się nie stało.
- Chujowe czasy, co? Cud, że Puls ocalał, chociaż elewacja wymaga malowania. I pewnie czyszczenia. Ale przynajmniej nie śmierdzi trupem, jak u mnie w domu. Wali tak, że nie wiem czy będę mógł tam dalej mieszkać - poskarżył się, przeczesując palcami krótkie ciemnoblond włosy. Może i był w jednym kawałku, ale jego mieszkanie niekoniecznie.
Ach, nie. Rita była nieruszalna, była kobietą, z którą nie należało się bawić. Artystki były wrażliwe, każda rysa na ich sercu mogła zgnieść płatki tego kwiatu, sprawić że w czyste tony wkradnie się fałsz. Ale gdyby chciała, to byłby idiotą, gdyby jej odmówił.
- Dobrze cię widzieć całą. Ej, Antony, najlepsze wino dla panienki Kelly poproszę. NAJLEPSZE, słyszysz? Takie talenty nie piją byle szczyn! - zamachał dłonią, w której trzymał papierosa. Ot, przy okazji tego darcia ryja robił jej reklamę. Darmową! Bo przecież nie oczekiwał nic w zamian. Naprawdę uważał, że Kelly ma ogromny talent i jest stanowczo zbyt mało znana. Życie było kurewsko niesprawiedliwe.
On sam cały nie był. Jego oczy były przekrwione, na twarz było kilka świeżych blizn. Musiał nieźle oberwać, chyba szkłem, chociaż wyglądało na to, że nic poważniejszego mu się nie stało.
- Chujowe czasy, co? Cud, że Puls ocalał, chociaż elewacja wymaga malowania. I pewnie czyszczenia. Ale przynajmniej nie śmierdzi trupem, jak u mnie w domu. Wali tak, że nie wiem czy będę mógł tam dalej mieszkać - poskarżył się, przeczesując palcami krótkie ciemnoblond włosy. Może i był w jednym kawałku, ale jego mieszkanie niekoniecznie.