01.10.2025, 14:39 ✶
Czy chciała być porwana z wielkiego, miękkiego łóżka, na materacu którego się zapadała, by przykryć się naturalną pierzyną? Czy przełożyłaby co innego nad luksusy, wśród których dorastała? Może i byli bratnimi duszami, może i byli tacy sami, lecz jednak byli także kompletnie inni. Ona, dziedziczka rodu, ze skrzatem domowym, otoczona jedwabnymi sukniami - i chociaż spotkać ją można było i wśród listowia, to jednak należała do innego świata. Świata, w którym woń dębów mieszała się ze szkłem i ciężką ziemią oraz odczynnikami chemicznymi.
- Dolina już nie jest bezpieczna. Przestała być, gdy zamknięto Knieję. Londyn przestał być bezpieczny, gdy spowiły go płomienie. Musimy odzyskać to, co nasze, Sam. Nie możemy uciekać - powtarzała to jak mantrę, bo bała się, że sama zapomni o tej powinności. Nie znała Nikolaia, nie wiedziała kim jest Vlad, ale znała pojęcie rezerwatu. Skinęła głową, bo poczuła ulgę, że Samuel będzie bezpieczny. Był ptakiem, ale był też drzewem. Był pełen wykluczających się cech.
Gdy powtórzył jej obawy, wykrzywiła zmęczoną twarz w brzydkim grymasie.
- Niech myślą co chcą, póki nie startują do mnie z łapami. Miałam szczęście, że odnalazłam Ambroise - powiedziała, odruchowo unosząc dłoń do głowy. Nadal ją bolało to miejsce, którym zaryła w ścianę, gdy Atreus ją ratował z płonącego mieszkania brata na Pokątnej. - Ludzie to proste stworzenia, Sam. Zawsze szukają winnych, a ponieważ zwolennicy tego całego Pana są nieuchwytni... To szukają winnych wśród tych, których mogą wskazać palcem.
Roselyn odwróciła głowę, zaciągając się dymem. Zakaszlała, ale to nie przeszkodziło jej w trzymaniu między palcami papierosa. Ten dym był o niebo lepszy od tego, który wdychała w Londynie.
- Chciałabym tam wrócić. Do Kniei - powiedziała w końcu po chwili milczenia. Anthony jej zabronił, ale nie miał nad nią władzy. Mógł jej naskoczyć, szczególnie teraz. - Nie dzisiaj, nie jutro. Ale niedługo. Ministerstwo się tym nie zajmie, czuję to. Jesteśmy zdani na siebie.