20.02.2023, 20:44 ✶
Pytał czy to żart choć wiedział, że Heather nigdy w życiu nie byłaby w stanie żartować z takiego tematu, zwłaszcza po tym gdy dowiedziała się, że Cody nie żyje. To nie były powody do śmiechu, on po prostu niedowierzał i nie wiedział co ze sobą zrobić. Te informacje osiadały ciężkością na jego barkach. Musi to udźwignąć i mieć nadzieję, że Charlie przetrwał i po prostu ukrywa się bez powiadamiania znajomych. Patrząc z perspektywy czego ostatnio doświadczył to nie miał w sobie zbyt wiele tej potrzebnej nadziei.
- Około dwudziestego marca? To niecały tydzień wcześniej mnie zamordowano. - rozmasował wnętrzem dłoni swoje usta i brodę, przechodząc z miejsca na miejsce po średnicy półtora metra. - Czy mi się wydaje czy aktywność Śmierciożerców nagle wzrosła? Czemu uwzięli się na młodych? Pieprzone mendy. - warknął sam do siebie i nie potrafił się po prostu uspokoić. Zacisnął palce w pięść na tyle aby paznokcie wbiły się w skórę; zaraz to je rozprostował i ponowił ten gest kilka razy. Zdenerwowanie okazywał niepokojem ruchów a nie podniesionym głosem.
- Tak, to dobrze, to daje nadzieję, jeśli nie ma ciała. Czyli musi żyć. Gdziekolwiek jest, masz rację, on nie da się tak łatwo zabić... - dramatyzowanie i zakładanie najgorszego w niczym im nie pomoże. Musi opracować plan, zastanowić się czy jest co mógłby zrobić dla Charliego, aby mu jakoś pomóc. Gotów był ruszyć niebo i ziemię byleby coś wymyśleć lecz postawa Heather go zaskoczyła. Zatrzymał się w miejscu wmurowany i popatrzył na nią zgłupiały.
- Charlie zaginął ponad miesiąc temu a ty mówisz, żeby dać sobie z tym spokój? Przesiąkłaś chyba wartościami Brenny. Nie wiem jeszcze co zrobię ale nie odpuszczę, Heather. I, przypomnę, że już mnie zabili więc to idealnie wpasowuje się w "coś złego". - no dobrze, trochę dramatyzował. Niczym prawdziwy potomek Godryka Gryffindora chciał podbić świat aby odnaleźć ważną jednostkę. Zdarzało się, że jego odwagę nazywano brawurą i głupotą. W jego zielonych oczach za to spozierało zdecydowanie, że coś spróbuje zrobić. Być może potrzeba większej perswazji aby go od tego odwieść.
- A jeśli on potrzebuje pilnie pomocy? Jeśli go gdzieś uwięzili, wywieźli? Nikomu nie życzę umierania. Jest do bani, Heather. - wiercił się w miejscu i nieustannie poruszał jakby nie potrafił usiedzieć w miejscu. Zapewne gdy wróci do domu i gdy emocje z niego opadną to zrozumie, że łatwo rzucać słowami ale wzięcie się za działanie jest naprawdę ryzykowne.
- Na gacie Merlina, Brenna zakazała mi się wychylać. - przypomniał sobie w porę. Fakt faktem śledztwo wciąż trwa i do czasu ujęcia swego mordercy miał nie rozpowszechniać, że jednak "żyje".
- Około dwudziestego marca? To niecały tydzień wcześniej mnie zamordowano. - rozmasował wnętrzem dłoni swoje usta i brodę, przechodząc z miejsca na miejsce po średnicy półtora metra. - Czy mi się wydaje czy aktywność Śmierciożerców nagle wzrosła? Czemu uwzięli się na młodych? Pieprzone mendy. - warknął sam do siebie i nie potrafił się po prostu uspokoić. Zacisnął palce w pięść na tyle aby paznokcie wbiły się w skórę; zaraz to je rozprostował i ponowił ten gest kilka razy. Zdenerwowanie okazywał niepokojem ruchów a nie podniesionym głosem.
- Tak, to dobrze, to daje nadzieję, jeśli nie ma ciała. Czyli musi żyć. Gdziekolwiek jest, masz rację, on nie da się tak łatwo zabić... - dramatyzowanie i zakładanie najgorszego w niczym im nie pomoże. Musi opracować plan, zastanowić się czy jest co mógłby zrobić dla Charliego, aby mu jakoś pomóc. Gotów był ruszyć niebo i ziemię byleby coś wymyśleć lecz postawa Heather go zaskoczyła. Zatrzymał się w miejscu wmurowany i popatrzył na nią zgłupiały.
- Charlie zaginął ponad miesiąc temu a ty mówisz, żeby dać sobie z tym spokój? Przesiąkłaś chyba wartościami Brenny. Nie wiem jeszcze co zrobię ale nie odpuszczę, Heather. I, przypomnę, że już mnie zabili więc to idealnie wpasowuje się w "coś złego". - no dobrze, trochę dramatyzował. Niczym prawdziwy potomek Godryka Gryffindora chciał podbić świat aby odnaleźć ważną jednostkę. Zdarzało się, że jego odwagę nazywano brawurą i głupotą. W jego zielonych oczach za to spozierało zdecydowanie, że coś spróbuje zrobić. Być może potrzeba większej perswazji aby go od tego odwieść.
- A jeśli on potrzebuje pilnie pomocy? Jeśli go gdzieś uwięzili, wywieźli? Nikomu nie życzę umierania. Jest do bani, Heather. - wiercił się w miejscu i nieustannie poruszał jakby nie potrafił usiedzieć w miejscu. Zapewne gdy wróci do domu i gdy emocje z niego opadną to zrozumie, że łatwo rzucać słowami ale wzięcie się za działanie jest naprawdę ryzykowne.
- Na gacie Merlina, Brenna zakazała mi się wychylać. - przypomniał sobie w porę. Fakt faktem śledztwo wciąż trwa i do czasu ujęcia swego mordercy miał nie rozpowszechniać, że jednak "żyje".