01.10.2025, 21:49 ✶
Jonathan trochę żałował, że codziennie prezentował się doskonale, bo dzisiaj miał ochotę wyglądać jeszcze lepiej, a było to no cóż… Ciężkie. Z drugiej strony przynajmniej prezentował się doskonale i nie musiał wkładać w to dodatkowej pracy niż ta, którą wkładał w to zazwyczaj. Niestety, gdy jednak wyszedł z pokoju w towarzystwie promiennego uśmiechu, szybko okazało się, że przez kilka następnych godzin Anthony'emu dane będzie podziwianie go jedynie przelotnie i z daleka (z wzajemnością), bo tygodniowe wakacje we dwójkę w jednym łóżkiem nie wchodziły w grę.
Mieli więc kryzys do opanowania. Pracowali razem, ale jednocześnie oddzielnie. Jonathan skupił się na dyrygowaniu ludźmi w tym nieco bliższym im stopniu, samemu wykonując jakieś prace nawet gdy więcej siły poświęcał na upewnianie się, że wszyscy pozostali wykonywali swoją pracę, tak jak powinni, kontrolując, aby kolory pokazywane mu w aurach i poszczególnych niciach nie doprowadziły do żadnego kryzysu. Na Merlina jak dobrze było móc dowolnie nurzać się w barwach emocji i relacji ze świadomością, że nie natrafi na jakiegoś przypadkowego oklumentę. Bo na tego oklumentę, który tutaj był chciał trafiać jak najczęściej.
Oczywiście zgłosił się do odśnieżania, głównie po to, by móc sprawniej zarządzać całymi pracami i chociaż nie za bardzo mu się to podobało, to wiedział, że łatwiej będzie temu dowodzić jeśli sam będzie pracował, a nie tylko stał z boku. Na całe szczęście dostał od jednego Francuza podobnych rozmiarów dodatkową kurtkę i to w całkiem przyjemnym dla oka odcieniu brązu. Czy praca w zimnie była miłym doświadczeniem? Nie. Czy ogrzewały go myśli, że Anthony mógł na niego patrzeć, a tak poza tym to czekała ich kolejna noc tutaj? Również tak.
– Wygląda na to, że jednak jutro będzie nam dane już cieszyć się słoneczną Hiszpanią – powiedział do Anthony'ego, późnym wieczorem, gdy wszyscy zebrali się w saloniku na odpoczynek po męczącym dniu pracy. Przed nimi stały kolejne porcję czekoladowego ciasta i dwa kubki z dokładnie tą samą herbatą co wczoraj. Na razie siedzieli sami, ale zapewne była to tylko kwestia minut gdy ktoś, na przykład ci Amerykanie, postanowią się do nich dosiąść. Jonathan uśmiechnął się do niego promiennie, bo słowa, które chciałby tak naprawdę powiedzieć, były przeznaczone wyłącznie do rozmów w prywatności.
Mieli więc kryzys do opanowania. Pracowali razem, ale jednocześnie oddzielnie. Jonathan skupił się na dyrygowaniu ludźmi w tym nieco bliższym im stopniu, samemu wykonując jakieś prace nawet gdy więcej siły poświęcał na upewnianie się, że wszyscy pozostali wykonywali swoją pracę, tak jak powinni, kontrolując, aby kolory pokazywane mu w aurach i poszczególnych niciach nie doprowadziły do żadnego kryzysu. Na Merlina jak dobrze było móc dowolnie nurzać się w barwach emocji i relacji ze świadomością, że nie natrafi na jakiegoś przypadkowego oklumentę. Bo na tego oklumentę, który tutaj był chciał trafiać jak najczęściej.
Oczywiście zgłosił się do odśnieżania, głównie po to, by móc sprawniej zarządzać całymi pracami i chociaż nie za bardzo mu się to podobało, to wiedział, że łatwiej będzie temu dowodzić jeśli sam będzie pracował, a nie tylko stał z boku. Na całe szczęście dostał od jednego Francuza podobnych rozmiarów dodatkową kurtkę i to w całkiem przyjemnym dla oka odcieniu brązu. Czy praca w zimnie była miłym doświadczeniem? Nie. Czy ogrzewały go myśli, że Anthony mógł na niego patrzeć, a tak poza tym to czekała ich kolejna noc tutaj? Również tak.
– Wygląda na to, że jednak jutro będzie nam dane już cieszyć się słoneczną Hiszpanią – powiedział do Anthony'ego, późnym wieczorem, gdy wszyscy zebrali się w saloniku na odpoczynek po męczącym dniu pracy. Przed nimi stały kolejne porcję czekoladowego ciasta i dwa kubki z dokładnie tą samą herbatą co wczoraj. Na razie siedzieli sami, ale zapewne była to tylko kwestia minut gdy ktoś, na przykład ci Amerykanie, postanowią się do nich dosiąść. Jonathan uśmiechnął się do niego promiennie, bo słowa, które chciałby tak naprawdę powiedzieć, były przeznaczone wyłącznie do rozmów w prywatności.