20.02.2023, 22:27 ✶
Obnażył górne kły a z jego gardła wydobył się syk. To była instynktowna reakcja gdy okazało się, że rozmawia z martwym. Zaraz to jednak do głowy Salema dotarła ta ważna informacja - Sauriel został ożywiony... a na tej samej bazie opierało się kontrolowanie ciał martwych gryzoni, które wyłapywał po najbliższej okolicy. Z tego też powodu nie zjeżył się tak jak powinien po uzyskaniu tak wstrząsającej informacji. Chyba potrzebował tego jego znieruchomienia po to aby uzmysłowić sobie, że Sauriel miał już sposobność skrzywdzić Norę i tego nie zrobił. Nie, nie będzie szukał w nim dobra póki nie uzyska pewności, że nie zagraża Norze i Mabel. Mimo wszystko... usiadł. Z pozycji bojowej zmienił postawę na statyczną acz wciąż spiętą... chociażby zjeżony ogon owinął wokół swojego zada, puchatą końcówką zasłaniając tylne łapy.
- Do wszystkich przeklętych kłaczków... czy Nora nie mogłaby dla odmiany zaprzyjaźnić się z jakimś normalnym mężczyzną? Wilkołaki, wampiry... zaczynam podejrzewać, że to Fergus jest najlepszym kandydatem na jej męża. - w tej dygresji brzmiało niejako znużenie związane z preferencjami w relacjach Nory. W jego oczach zainteresowanie mężczyzn miało sens reprodukcyjny bo po cóż innego? Nie rozumiał mocy przyjaźni damsko- męskiej bo w świecie kotów zainteresowanie płcią przeciwną wiązało się jedynie z rozmnażaniem. Większa ilość informacji wprowadzała do jego umysłu coraz więcej jasności. Sauriel dobrze czynił, że mu nie kłamał i wyjaśniał od razu kim jest. Tłumaczył się... kotu.
Miauknął gardłowo gdy nazwał siebie drapieżnikiem. Obaj wiedzieli, że znajdował się na cudzym terytorium i to bez zezwolenia. Nie kwalifikował się zatem do normalnych czarodziejów więc w obowiązku Salema było zadbanie o dominację na terenie klubokawiarni. Łaskawie uniósł swe spojrzenie w czarne i bezdenne oczy Sauriela. Był w stanie tolerować Erika (choć na głaskanie nie zezwalał) ale jak ma ustosunkować się do wampira? Wibrysy zdradzały, że na przekór wszystkiemu mógłby go polubić bo wiedział jak obchodzić się ze zwierzętami. Wyczuwał takie osoby i mimowolnie do nich lgnął.
- Myślisz, że zachowam spokój kiedy przebywając na moim terenie tłumaczysz mi, że twoim pożywieniem są ludzie? Kiedy Nora i Mabel są w domu? - podniósł się i bardzo ostrożnie stawiał kroki i powoli zmniejszał między nimi dystans. Nie spuszczał wzroku z jego bladej twarzy. Niech go puszka tuńczyka pochłonie... on nie oddychał więc jego serce nie miało szansy bić. Czemu nie miał lodowatych rąk? Czemu miały w sobie czułość skierowaną do niego, do Salema? Martwi nie mają prawa posiadać w sobie czułości... chyba. Nigdy nie rozmawiał z umarłym dlatego podchodził do niego tak ostrożnie.
- Podaj mi choć jeden dowód albo powód, cokolwiek, abym ci uwierzył, że nie skrzywdzisz Nory. To mój dom, moje życie. Wyrządzenie krzywdy w tym miejscu jest jak powolne wyrywanie wibrysów... a nawet gorzej, ale to chyba wiesz jak wygląda umieranie. - zatrzymał się na długości jego kolana - wciąż daleko od dłoni jakby obawiał się, że mogą zacisnąć się na jego szyi w śmiertelnym uścisku pozbawiającym wszelakiego tchu.
- Całe powietrze drży od tego jak boli cię to, co do mnie mówisz. Wnioskuję zatem, że masz sumienie i że chcesz tu jeszcze kiedykolwiek wrócić. Mam rację? - zmrużył swe ślepia i przyglądał mu się uważnie. To była walka na intensywność spojrzenia. Sam fakt, że Sauriel nie wykazywał agresji i nie próbował go stłamsić swoją pozycją ułatwiało rozmowę... ba, w ogóle ją umożliwiało. Wystarczyłaby jedna iskra zła ze strony mężczyzny a cała klubokawiarnia dowiedziałaby się, że wampir przekroczył próg ich azylu.
Miał ochotę zerknąć w kierunku okna aby sprawdzić jak daleko jest do świtu. Sauriel się przed nim odsłaniał - podawał nawet sposób na unicestwienie. To też nie zgadzało się z tym stwierdzeniem, że jest na szczycie łańcucha pokarmowego.
- Tu jest Nora. Jest częścią mojej duszy. Cała reszta świata mnie nie obchodzi. Jestem w stanie poświęcić całą esencję swojego jestestwa aby ją chronić, Saurielu. A z tego co mówisz, masz moc unicestwienia ludzi. Wymyśl coś, co da mi powód żeby nie zakazywać ci się do niej zbliżać pod groźbą wydania cię. Tak, jestem gadającym kotem ale jeśli chodzi o Norę jestem silniejszy niż zwykły czarodziej. - wierzył w moc ich więzi, w oddanie życia i największą manifestację białej magii. Wampiry złączone były mrokiem, a on z Norą więzią inną niż cokolwiek na świecie. Chciał też dać do zrozumienia Saurielowi, że powinien potraktować tego "futrzaka" poważnie. Obaj byli inteligentni więc musieli znaleźć kompromis. Bał się tego wampira - to o ironio, jasne jak słońce. Posiadał w sobie jednak odwagę gdy w grę chodziła ochrona Nory.
- Do wszystkich przeklętych kłaczków... czy Nora nie mogłaby dla odmiany zaprzyjaźnić się z jakimś normalnym mężczyzną? Wilkołaki, wampiry... zaczynam podejrzewać, że to Fergus jest najlepszym kandydatem na jej męża. - w tej dygresji brzmiało niejako znużenie związane z preferencjami w relacjach Nory. W jego oczach zainteresowanie mężczyzn miało sens reprodukcyjny bo po cóż innego? Nie rozumiał mocy przyjaźni damsko- męskiej bo w świecie kotów zainteresowanie płcią przeciwną wiązało się jedynie z rozmnażaniem. Większa ilość informacji wprowadzała do jego umysłu coraz więcej jasności. Sauriel dobrze czynił, że mu nie kłamał i wyjaśniał od razu kim jest. Tłumaczył się... kotu.
Miauknął gardłowo gdy nazwał siebie drapieżnikiem. Obaj wiedzieli, że znajdował się na cudzym terytorium i to bez zezwolenia. Nie kwalifikował się zatem do normalnych czarodziejów więc w obowiązku Salema było zadbanie o dominację na terenie klubokawiarni. Łaskawie uniósł swe spojrzenie w czarne i bezdenne oczy Sauriela. Był w stanie tolerować Erika (choć na głaskanie nie zezwalał) ale jak ma ustosunkować się do wampira? Wibrysy zdradzały, że na przekór wszystkiemu mógłby go polubić bo wiedział jak obchodzić się ze zwierzętami. Wyczuwał takie osoby i mimowolnie do nich lgnął.
- Myślisz, że zachowam spokój kiedy przebywając na moim terenie tłumaczysz mi, że twoim pożywieniem są ludzie? Kiedy Nora i Mabel są w domu? - podniósł się i bardzo ostrożnie stawiał kroki i powoli zmniejszał między nimi dystans. Nie spuszczał wzroku z jego bladej twarzy. Niech go puszka tuńczyka pochłonie... on nie oddychał więc jego serce nie miało szansy bić. Czemu nie miał lodowatych rąk? Czemu miały w sobie czułość skierowaną do niego, do Salema? Martwi nie mają prawa posiadać w sobie czułości... chyba. Nigdy nie rozmawiał z umarłym dlatego podchodził do niego tak ostrożnie.
- Podaj mi choć jeden dowód albo powód, cokolwiek, abym ci uwierzył, że nie skrzywdzisz Nory. To mój dom, moje życie. Wyrządzenie krzywdy w tym miejscu jest jak powolne wyrywanie wibrysów... a nawet gorzej, ale to chyba wiesz jak wygląda umieranie. - zatrzymał się na długości jego kolana - wciąż daleko od dłoni jakby obawiał się, że mogą zacisnąć się na jego szyi w śmiertelnym uścisku pozbawiającym wszelakiego tchu.
- Całe powietrze drży od tego jak boli cię to, co do mnie mówisz. Wnioskuję zatem, że masz sumienie i że chcesz tu jeszcze kiedykolwiek wrócić. Mam rację? - zmrużył swe ślepia i przyglądał mu się uważnie. To była walka na intensywność spojrzenia. Sam fakt, że Sauriel nie wykazywał agresji i nie próbował go stłamsić swoją pozycją ułatwiało rozmowę... ba, w ogóle ją umożliwiało. Wystarczyłaby jedna iskra zła ze strony mężczyzny a cała klubokawiarnia dowiedziałaby się, że wampir przekroczył próg ich azylu.
Miał ochotę zerknąć w kierunku okna aby sprawdzić jak daleko jest do świtu. Sauriel się przed nim odsłaniał - podawał nawet sposób na unicestwienie. To też nie zgadzało się z tym stwierdzeniem, że jest na szczycie łańcucha pokarmowego.
- Tu jest Nora. Jest częścią mojej duszy. Cała reszta świata mnie nie obchodzi. Jestem w stanie poświęcić całą esencję swojego jestestwa aby ją chronić, Saurielu. A z tego co mówisz, masz moc unicestwienia ludzi. Wymyśl coś, co da mi powód żeby nie zakazywać ci się do niej zbliżać pod groźbą wydania cię. Tak, jestem gadającym kotem ale jeśli chodzi o Norę jestem silniejszy niż zwykły czarodziej. - wierzył w moc ich więzi, w oddanie życia i największą manifestację białej magii. Wampiry złączone były mrokiem, a on z Norą więzią inną niż cokolwiek na świecie. Chciał też dać do zrozumienia Saurielowi, że powinien potraktować tego "futrzaka" poważnie. Obaj byli inteligentni więc musieli znaleźć kompromis. Bał się tego wampira - to o ironio, jasne jak słońce. Posiadał w sobie jednak odwagę gdy w grę chodziła ochrona Nory.