02.10.2025, 19:30 ✶
Z jednej strony miał ochotę zaprotestować, że przecież prawiczkiem wcale nie był, a z Moną to w ogóle łączyła ich więź duchowa. A z drugiej – nie spotykał Millie po raz pierwszy w życiu. Nauczył się nie brać wszystkich słów, które wypowiadała do końca na poważnie. Ciekawe swoją drogą, że brygadzistka mówiła w bardziej ulicznej manierze niż przeciętny bandzior z Oka. W sumie, gdyby praca w BUM-ie się jej znudziła, Icarus znalazłby jej miejsce w szeregach mafii.
Kiedy Miles poszła na balkon, szybko nalał sobie i jej kawy. Na szczęście Mona była właścicielką zaczarowanego dzbanka, w której napój wolniej stygł. Po chwili Prewett już był z powrotem z dwoma parującymi kubkami.
– Chodzi ci o Basila, nie? Wiem, że on coś tam potrafi, ale biedak po Spalonej był kompletnie zajechany. Nie to, co jego brat nierób, przedsiębiorca od siedmiu boleści... – westchnął, po czym przypomniał sobie, że postanowił sobie, że przestanie się użalać nad własną osobą. Niestety było to wyjątkowo trudne, szczególnie na początku. – To chyba jakaś klątwa, tak mi się wydaje. A to jeszcze nic, bo też nie mogę pozbyć się smrodu dymu z baru. Nie pomaga absolutnie nic.
Czasem zapominał, że Millie miała zdolności jasnowidzenia. Cóż, jedni wiedzieli rzeczy o przyszłości, a inni o przeszłości. A historia niestety nie mogła powiedzieć człowiekowi wszystkiego o własnym losie. Najczęściej przecież nie opisywała zwykłych ludzi, a tych wielkich albo całe społeczeństwa. Jakby pomyśleć, było to spore zaniedbanie.
– Moim zdaniem nie przytyłaś, a jak nawet, to nie widać – wzruszył ramionami. Nie tylko był dżentelmenem, a i w samej Millie nie zauważył jakichś straszliwych zmian. – A co do tarota... Możesz w sumie postawić na... no wiesz, co będzie ze mną i z Mo. Jeśli los gotuje nam coś przykrego, wolę być przygotowany.
Icarus Prewett – zawsze i wszędzie pesymistą będzie.
– A co do Śmierciożerców... sam nie wiem. Może to jakieś porachunki z moją rodziną? Musiałbym o tym z nimi pogadać, ale zarówno Laurent, jak i wuj Edward jakoś ostatnio zamilkli.
Kiedy Miles poszła na balkon, szybko nalał sobie i jej kawy. Na szczęście Mona była właścicielką zaczarowanego dzbanka, w której napój wolniej stygł. Po chwili Prewett już był z powrotem z dwoma parującymi kubkami.
– Chodzi ci o Basila, nie? Wiem, że on coś tam potrafi, ale biedak po Spalonej był kompletnie zajechany. Nie to, co jego brat nierób, przedsiębiorca od siedmiu boleści... – westchnął, po czym przypomniał sobie, że postanowił sobie, że przestanie się użalać nad własną osobą. Niestety było to wyjątkowo trudne, szczególnie na początku. – To chyba jakaś klątwa, tak mi się wydaje. A to jeszcze nic, bo też nie mogę pozbyć się smrodu dymu z baru. Nie pomaga absolutnie nic.
Czasem zapominał, że Millie miała zdolności jasnowidzenia. Cóż, jedni wiedzieli rzeczy o przyszłości, a inni o przeszłości. A historia niestety nie mogła powiedzieć człowiekowi wszystkiego o własnym losie. Najczęściej przecież nie opisywała zwykłych ludzi, a tych wielkich albo całe społeczeństwa. Jakby pomyśleć, było to spore zaniedbanie.
– Moim zdaniem nie przytyłaś, a jak nawet, to nie widać – wzruszył ramionami. Nie tylko był dżentelmenem, a i w samej Millie nie zauważył jakichś straszliwych zmian. – A co do tarota... Możesz w sumie postawić na... no wiesz, co będzie ze mną i z Mo. Jeśli los gotuje nam coś przykrego, wolę być przygotowany.
Icarus Prewett – zawsze i wszędzie pesymistą będzie.
– A co do Śmierciożerców... sam nie wiem. Może to jakieś porachunki z moją rodziną? Musiałbym o tym z nimi pogadać, ale zarówno Laurent, jak i wuj Edward jakoś ostatnio zamilkli.