02.10.2025, 20:25 ✶
Z pozoru obojętne spojrzenie kruczoczarnych oczu zatrzymało się na bladości twarzy i śladach zmęczenia pod oczami. Dłoń Fawleya spoczywała w połowie drogi między nimi tak, jak ją pozostawił po podaniu eliksiru. Po chwili cofnął palce, chociaż ruch był spóźniony, jakby ciało o sekundę nie nadążyło za decyzją.
Dotyk rzadko kiedy stawał się częścią terapii, a jeśli już, to zawsze miał być świadomie i precyzyjnie odmierzoną dawką.
Ufa mi, pomyślał Odys. Było to dziwnie ciężkie odkrycie. Lazarus przyjął buteleczkę z eliksirem szybko, bez zadawania żadnych pytań. Równie dobrze mogłaby być to trucizna, a mężczyzna nawet by się nie zorientował.
Trucizna to natomiast nie była
— Przeprosiny przyjęte, ale są zbędne — odpowiedział. — To ty się dławisz od paru dni, a ja się denerwuję, że przyjdziesz do mnie dopiero wtedy, jak już będziesz siny.
Zbył komentarz o zapłacie, mimo że sam pierwszy zarzucił tematem. Z jakiegoś powodu zirytowało go to, że Lazarus zawsze chciał zamieniać każdy gest w transakcję, kiedy przecież sam Odys był dokładnie taki.
— Jak umrzesz, i tak nie będziesz miał komu zapłacić — rzucił jeszcze sucho. — Doprawdy, nie mam najmniejszej ochoty wlec twojego trupa do Ministerstwa i tłumaczyć się, że się udusiłeś własną flegmą.
Czarodziej schował różdżkę do tylnej kieszeni swoich spodni, podszedł do innej szafki, stojąc tyłem do Lazarusa, sięgnął po pióro i pergamin. Pochylił się, zanotował szybko kilka zdań.
— Wypiszę ci receptę na eliksiry, ale jeśli napady się nasilą albo pojawi się krew, przychodzisz natychmiast. Bez czekania na nasze sesje. Zrozumiano?
Istnienie w tym świecie było umowa wiążącą ich obu.
Dotyk rzadko kiedy stawał się częścią terapii, a jeśli już, to zawsze miał być świadomie i precyzyjnie odmierzoną dawką.
Ufa mi, pomyślał Odys. Było to dziwnie ciężkie odkrycie. Lazarus przyjął buteleczkę z eliksirem szybko, bez zadawania żadnych pytań. Równie dobrze mogłaby być to trucizna, a mężczyzna nawet by się nie zorientował.
Trucizna to natomiast nie była
— Przeprosiny przyjęte, ale są zbędne — odpowiedział. — To ty się dławisz od paru dni, a ja się denerwuję, że przyjdziesz do mnie dopiero wtedy, jak już będziesz siny.
Zbył komentarz o zapłacie, mimo że sam pierwszy zarzucił tematem. Z jakiegoś powodu zirytowało go to, że Lazarus zawsze chciał zamieniać każdy gest w transakcję, kiedy przecież sam Odys był dokładnie taki.
— Jak umrzesz, i tak nie będziesz miał komu zapłacić — rzucił jeszcze sucho. — Doprawdy, nie mam najmniejszej ochoty wlec twojego trupa do Ministerstwa i tłumaczyć się, że się udusiłeś własną flegmą.
Czarodziej schował różdżkę do tylnej kieszeni swoich spodni, podszedł do innej szafki, stojąc tyłem do Lazarusa, sięgnął po pióro i pergamin. Pochylił się, zanotował szybko kilka zdań.
— Wypiszę ci receptę na eliksiry, ale jeśli napady się nasilą albo pojawi się krew, przychodzisz natychmiast. Bez czekania na nasze sesje. Zrozumiano?
Istnienie w tym świecie było umowa wiążącą ich obu.
Koniec sesji
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób