03.10.2025, 10:25 ✶
Opowieść młodziutkiej straganiarki powinna nieść ukojenie. Powinna dawać nadzieję. Powinna pokazywać, że w każdym, nawet najstraszniejszym akcie przemocy, jest nadzieja na to, że Matka odwróci los, że z popiołów da się wyciągnąć cokolwiek wartościowego.
Ale to nie były zwykłe popioły.
Sępi wygłodniały uśmiech, mężczyzna wyprostował się i słuchał z uwagą, skutecznie kryjąc za maską rosnące zdziwienia, a potem... przerażenie. Był niemal pewien, że młodziutkie dziewczę nie było świadome "Spalonego Jabłka" - nowej nazwy Doliny Godryka, z której próbowano uczynić symbol spopielenia progresywnych myśli równościowych. Ale było to niczym wobec kolejnych faktów! Jakie to szczęście, że dowiedział się zanim w ogóle włożył owoc do ust! Nie mógł strzepnąć ze swojego serca rozrastającej się grozy, gdy patrzył jak straganiarka zachwala pożywienie naznaczone przez lorda Voldemorta swoją straszliwą magią. Magią, która nakładała na domostwa obrzydliwe klątwy. Która wybierała domy, aby je spopielić. Magią, która teraz po zjedzeniu sprowadza spokój i ukojenie. Czy tylko on znał opowieści o Panach i Damach, o mrocznej, chaotycznej krainie wróżek, która teraz w opowieściach dla dzieci jest tak wygładzona, miła i kolorowa, gdy w rzeczywistości to okrutne miejsce stawało się więzieniem bez ucieczki, szaleństwem, które wykrzywiało twarz forsowanym uśmiechem. Jeśli tylko zjadło się cokolwiek pochodzącego z pięknego Faywildu, Twoja dusza była stracona.
– Wezmę dwa opakowania – odpowiedział pozornie spokojnie, mając pełnię świadomości że nigdy nie przełknie ani ziarenka, aby na własnej skórze przekonać się o właściwościach jawnych i - a może nade wszystko - o właściwościach niejawnych. Przejęcie woli? Osłabienie percepcji i magii mugolaków? Podłączenie się do ich życiowej energii? Trzeba możliwie prędko znaleźć na to antidotum. W głowie już pisał list do Morpheusa, który jako Niewymowny, miał dostęp do wielu zasobów. Z drugiej strony Victoria, z jej nieposkromionymi intelektualnymi eskapadami ciążącymi ku alchemii... Już dawno chciał połączyć tych dwoje, nie tylko przez wzgląd na zimny stan kobiety i możliwości z niego płynące, ale też po to, by Longbottom mógł popracować przez moment z kimś stabilnym emocjonalnie. Raczej nie przyznał się, że nie chciałby oddać jednego pakunku przeklętych owoców, bo zawsze były to przeklęte owoce, które mogły trafić do jego kolekcji. Za dziesięć, za dwadzieścia lat, wspomnienie o nich pozostanie żywe.
Brzmiało to wszystko jak bardzo sprawny plan. Zapłacił za towary i przeniósł stalowe ślepia na towarzyszącą mu kobietę. Jej dziedzictwo w pewien sposób zobowiązywało. Nie był pewien jaką magią z powodu krwi dysponuje, ani też nie znał jej zakresu wiedzowego. Jego kontakty ograniczały się raczej do Burke'ów, którzy porzucali Nokturnowskie szemrane interesy na rzecz Ministerialnych szemranych interesów. Ostatecznie Theseus odnalazł się na stołku szefa Departamentu Skarbu. Ale tu nie potrzeba było dostępu do kiesy państwowej. Cóż ta substancja, cóż te jabłka robią na prawdę? Czy lada moment Voldemort zostanie ogłoszony zbawcą narodu, mimo, że wcześniej dotkliwie wypalał znamię na całym kraju?
– Wspomniała mi pani o spokojniejszych okolicznościach. Chciałbym zaproponować spacer do ołtarza, czas składania ofiarnych wieńców kurczy się, a zdaje mi się, że jeszcze nie dotarła pani tam ze swoim? Czy się mylę? – pogoda dopisywała, on potrzebował się przejść i - a może przede wszystkim - potrzebował nie ulegać gonitwie myśli, która już zaciskała się na jego gardle. Ileś osób zje te przeklęte owoce. Ileż osób zaśnie i będzie śnić bezwolne owcze sny?
Ale to nie były zwykłe popioły.
Sępi wygłodniały uśmiech, mężczyzna wyprostował się i słuchał z uwagą, skutecznie kryjąc za maską rosnące zdziwienia, a potem... przerażenie. Był niemal pewien, że młodziutkie dziewczę nie było świadome "Spalonego Jabłka" - nowej nazwy Doliny Godryka, z której próbowano uczynić symbol spopielenia progresywnych myśli równościowych. Ale było to niczym wobec kolejnych faktów! Jakie to szczęście, że dowiedział się zanim w ogóle włożył owoc do ust! Nie mógł strzepnąć ze swojego serca rozrastającej się grozy, gdy patrzył jak straganiarka zachwala pożywienie naznaczone przez lorda Voldemorta swoją straszliwą magią. Magią, która nakładała na domostwa obrzydliwe klątwy. Która wybierała domy, aby je spopielić. Magią, która teraz po zjedzeniu sprowadza spokój i ukojenie. Czy tylko on znał opowieści o Panach i Damach, o mrocznej, chaotycznej krainie wróżek, która teraz w opowieściach dla dzieci jest tak wygładzona, miła i kolorowa, gdy w rzeczywistości to okrutne miejsce stawało się więzieniem bez ucieczki, szaleństwem, które wykrzywiało twarz forsowanym uśmiechem. Jeśli tylko zjadło się cokolwiek pochodzącego z pięknego Faywildu, Twoja dusza była stracona.
– Wezmę dwa opakowania – odpowiedział pozornie spokojnie, mając pełnię świadomości że nigdy nie przełknie ani ziarenka, aby na własnej skórze przekonać się o właściwościach jawnych i - a może nade wszystko - o właściwościach niejawnych. Przejęcie woli? Osłabienie percepcji i magii mugolaków? Podłączenie się do ich życiowej energii? Trzeba możliwie prędko znaleźć na to antidotum. W głowie już pisał list do Morpheusa, który jako Niewymowny, miał dostęp do wielu zasobów. Z drugiej strony Victoria, z jej nieposkromionymi intelektualnymi eskapadami ciążącymi ku alchemii... Już dawno chciał połączyć tych dwoje, nie tylko przez wzgląd na zimny stan kobiety i możliwości z niego płynące, ale też po to, by Longbottom mógł popracować przez moment z kimś stabilnym emocjonalnie. Raczej nie przyznał się, że nie chciałby oddać jednego pakunku przeklętych owoców, bo zawsze były to przeklęte owoce, które mogły trafić do jego kolekcji. Za dziesięć, za dwadzieścia lat, wspomnienie o nich pozostanie żywe.
Brzmiało to wszystko jak bardzo sprawny plan. Zapłacił za towary i przeniósł stalowe ślepia na towarzyszącą mu kobietę. Jej dziedzictwo w pewien sposób zobowiązywało. Nie był pewien jaką magią z powodu krwi dysponuje, ani też nie znał jej zakresu wiedzowego. Jego kontakty ograniczały się raczej do Burke'ów, którzy porzucali Nokturnowskie szemrane interesy na rzecz Ministerialnych szemranych interesów. Ostatecznie Theseus odnalazł się na stołku szefa Departamentu Skarbu. Ale tu nie potrzeba było dostępu do kiesy państwowej. Cóż ta substancja, cóż te jabłka robią na prawdę? Czy lada moment Voldemort zostanie ogłoszony zbawcą narodu, mimo, że wcześniej dotkliwie wypalał znamię na całym kraju?
– Wspomniała mi pani o spokojniejszych okolicznościach. Chciałbym zaproponować spacer do ołtarza, czas składania ofiarnych wieńców kurczy się, a zdaje mi się, że jeszcze nie dotarła pani tam ze swoim? Czy się mylę? – pogoda dopisywała, on potrzebował się przejść i - a może przede wszystkim - potrzebował nie ulegać gonitwie myśli, która już zaciskała się na jego gardle. Ileś osób zje te przeklęte owoce. Ileż osób zaśnie i będzie śnić bezwolne owcze sny?
Przewaga: Bogacz II, Występowanie I
Zawada: Paranoik Drobny lęk I, Kolekcjoner I
Zawada: Paranoik Drobny lęk I, Kolekcjoner I