-Hm? - mruknął, przechylając głowę lekko w bok. -"Nie może normalnie wyjść z pracy"... Stąd ta ochota na wódkę w środku tygodnia? Co się takiego stało?
W jego głosie próżno było szukać zmartwienia - ton miał spokojny i jednostajny, jakby zaczynali mało interesującą rozmowę o pogodzie.
Nie umknęło jego uwadze to, że Henry mógł poparzyć sobie palce od papierosa, gdyby nie odłożył go do popielniczki. Nie było w tym jednak nic nadzwyczajnego - w końcu każdemu mogło się zdarzyć, że się nad czymś zamyśli tak bardzo, że nie zauważyłby, że papieros dopala mu się w dłoni, albo dzieje się coś innego - ale puste szklanki po wódce i cały obrazek, jaki tworzył teraz sobą Henry Lockhart, nie pozostawiały złudzeń, że było to po prostu zamyślenie się. A nawet, gdyby ktoś faktycznie nie połączył tutaj tych kilku pojawiających się kropek, samo to, co Henry przed chwilą powiedział, nie brzmiało, jak zwykłe pogorszenie humoru.
Wygląd grupki facetów, siedzących na drugim końcu baru, wywołał na jego twarzy grymas. Szybkie spojrzenie między Henrym a gościem, który dość intensywnie się mu przyglądał. Przetłuszczone włosy, brak zębów, fajka - kłopoty?
-Co ci zrobili? - spytał, kiedy Henry znowu się odezwał. -Czekaj... Halucynacje? Henry! Hen-
Młodszy chłopak zdążył się już zerwać i zaczął krzyczeć, a Jessie patrzył na to ze zdegustowaną miną, otwartymi ustami i butelką piwa w dłoni.
-Co do kurwy, Henry - mruknął, podnosząc wzrok na sufit.
Potem odwrócił się do barmana, który spokojnie coś robił przy butelkach z alkoholem i tylko co jakiś czas łypał na niechlujów, ale nie wyglądał, jakby rwał się z interwencji.
Zechcesz coś z tym zrobić?, Jessie uniósł brwi, jakby w ten sposób miał przekazać barmanowi swoją myśl.
Barman jedynie wzruszył ramionami. Jasper westchnął, podniósł się ze swojego siedzenia i stanął obok Henry'ego. Nie usłyszał dokładnie, co facet powiedział do Lockharta, ale trafił akurat w moment, w którym niechluj dmuchnął Henry'emu w twarz cukrowym dymem. Na twarzy Jessiego kolejny raz pojawił się grymas.
-Co jest, laluś się stawia i potrzebuje swojego chłoptasia, żeby mu pilnował tyłka? - zarechotał jeden z niechlujów, stojący z tyłu.
Reszta mu zawtórowała.
-Zabawne, że jesteś taki głośny, kiedy stoisz z tyłu. Możecie po prostu się stąd zabrać? Mogę zaproponować parę miejsc, w których będziecie się mogli umyć za niewielkie pieniądze, a przynajmniej oszczędzicie nam wszystkim smrodu.
Co jakiś czas zerkał również na Henry'ego, czy Lockhart nie zechce w którymś momencie po prostu się na gościa rzucić.