03.10.2025, 20:03 ✶
Gwar wokół mnie przypominał rwący nurt. Odetchnąłem z ulgą w tej samej chwili, gdy jej dłoń zacisnęła się na mojej, to wystarczyło, żebym zamarł, a potem odwrócił się powoli, jakby ktoś wybudził mnie ze snu. Stanęła tuż obok, trochę zaróżowiona z wysiłku, ale też… Inna. Cholera, naprawdę inna - ta sukienka - ten róż był tak odważny, że przez sekundę nie wiedziałem, czy patrzę na nią, czy na kogoś, kto przypadkiem ją przypomina. Zastygłem, wpatrując się w nią uważniej, nie kojarzyłem jej w takich kolorach. Nigdy.
No, w ł a ś n i e.
- Wyglądasz– - jak Eliasz w kiecce, udający bliźniaczkę. Zdecydowanie mogłabyś być Eliaszem, który przez ten cały czas nie skomentował umawiania mu się z siostrą, bo planował tę zemstę, a sam koncept, przyznaję, jest całkiem smaczny… Eliaszu. - –ładnie. - Uśmiechnąłem się, może trochę krzywo, udając beztroskę, choć tak naprawdę czułem podejrzliwość. - Znalazłaś mnie, a to podobno ja miałem szukaś ciebie. - Rzuciłem półgłosem, nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. Nie chciałem, żeby zauważyła, jak uważnie lustruję tę sukienkę, to jedno odsłonięte ramię, które aż prosiło się o uwagę, ale nie tylko. Wolałem, żeby uznała to za zwykłe rozluźnienie, za ulotny żart. - Pszyznam, tlochę maltwiłem szię, sze będę musiał wylwaś cię s objęś jakiegoś nadgoliwego kuzyna.
Chyba nie musiałem rozwijać, jakie miałem ku temu podstawy? Była młoda, ładna, poruszała się sama na weselu, ktoś z pewnością mógł chcieć do niej zagadać - nawet kilku ktosiów. Nie byłbym tak zdziwiony jak wtedy, kiedy powiedziała: „Mam coś dla Ciebie”, uniosłem brwi. Moje oczy na moment prześlizgnęły się po jej dłoniach, jakby zaraz miała wyczarować coś z powietrza. Niespodzianki zwykle kończyły się dla mnie katastrofą - to wiedziałem aż za dobrze, ale z jej ust zabrzmiało to inaczej. Nie wiedziałem jeszcze, że co dla mnie ma, widziałem tylko błysk w jej oczach, ten rodzaj rozbawionego napięcia, które zapowiadało niespodziankę. I, Merlin mi świadkiem, bałem się tego błysku bardziej niż czegokolwiek innego na tym przyjęciu. Bo jeśli nie była sobą, tylko Bletchleyem, to była… Był zdolny do wszystkiego, jeśli tylko ktoś wcześniej go do tego podpuścił. Już sam ton jej głosu brzmiał podejrzanie triumfalnie, za dobrze ją… Go… Ich znałem, by sądzić, że chodzi o coś zwyczajnego. To mogło być wszystko. Od czegoś, co sprawiło Prue frajdę, po środkowy palec od Eliasa, za którym rozejrzałem się kątem oka.
- Coś dla mnie? - Powtórzyłem, a kącik moich ust drgnął w niekontrolowanym uśmiechu. - Bszmi glośnie. Mam szię obawiaś?
Nie miałem pojęcia, że wkrótce będę musiał skonfrontować się z… Różowym krawatem. Na razie byłem tylko naiwnie nieświadomy, że los zamierzał wyśmiać moją powagę w najbardziej kolorowy sposób. No, ale przynajmniej moja partnerka nie miała kutasa.
No, w ł a ś n i e.
- Wyglądasz– - jak Eliasz w kiecce, udający bliźniaczkę. Zdecydowanie mogłabyś być Eliaszem, który przez ten cały czas nie skomentował umawiania mu się z siostrą, bo planował tę zemstę, a sam koncept, przyznaję, jest całkiem smaczny… Eliaszu. - –ładnie. - Uśmiechnąłem się, może trochę krzywo, udając beztroskę, choć tak naprawdę czułem podejrzliwość. - Znalazłaś mnie, a to podobno ja miałem szukaś ciebie. - Rzuciłem półgłosem, nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. Nie chciałem, żeby zauważyła, jak uważnie lustruję tę sukienkę, to jedno odsłonięte ramię, które aż prosiło się o uwagę, ale nie tylko. Wolałem, żeby uznała to za zwykłe rozluźnienie, za ulotny żart. - Pszyznam, tlochę maltwiłem szię, sze będę musiał wylwaś cię s objęś jakiegoś nadgoliwego kuzyna.
Chyba nie musiałem rozwijać, jakie miałem ku temu podstawy? Była młoda, ładna, poruszała się sama na weselu, ktoś z pewnością mógł chcieć do niej zagadać - nawet kilku ktosiów. Nie byłbym tak zdziwiony jak wtedy, kiedy powiedziała: „Mam coś dla Ciebie”, uniosłem brwi. Moje oczy na moment prześlizgnęły się po jej dłoniach, jakby zaraz miała wyczarować coś z powietrza. Niespodzianki zwykle kończyły się dla mnie katastrofą - to wiedziałem aż za dobrze, ale z jej ust zabrzmiało to inaczej. Nie wiedziałem jeszcze, że co dla mnie ma, widziałem tylko błysk w jej oczach, ten rodzaj rozbawionego napięcia, które zapowiadało niespodziankę. I, Merlin mi świadkiem, bałem się tego błysku bardziej niż czegokolwiek innego na tym przyjęciu. Bo jeśli nie była sobą, tylko Bletchleyem, to była… Był zdolny do wszystkiego, jeśli tylko ktoś wcześniej go do tego podpuścił. Już sam ton jej głosu brzmiał podejrzanie triumfalnie, za dobrze ją… Go… Ich znałem, by sądzić, że chodzi o coś zwyczajnego. To mogło być wszystko. Od czegoś, co sprawiło Prue frajdę, po środkowy palec od Eliasa, za którym rozejrzałem się kątem oka.
- Coś dla mnie? - Powtórzyłem, a kącik moich ust drgnął w niekontrolowanym uśmiechu. - Bszmi glośnie. Mam szię obawiaś?
Nie miałem pojęcia, że wkrótce będę musiał skonfrontować się z… Różowym krawatem. Na razie byłem tylko naiwnie nieświadomy, że los zamierzał wyśmiać moją powagę w najbardziej kolorowy sposób. No, ale przynajmniej moja partnerka nie miała kutasa.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)