04.10.2025, 14:53 ✶
Widział w oczach Mony litość, współczucie. Czuł się tragicznie, a i tak wyglądał. We włosach miał pył, oczy spowite miał czerwienią, a i po jego postawie ciała widać było zmęczenie. Był nieco skulony, przygarbiony, niepewny siebie. Jakby na jego barkach spoczywał jakiś ciężar. Coś, co przez noc narosło ponownie, skazując go na cierpienie.
— Naprawdę bym to zrobił, Mo. Jeśli by ci zagrażał — powiedział cicho, gdy Mona opowiedziała mu swoją historię. Nie mógł uwierzyć w to, że ta dziewczyna, która pałała absolutnie nieprzymuszoną i niewinną miłością do smoków, która czytała mugolskie gazety spiskowe, której uśmiech miał w sobie tyle radości, która z tak bezinteresowną otwartością podchodziła do wszystkich ludzi, i mugoli, i czarodziejów, została wytypowana przez Śmierciożercę. Co sprawiało, że temu nawet wydawało się, że Mona mogłaby mu pomóc? Była życzliwą osobą, to prawda, lecz potrafiła odróżnić dobro od zła. Dlatego Ari odwrócił się do niej, chwycił jej dłonie. Popatrzył na nią z nieprzemierzoną czułością. Nienawidził może samego siebie, ale jego uczucia do Mony... one były nieskończonością. — Nie obwiniaj się za to, że mu nie pomogłaś, dobrze? Uratowałaś tym być może jakieś niewinne życie. Masz jakichś przyjaciół, którzy mogliby zapewnić twojemu domowi bezpieczeństwo?
On sam miał takich przyjaciół. Co mu szkodziło, by poprosić Richiego, ochroniarza z Convivium, by co jakiś czas pokręcił się wokół i wypatrywał podejrzanych typów? A może dało się zaangażować Oko? Prewetci mogliby dać Monie ochronę lepszą nawet niż Ministerstwo. Musiał się nad tym zastanowić.
— Jestem tu. Cały i zdrowy na ciele — uśmiechnął się do niej słabo. — Basil też żyje, Ellę widziałaś. Nie wszystko stracone.
Jej mógł mówić takie rzeczy. Problemem byłoby co najwyżej odniesienie ich do siebie.
— Naprawdę bym to zrobił, Mo. Jeśli by ci zagrażał — powiedział cicho, gdy Mona opowiedziała mu swoją historię. Nie mógł uwierzyć w to, że ta dziewczyna, która pałała absolutnie nieprzymuszoną i niewinną miłością do smoków, która czytała mugolskie gazety spiskowe, której uśmiech miał w sobie tyle radości, która z tak bezinteresowną otwartością podchodziła do wszystkich ludzi, i mugoli, i czarodziejów, została wytypowana przez Śmierciożercę. Co sprawiało, że temu nawet wydawało się, że Mona mogłaby mu pomóc? Była życzliwą osobą, to prawda, lecz potrafiła odróżnić dobro od zła. Dlatego Ari odwrócił się do niej, chwycił jej dłonie. Popatrzył na nią z nieprzemierzoną czułością. Nienawidził może samego siebie, ale jego uczucia do Mony... one były nieskończonością. — Nie obwiniaj się za to, że mu nie pomogłaś, dobrze? Uratowałaś tym być może jakieś niewinne życie. Masz jakichś przyjaciół, którzy mogliby zapewnić twojemu domowi bezpieczeństwo?
On sam miał takich przyjaciół. Co mu szkodziło, by poprosić Richiego, ochroniarza z Convivium, by co jakiś czas pokręcił się wokół i wypatrywał podejrzanych typów? A może dało się zaangażować Oko? Prewetci mogliby dać Monie ochronę lepszą nawet niż Ministerstwo. Musiał się nad tym zastanowić.
— Jestem tu. Cały i zdrowy na ciele — uśmiechnął się do niej słabo. — Basil też żyje, Ellę widziałaś. Nie wszystko stracone.
Jej mógł mówić takie rzeczy. Problemem byłoby co najwyżej odniesienie ich do siebie.