04.10.2025, 15:19 ✶
Stoję przy ołtarzu
Matko przenajświętsza, jeśli łaska Twoja pozwoli, to wzmocnij, proszę, układ odpornościowy sługi Twego, który w swej gorliwości przywdział dziś letnią szatę zamiast jesiennej, bo chciał wyglądać dostojnie, a teraz drży bardziej niż liść targany październikowym wiatrem, powtarzał w myślach Sebastian, przestępując nerwowo z nogi na nogę, starając się skupiać na wszystkim, tylko nie na przeszywającym go chłodzie. Zawsze uchodził za ciepłolubnego, a dzisiaj... Cóż, pogoda go oszukała. Jego personalnie, bo sądząc po twarzach co poniektórych gości zaproszonych na celebrację zjednoczenia rodzin Yaxley i Greengrass nikomu to zbytnio nie przeszkadzało. Widząc jednak suknie co poniektórych kobiet, Macmillan zaczynał się cieszyć, że przynajmniej nie miał dziś odkrytych ramion. W przeciwnym wypadku na pewno odchorowywałby tę ceremonię przez najbliższe kilka miesięcy.
Niespodziewany ślub Geraldine i Ambroise'a odbił się szerokim echem w głównej siedzibie kowenu. A przynajmniej takie wrażenie odniósł Sebastian, gdy pierwsze plotki na ten temat zaczęły krążyć pośród kapłanów i kapłanek. Wprawdzie obiło mu się o uszy, że małżonek córki Gerarda mógłby być lepiej urodzony, ale większość sług Matki wydawała się po prostu zadowolona z tego, że po ostatnich wydarzeniach w Londynie pojawił się jakikolwiek promyk nadziei na to, że nie będzie już tylko gorzej i gorzej. Najpierw obchody na Beltane zostały przerwane przez atak Śmierciożerców, potem Isobell i jej kontrowersyjny rytuał z udziałem młodych adeptek... Kulminacją tych wszystkich nieprzyjemnych zdarzeń była fala pożarów, która przetoczyła się przez cały kraj. I ataki na ludzi, które im towarzyszyły.
Sebastian skrzywił się na samo wspomnienie tego ostatniego. W końcu sam doświadczył gniewu jednostki na własnej skórze, kiedy podniesiono na niego różdżkę podczas odprawiania modłów w kowenowej kaplicy i potraktowano go czarno-magicznym zaklęciem. Kto wie, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie to, że wiernym udało się wówczas wezwać pomoc i Macmillan szybko trafił pod opiekę klątwołamaczy ze Szpitala św. Munga? Mężczyzna pokręcił głową, poprawiając poły szaty ze złoto-zielono-czerwonymi zdobieniami.
Wodząc wzrokiem po zbierającym się tłumku gości, Macmillan szybko doszedł do wniosku, że państwo młodzi obracają się w podobnych kręgach co i on... A przynajmniej mieli wspólnych znajomych. W plątaninie mniej lub bardziej znanych twarzy Sebastianowi udało się wyłapać między innymi Mildredę Moody, siostrę Alastora Moody'ego… Anthony'ego Shafiqa, który dał się poznać kowenowi jako dość majętny inwestor... Atreusa Bulstrode'a z Departamentu Przestrzegania Czarodziejów i...
Sebastian pochylił się do przodu nad ołtarzem, wybałuszając oczy, gdy zorientował się, że nieopodal Bulstrode'a znalazła się Brenna Longbottom. Czy powinien zacząć się bać? Może powinien uprzedzić młodych, że powinni się szykować na wyjątkowo ''bombowe'' zakończenie wieczoru? Ta kobieta była synonimem kłopotów. W gorszy dzień Macmillan mógłby ją przyrównać do omenu zbliżonego do Ponuraka, ale musiał przyznać, że Longbottomówna różniła się od czarnego psiska pod jednym względem: przynosiła ze sobą kłopoty, to prawda, ale równie często była też kluczem do ich rozwiązania. Tyle i aż tyle.
Matko przenajświętsza?, pomyślał Sebastian, wznosząc wymownie wzrok ku niebu. To znowu ja. Ty, która jesteś łaskawą strażniczką tej uroczystości... Miej nas wszystkich w swojej opiece. Zwłaszcza tę jedną duszyczkę, co przynosi ze sobą więcej przygód, niż większość biesiad przewiduje. Macmillan przeżegnał się, przymykając oczy, aby pogrążyć się w modlitwie, póki para młoda dalej szykowała się... gdzieś na terenie rezydencji.
Matko przenajświętsza, jeśli łaska Twoja pozwoli, to wzmocnij, proszę, układ odpornościowy sługi Twego, który w swej gorliwości przywdział dziś letnią szatę zamiast jesiennej, bo chciał wyglądać dostojnie, a teraz drży bardziej niż liść targany październikowym wiatrem, powtarzał w myślach Sebastian, przestępując nerwowo z nogi na nogę, starając się skupiać na wszystkim, tylko nie na przeszywającym go chłodzie. Zawsze uchodził za ciepłolubnego, a dzisiaj... Cóż, pogoda go oszukała. Jego personalnie, bo sądząc po twarzach co poniektórych gości zaproszonych na celebrację zjednoczenia rodzin Yaxley i Greengrass nikomu to zbytnio nie przeszkadzało. Widząc jednak suknie co poniektórych kobiet, Macmillan zaczynał się cieszyć, że przynajmniej nie miał dziś odkrytych ramion. W przeciwnym wypadku na pewno odchorowywałby tę ceremonię przez najbliższe kilka miesięcy.
Niespodziewany ślub Geraldine i Ambroise'a odbił się szerokim echem w głównej siedzibie kowenu. A przynajmniej takie wrażenie odniósł Sebastian, gdy pierwsze plotki na ten temat zaczęły krążyć pośród kapłanów i kapłanek. Wprawdzie obiło mu się o uszy, że małżonek córki Gerarda mógłby być lepiej urodzony, ale większość sług Matki wydawała się po prostu zadowolona z tego, że po ostatnich wydarzeniach w Londynie pojawił się jakikolwiek promyk nadziei na to, że nie będzie już tylko gorzej i gorzej. Najpierw obchody na Beltane zostały przerwane przez atak Śmierciożerców, potem Isobell i jej kontrowersyjny rytuał z udziałem młodych adeptek... Kulminacją tych wszystkich nieprzyjemnych zdarzeń była fala pożarów, która przetoczyła się przez cały kraj. I ataki na ludzi, które im towarzyszyły.
Sebastian skrzywił się na samo wspomnienie tego ostatniego. W końcu sam doświadczył gniewu jednostki na własnej skórze, kiedy podniesiono na niego różdżkę podczas odprawiania modłów w kowenowej kaplicy i potraktowano go czarno-magicznym zaklęciem. Kto wie, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie to, że wiernym udało się wówczas wezwać pomoc i Macmillan szybko trafił pod opiekę klątwołamaczy ze Szpitala św. Munga? Mężczyzna pokręcił głową, poprawiając poły szaty ze złoto-zielono-czerwonymi zdobieniami.
Wodząc wzrokiem po zbierającym się tłumku gości, Macmillan szybko doszedł do wniosku, że państwo młodzi obracają się w podobnych kręgach co i on... A przynajmniej mieli wspólnych znajomych. W plątaninie mniej lub bardziej znanych twarzy Sebastianowi udało się wyłapać między innymi Mildredę Moody, siostrę Alastora Moody'ego… Anthony'ego Shafiqa, który dał się poznać kowenowi jako dość majętny inwestor... Atreusa Bulstrode'a z Departamentu Przestrzegania Czarodziejów i...
Sebastian pochylił się do przodu nad ołtarzem, wybałuszając oczy, gdy zorientował się, że nieopodal Bulstrode'a znalazła się Brenna Longbottom. Czy powinien zacząć się bać? Może powinien uprzedzić młodych, że powinni się szykować na wyjątkowo ''bombowe'' zakończenie wieczoru? Ta kobieta była synonimem kłopotów. W gorszy dzień Macmillan mógłby ją przyrównać do omenu zbliżonego do Ponuraka, ale musiał przyznać, że Longbottomówna różniła się od czarnego psiska pod jednym względem: przynosiła ze sobą kłopoty, to prawda, ale równie często była też kluczem do ich rozwiązania. Tyle i aż tyle.
Matko przenajświętsza?, pomyślał Sebastian, wznosząc wymownie wzrok ku niebu. To znowu ja. Ty, która jesteś łaskawą strażniczką tej uroczystości... Miej nas wszystkich w swojej opiece. Zwłaszcza tę jedną duszyczkę, co przynosi ze sobą więcej przygód, niż większość biesiad przewiduje. Macmillan przeżegnał się, przymykając oczy, aby pogrążyć się w modlitwie, póki para młoda dalej szykowała się... gdzieś na terenie rezydencji.