04.10.2025, 21:52 ✶
Chętnie wystawiała wróżbicie ręce na widok, wdzięczyła palce trącające z rozmysłem główki delikatnych liliowych pręcików. Podobało jej się, gdy na nią patrzył. Niech patrzy, gdzie nożyk padał na palec podtrzymujący cięte łodyżki, gdzie płytko żłobił w skórze szorstkie zadry. Niech patrzy, gdzie cierń berberysu całował jej nadgarstki, gdy wykradała spomiędzy jego zębów owoce. Dłonie poplamiła na czerwono ofiara jesienna sporządzona na Mabon. Lecz skąd mógł o niej wiedzieć, skoro nie żył w Dolinie?
Swoimi słowami Alexander posiał w jej głowie kwiczenie konającego odyńca. Dzik zagnieździł się za oczami Helloise i dyszał rzężąco. Jęczał, błagał, wił się w konwulsji. Czarownica spowolniła własny oddech, aby zwierz nie wydostał się z niej wraz z powietrzem. Weselnicy zaszumieli w jej uszach odległym, rozmytym szmerem. Wolno przesunęła spojrzeniem wzdłuż krzesła, na rękę Alexandra — bladą i drżącą jak płatki kwiatu na jej kolanach podrywane ostrym walijskim wiatrem.
— Źle zażynasz dziki. — Wyciągnęła rękę i zacisnęła kurczowo palce na jego ukrytym pod rękawem szaty przedramieniu, próbując odciąć owo drżenie. — Nie powinny musieć tak brzmieć.
Nie wiedziała wiele o tradycjach łowczych Yaxleyów, lecz dom, w którym ona dorastała, wydawał czarodziejów mianujących się strażnikami istot. Nikt nie słuchał po tamtej stronie Snowdonii kwiczenia konających zwierząt z przyjemnością.
Wizja, którą opowiedział Mulciber, ociekała gorącym tłuszczem i krwią — było w tym coś uroczego. Jej oczy śmiały się więc, choć nie bez nuty pobłażliwości.
— Nie pociąga mnie pieczone mięso. Dlaczego musiałeś przeciągnąć giganta przez ogień, gdy miał się dobrze surowy? Zrobili właściwie. Alexandrze. — Oddała mu imię, gdy spróbował chwycić ją w jej własne. — Nie lekceważ głów. Legendarni wieszcze chodzili po ziemiach Celtów z odciętymi łbami i wciąż głosili przez nie proroctwa. — Dotknęła wierzchem dłoni policzka wróżbity, uśmiechając się do jego odciętej głowy. — Byłoby ci do twarzy — zdecydowała po krótkiej pauzie, po czym zabrała rękę i wróciła do urwanego wątku: — Głowa innego olbrzyma zwrócona brytyjskiej ziemi miała być talizmanem chroniącym przed obcym najazdem. Głowa… Głowa jest ważna. Ojciec wystający przed twierdzą, w której zamieszkała jego córka, być może wciąż by jej bronił.
Mogła spodziewać się, że kolejne słowa Alexa nie będą wcale łagodniejsze, a jednak zaskoczenie rozwojem jego fantazji weselnych poszerzyło mimowolnie uśmiech na jej ustach. Wyglądała niemal na winną tego uśmiechu — winną, a jednocześnie rozsmakowaną w nim. Zawadziła zębami o rozchodzący się strupek na wardze i naderwała go, aby poczuć na języku metaliczne echo kropli krwi ginącej w ustach.
Umoczyć usta w winie, zmieszanym z krwią.
— A to kto? — w roztargnieniu zapytała cicho samą siebie, gdy kątem oka dostrzegła Monę z partnerem.
Nie zajęło to jednakże zbyt wiele przestrzeni w jej głowie, gdzie w świetle pochodni wśród ciemnej sali biesiadnej Helloise oglądała makabryczne zaślubiny Mulcibera. Zbliżył się do niej, zacieśniając granice ich sekretu. Czarownica wypuściła powietrze nosem na rozedrganym wydechu. Sama już nie była pewna, czy wciąż się jedynie śmiała.
— A więc chciałbyś zjeść ojca i wychodzić za nią w jego skórze. — Spuściła wzrok na kwiaty na swoich kolanach, jakby razem z ich rozwartymi szyderczo kielichami kpiła z Mulcibera. — Dalej? — powtórzyła za nim szeptem, a przecież był to koniec historii. — Kilhwch skonsumował żonę w noc poślubną, która była nocą śmierci jej ojca. I do końca życia konsumował wszystkie dobra, które kosztowała go córka Ysbaddadena. — Jak na kogoś, kto nie używał zbyt często imion, śpiewała walijskie łamacze języków zaskakująco sprawnie. — Zapłacił za nią olbrzymowi w cudach. Pierw ją od niego kupił, później go i tak zarżnął. Dostał po nim to, co dla niego sam zdobył: szable dzika, krew czarownicy, nieposkromionego psa… Puchary, w których zawsze jest trunek. Miód wielokrotnie słodszy od miodów z roju dziewiczej królowej-matki. Ptaki Rhiannon, które budzą martwych i kołyszą żywych, i które ukoiły olbrzyma noc przed śmiercią… — przerwała, zorientowawszy się, że legenda mogła płynąć i płynąć, a ona opowiadała, co było wcześniej, nie później. Helloise podniosła oczy na Alexa i poleciła: — Módl się.
Nie powiedziała już nic więcej do momentu rozpoczęcia ceremonii. Patrzyła w lilie i modliła się o błogosławieństwo Matki dla nowożeńców.
Swoimi słowami Alexander posiał w jej głowie kwiczenie konającego odyńca. Dzik zagnieździł się za oczami Helloise i dyszał rzężąco. Jęczał, błagał, wił się w konwulsji. Czarownica spowolniła własny oddech, aby zwierz nie wydostał się z niej wraz z powietrzem. Weselnicy zaszumieli w jej uszach odległym, rozmytym szmerem. Wolno przesunęła spojrzeniem wzdłuż krzesła, na rękę Alexandra — bladą i drżącą jak płatki kwiatu na jej kolanach podrywane ostrym walijskim wiatrem.
— Źle zażynasz dziki. — Wyciągnęła rękę i zacisnęła kurczowo palce na jego ukrytym pod rękawem szaty przedramieniu, próbując odciąć owo drżenie. — Nie powinny musieć tak brzmieć.
Nie wiedziała wiele o tradycjach łowczych Yaxleyów, lecz dom, w którym ona dorastała, wydawał czarodziejów mianujących się strażnikami istot. Nikt nie słuchał po tamtej stronie Snowdonii kwiczenia konających zwierząt z przyjemnością.
Wizja, którą opowiedział Mulciber, ociekała gorącym tłuszczem i krwią — było w tym coś uroczego. Jej oczy śmiały się więc, choć nie bez nuty pobłażliwości.
— Nie pociąga mnie pieczone mięso. Dlaczego musiałeś przeciągnąć giganta przez ogień, gdy miał się dobrze surowy? Zrobili właściwie. Alexandrze. — Oddała mu imię, gdy spróbował chwycić ją w jej własne. — Nie lekceważ głów. Legendarni wieszcze chodzili po ziemiach Celtów z odciętymi łbami i wciąż głosili przez nie proroctwa. — Dotknęła wierzchem dłoni policzka wróżbity, uśmiechając się do jego odciętej głowy. — Byłoby ci do twarzy — zdecydowała po krótkiej pauzie, po czym zabrała rękę i wróciła do urwanego wątku: — Głowa innego olbrzyma zwrócona brytyjskiej ziemi miała być talizmanem chroniącym przed obcym najazdem. Głowa… Głowa jest ważna. Ojciec wystający przed twierdzą, w której zamieszkała jego córka, być może wciąż by jej bronił.
Mogła spodziewać się, że kolejne słowa Alexa nie będą wcale łagodniejsze, a jednak zaskoczenie rozwojem jego fantazji weselnych poszerzyło mimowolnie uśmiech na jej ustach. Wyglądała niemal na winną tego uśmiechu — winną, a jednocześnie rozsmakowaną w nim. Zawadziła zębami o rozchodzący się strupek na wardze i naderwała go, aby poczuć na języku metaliczne echo kropli krwi ginącej w ustach.
Umoczyć usta w winie, zmieszanym z krwią.
— A to kto? — w roztargnieniu zapytała cicho samą siebie, gdy kątem oka dostrzegła Monę z partnerem.
Nie zajęło to jednakże zbyt wiele przestrzeni w jej głowie, gdzie w świetle pochodni wśród ciemnej sali biesiadnej Helloise oglądała makabryczne zaślubiny Mulcibera. Zbliżył się do niej, zacieśniając granice ich sekretu. Czarownica wypuściła powietrze nosem na rozedrganym wydechu. Sama już nie była pewna, czy wciąż się jedynie śmiała.
— A więc chciałbyś zjeść ojca i wychodzić za nią w jego skórze. — Spuściła wzrok na kwiaty na swoich kolanach, jakby razem z ich rozwartymi szyderczo kielichami kpiła z Mulcibera. — Dalej? — powtórzyła za nim szeptem, a przecież był to koniec historii. — Kilhwch skonsumował żonę w noc poślubną, która była nocą śmierci jej ojca. I do końca życia konsumował wszystkie dobra, które kosztowała go córka Ysbaddadena. — Jak na kogoś, kto nie używał zbyt często imion, śpiewała walijskie łamacze języków zaskakująco sprawnie. — Zapłacił za nią olbrzymowi w cudach. Pierw ją od niego kupił, później go i tak zarżnął. Dostał po nim to, co dla niego sam zdobył: szable dzika, krew czarownicy, nieposkromionego psa… Puchary, w których zawsze jest trunek. Miód wielokrotnie słodszy od miodów z roju dziewiczej królowej-matki. Ptaki Rhiannon, które budzą martwych i kołyszą żywych, i które ukoiły olbrzyma noc przed śmiercią… — przerwała, zorientowawszy się, że legenda mogła płynąć i płynąć, a ona opowiadała, co było wcześniej, nie później. Helloise podniosła oczy na Alexa i poleciła: — Módl się.
Nie powiedziała już nic więcej do momentu rozpoczęcia ceremonii. Patrzyła w lilie i modliła się o błogosławieństwo Matki dla nowożeńców.
dotknij trawy