05.10.2025, 17:47 ✶
Wiatr śmigał między domkami jak stary, złośliwy duch. Targał włosami oraz szarpał peleryną Mony tak, że musiała przytrzymać ją dłonią. Jej rude loki, i tak już uparte z natury, próbowały się z niej wyrwać jak płomienie. Nie wyglądała na zmęczoną, mimo że nogi miała ubłocone po kostki.
Kobieta złapała go za łokieć i pociągnęła dalej zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć.
— Uczysz się szybciej niż tamta dwójka — dodała ciepło. — Opowiadali ci, jak Jonathan wywinął w rezerwacie pięknego orła prosto w błoto? — i Mona pamiętała to aż nazbyt dobrze. Obraz jego oblepionego błotem białego garnituru powracał do niej czasem, gdy zaczynała zbyt poważnie traktować własne życie.
Fakt faktem, że ostatnia wizyta selwynowych kuzynów w Walii odbyła się w zupełnie innych okolicznościach — w powietrzu wisiał deszcz, a w sercach gościło coś znacznie cięższego. Od Spalonej Nocy miał już minąć prawie miesiąc, ale Rowle nie zamierzała tkwić w tej szarości dłużej niż musiała. Nie tego dnia, nie tutaj, nie z Hannibalem, a więc co mogło być lepszym sposobem na powrót do życia niż wycieczka po rezerwacie?
— Znam tu mężczyznę, mugola, wyobraź sobie, który sprowadza najprawdziwszą szkarłatnicę pępkową — wyjaśniła. W jej głosie pobrzmiewała nuta zadowolenia, kiedy w końcu zdradziła mu jej własny powód pobytu. — W Londynie nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Kto wie, może przyroda przyniesie ci natchnienie, jak już skończysz marudzić? — rzuciła przez ramię z uśmiechem. — Lepiej rusz dupę i patrz pod nogi żebyś nie wpadł w kałużę albo w kupę krowy... Ari? A czemu akurat o nim miałabym wspominać? — na słowa o jej Icarusie, odparła zbyt szybko, żeby brzmiało to naprawdę obojętnie. Głos jej zabrzmiał może i nawet defensywnie, więc Mona poprawiła włosy, mimo że nie było takiej potrzeby, i wzruszyła ramionami. — Jakbyś mnie odwiedzał, to byś wiedział — dodała po chwili. Droczyła się z nim. — Wciąż mi słoików nie oddałeś, skąpcu.
Kobieta złapała go za łokieć i pociągnęła dalej zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć.
— Uczysz się szybciej niż tamta dwójka — dodała ciepło. — Opowiadali ci, jak Jonathan wywinął w rezerwacie pięknego orła prosto w błoto? — i Mona pamiętała to aż nazbyt dobrze. Obraz jego oblepionego błotem białego garnituru powracał do niej czasem, gdy zaczynała zbyt poważnie traktować własne życie.
Fakt faktem, że ostatnia wizyta selwynowych kuzynów w Walii odbyła się w zupełnie innych okolicznościach — w powietrzu wisiał deszcz, a w sercach gościło coś znacznie cięższego. Od Spalonej Nocy miał już minąć prawie miesiąc, ale Rowle nie zamierzała tkwić w tej szarości dłużej niż musiała. Nie tego dnia, nie tutaj, nie z Hannibalem, a więc co mogło być lepszym sposobem na powrót do życia niż wycieczka po rezerwacie?
— Znam tu mężczyznę, mugola, wyobraź sobie, który sprowadza najprawdziwszą szkarłatnicę pępkową — wyjaśniła. W jej głosie pobrzmiewała nuta zadowolenia, kiedy w końcu zdradziła mu jej własny powód pobytu. — W Londynie nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Kto wie, może przyroda przyniesie ci natchnienie, jak już skończysz marudzić? — rzuciła przez ramię z uśmiechem. — Lepiej rusz dupę i patrz pod nogi żebyś nie wpadł w kałużę albo w kupę krowy... Ari? A czemu akurat o nim miałabym wspominać? — na słowa o jej Icarusie, odparła zbyt szybko, żeby brzmiało to naprawdę obojętnie. Głos jej zabrzmiał może i nawet defensywnie, więc Mona poprawiła włosy, mimo że nie było takiej potrzeby, i wzruszyła ramionami. — Jakbyś mnie odwiedzał, to byś wiedział — dodała po chwili. Droczyła się z nim. — Wciąż mi słoików nie oddałeś, skąpcu.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception