05.10.2025, 22:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2025, 22:40 przez Aaron Andrew Moody.)
Z Lorien, Philomeną i Anthonym przy stole z datkami.
"Gdzie kończy się człowieczeństwo, panie Moody?", pytała Lorien. "Pani nie pyta o to, gdzie się kończy, tylko gdzie się zaczyna", odpowiedział jej wtedy. Hardym było wówczas jego spojrzenie, pomyślał, jak gdyby z sentymentem. A jednak miękkim był dotyk, o którym myśleć nie chciał, bo czasem zbyt szybko przekuwał myśli w czyny.
Więc odsunął się od niej, nakładając z powrotem marynarkę. Powiódł kontrolnie ręką wzdłuż kołnierzyka, spojrzenie skupiając jednak na powleczonych szminką wargach Lorien, jak gdyby spodziewał się, że odczytają akt oskarżenia wobec siebie samych. A potem podał jej ramię, aby mogli wspólnie opuścić zaciszny balkon.
Stanęli obok stołu z datkami, dołączając do Philomeny Mulciber, która szastała pieniędzmi z pełną wyższości ostentacją. Wystudiowanymi były gesty burżujskich dam, którym tak bardzo zależało na kupionej chwale. Nie szukały poklasku, a jednak domagały się uznania. Na słowa Lorien przymrużył tylko delikatnie oczy, zastanawiając się jednak na pół okrutnie, na pół żartobliwie, na ile wyceniła nazwisko męża, który zdechł, zanim zdążyła się nim nacieszyć. Może dlatego zaczął łowić uchem plotki na temat Mulciberów...
...A przynajmniej dopóki do szacownego grona nie dołączył Anthony Shafiq.
Jaką osobą był Anthony Shafiq? Aaron Moody niemal natychmiast zdecydował, że mężczyzna wygląda mu na kogoś, kto nie skorzystałby z przysługującego mu prawa do zachowania milczenia, nawet gdyby leżało to w jego interesie. Za bardzo kochał brzmienie własnego głosu, jak każdy ministerialny ważniak. Być może właśnie to jego głos wpasowywał się w gusta Lorien Mulciber, która zawsze wyrażała się o nim w samych superlatywach. Bo przecież nie mogło się wpasować w jej gusta przyrodzenie mości Anthony'ego, o którym Woodard trąbił Aaronowi, że jest tak małe, że trzeba je oglądać przez szkło powiększające od jubilera z Borgin&Burke, żeby cokolwiek zobaczyć. "A taki jubiler na klejnotach się przecież zna." Trudno było się kłócić z logiką przyjaciela, z którym jednomyślnie stwierdził, że Anthony to ma jakąś taką podejrzaną mordę, gdy poszli się odlać za pubem: nawet tam, na ścianie zapomnianego zaułka, wisiał plakat z twarzą szefa OHMSM. Szkoda, że reklama wisiała za wysoko, żeby udało się wycelować w jego oko.
Bo Aaronowi drgnęła nerwowo powieka, gdy Anthony podał Lorien talerzyk z tortem, i to nie tylko ze względów bezpieczeństwa.
Czy Anthony naprawdę przyjaźnił się z Lorien? Przecież wiadomym było, że Lorka rozdziobie wszystko widelcem, obliterując ciasto w drobny mak, żeby wyjeść same rodzynki!! Czy co tam akurat spodoba się jej bardziej ptasiej części natury. A wiecie kto potem musiał to po niej jeść? No kto?!
– Auror Aaron Moody – przywitał się, odpowiadając na uścisk dłoni Anthony'ego, ale nie na jego uśmiech.
Nie podobał mu się jego uśmiech.
Był zbyt śliski.
– Dopóki nie ma aktu oskarżenia, powiedziałbym, że to pospolite donosicielstwo, a nie składanie zeznań – zauważył, przybrawszy nieprzeniknioną minę, po której nie sposób było domyślić się, czy żartuje, czy mówi poważnie. Wypowiedział swoją uwagę lekkim tonem, a jednak trudno było powstrzymać się od wrażenia, jak gdyby pewna drapieżność pojawiła się nagle w postawie Aarona. Jak gdyby był kotem, który podżega łapą upolowaną zdobycz, żeby przedłużyć przyjemność z udanych łowów.
"Gdzie kończy się człowieczeństwo, panie Moody?", pytała Lorien. "Pani nie pyta o to, gdzie się kończy, tylko gdzie się zaczyna", odpowiedział jej wtedy. Hardym było wówczas jego spojrzenie, pomyślał, jak gdyby z sentymentem. A jednak miękkim był dotyk, o którym myśleć nie chciał, bo czasem zbyt szybko przekuwał myśli w czyny.
Więc odsunął się od niej, nakładając z powrotem marynarkę. Powiódł kontrolnie ręką wzdłuż kołnierzyka, spojrzenie skupiając jednak na powleczonych szminką wargach Lorien, jak gdyby spodziewał się, że odczytają akt oskarżenia wobec siebie samych. A potem podał jej ramię, aby mogli wspólnie opuścić zaciszny balkon.
Stanęli obok stołu z datkami, dołączając do Philomeny Mulciber, która szastała pieniędzmi z pełną wyższości ostentacją. Wystudiowanymi były gesty burżujskich dam, którym tak bardzo zależało na kupionej chwale. Nie szukały poklasku, a jednak domagały się uznania. Na słowa Lorien przymrużył tylko delikatnie oczy, zastanawiając się jednak na pół okrutnie, na pół żartobliwie, na ile wyceniła nazwisko męża, który zdechł, zanim zdążyła się nim nacieszyć. Może dlatego zaczął łowić uchem plotki na temat Mulciberów...
percepcja, plotki
Rzut N 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana
...A przynajmniej dopóki do szacownego grona nie dołączył Anthony Shafiq.
Jaką osobą był Anthony Shafiq? Aaron Moody niemal natychmiast zdecydował, że mężczyzna wygląda mu na kogoś, kto nie skorzystałby z przysługującego mu prawa do zachowania milczenia, nawet gdyby leżało to w jego interesie. Za bardzo kochał brzmienie własnego głosu, jak każdy ministerialny ważniak. Być może właśnie to jego głos wpasowywał się w gusta Lorien Mulciber, która zawsze wyrażała się o nim w samych superlatywach. Bo przecież nie mogło się wpasować w jej gusta przyrodzenie mości Anthony'ego, o którym Woodard trąbił Aaronowi, że jest tak małe, że trzeba je oglądać przez szkło powiększające od jubilera z Borgin&Burke, żeby cokolwiek zobaczyć. "A taki jubiler na klejnotach się przecież zna." Trudno było się kłócić z logiką przyjaciela, z którym jednomyślnie stwierdził, że Anthony to ma jakąś taką podejrzaną mordę, gdy poszli się odlać za pubem: nawet tam, na ścianie zapomnianego zaułka, wisiał plakat z twarzą szefa OHMSM. Szkoda, że reklama wisiała za wysoko, żeby udało się wycelować w jego oko.
Bo Aaronowi drgnęła nerwowo powieka, gdy Anthony podał Lorien talerzyk z tortem, i to nie tylko ze względów bezpieczeństwa.
Czy Anthony naprawdę przyjaźnił się z Lorien? Przecież wiadomym było, że Lorka rozdziobie wszystko widelcem, obliterując ciasto w drobny mak, żeby wyjeść same rodzynki!! Czy co tam akurat spodoba się jej bardziej ptasiej części natury. A wiecie kto potem musiał to po niej jeść? No kto?!
– Auror Aaron Moody – przywitał się, odpowiadając na uścisk dłoni Anthony'ego, ale nie na jego uśmiech.
Nie podobał mu się jego uśmiech.
Był zbyt śliski.
– Dopóki nie ma aktu oskarżenia, powiedziałbym, że to pospolite donosicielstwo, a nie składanie zeznań – zauważył, przybrawszy nieprzeniknioną minę, po której nie sposób było domyślić się, czy żartuje, czy mówi poważnie. Wypowiedział swoją uwagę lekkim tonem, a jednak trudno było powstrzymać się od wrażenia, jak gdyby pewna drapieżność pojawiła się nagle w postawie Aarona. Jak gdyby był kotem, który podżega łapą upolowaną zdobycz, żeby przedłużyć przyjemność z udanych łowów.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.