06.10.2025, 17:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2025, 18:03 przez Millie Moody.)
Słowa Ceolsige zaszumiały wkoło, jak morska bryza, a blondynka na moment objawiła się Miles niczym złudna syrena. Takie gładkie słówka, takie śliczne oczka, a w paszczy rząd ostrych zębów gotowych przegryźć Ci szyję i żerować na Twoim ciele.
– Poprzednim razem aż tak Ci się podobało? – dzwoneczek na czarnej aksamitce. To było zabawne, gdy Moody miała zawiązane oczy. W ogóle relacja z Sige była zabawna. Odchyliła się na krześle w otwartej pozie, butem zapierając się o nogę stolika i hardo podejmując wyzwanie zwyczajowego powitania ślizgonki z gryfonką. Owszem czuła się jakby szkołę skończyła wczoraj, ale Burczynka nie musiała jej tego punktować. Uwielbiała jej to punktować. Och pani dorosła i odpowiedzialna z własnym biznesem. Niech się tylko nie udławi tą całą dorosłością. Obie wiedziały, co lubi. Obie miały świadomość, że skończą podobnie. Jako stare panny. Nie żeby którejkolwiek to przeszkadzało.
– Dla Ciebie zawsze Sige, wolę tak niż wleci na Ciebie jakiś donos znowu. Ale hej, jestem prywatnie, po Beltane owo przeczochranie sprawia że nie przechodzę testów na głowę. To ponoć służy bardzo wróżbiarstwu, ale do Niewymownych tez mnie nie wezmą. Jak żyć powiedz mi? Jak żyć? – nagle postawiła z łupnięciem krzesło do pionu nim ta pinda zdążyła usiąść, wstała i w dwóch krokach podeszła do najpiękniejszej dziewczyny Nokturnu. No dobrze, Ambrosia była najpiękniejsza. Ta dupera z zakładu pogrzebowego też niczego sobie, choć jakby Moody miała wybierać, to wolałaby, żeby miała nieco więcej ciała (hipokryzja niestety silna była w jej genach). – Dobrze, że nic Ci się nie stało w Spaloną głupia babo. Mogłaś dać mi znać wcześniej, żę wszystko u Ciebie dobrze. – Poklepała ją energicznie po plecach mimo różnicy wzrostu.
– Ale nic to, siadaj, pijmy, wlewajmy w siebie tą naftę. Za kilka dni Mabon i sądząc po stanie mieszkań to wszyscy wypierdolą poza Londyn. Też się wybierasz? Jakiś kiermasz mają zrobić, ale nie jak na Lammas tylko dużo, dużo mniejszy. Nawet mi się nie chce tam iść, ostatnio posrańcy robili pokaz sztucznych ogni i mnie ścieło. Ale hej, dzięki temu mam większą dawkę eliksirów szczęścia! – wróciła do stolika i wzniosła kufel by zderzyć się z jej naczyniem, a potem bardzo odpowiedzialnie zalała swoje słowa alkoholem. – Też jedziesz do starych Sige? Czy masz inne plany?
– Poprzednim razem aż tak Ci się podobało? – dzwoneczek na czarnej aksamitce. To było zabawne, gdy Moody miała zawiązane oczy. W ogóle relacja z Sige była zabawna. Odchyliła się na krześle w otwartej pozie, butem zapierając się o nogę stolika i hardo podejmując wyzwanie zwyczajowego powitania ślizgonki z gryfonką. Owszem czuła się jakby szkołę skończyła wczoraj, ale Burczynka nie musiała jej tego punktować. Uwielbiała jej to punktować. Och pani dorosła i odpowiedzialna z własnym biznesem. Niech się tylko nie udławi tą całą dorosłością. Obie wiedziały, co lubi. Obie miały świadomość, że skończą podobnie. Jako stare panny. Nie żeby którejkolwiek to przeszkadzało.
– Dla Ciebie zawsze Sige, wolę tak niż wleci na Ciebie jakiś donos znowu. Ale hej, jestem prywatnie, po Beltane owo przeczochranie sprawia że nie przechodzę testów na głowę. To ponoć służy bardzo wróżbiarstwu, ale do Niewymownych tez mnie nie wezmą. Jak żyć powiedz mi? Jak żyć? – nagle postawiła z łupnięciem krzesło do pionu nim ta pinda zdążyła usiąść, wstała i w dwóch krokach podeszła do najpiękniejszej dziewczyny Nokturnu. No dobrze, Ambrosia była najpiękniejsza. Ta dupera z zakładu pogrzebowego też niczego sobie, choć jakby Moody miała wybierać, to wolałaby, żeby miała nieco więcej ciała (hipokryzja niestety silna była w jej genach). – Dobrze, że nic Ci się nie stało w Spaloną głupia babo. Mogłaś dać mi znać wcześniej, żę wszystko u Ciebie dobrze. – Poklepała ją energicznie po plecach mimo różnicy wzrostu.
– Ale nic to, siadaj, pijmy, wlewajmy w siebie tą naftę. Za kilka dni Mabon i sądząc po stanie mieszkań to wszyscy wypierdolą poza Londyn. Też się wybierasz? Jakiś kiermasz mają zrobić, ale nie jak na Lammas tylko dużo, dużo mniejszy. Nawet mi się nie chce tam iść, ostatnio posrańcy robili pokaz sztucznych ogni i mnie ścieło. Ale hej, dzięki temu mam większą dawkę eliksirów szczęścia! – wróciła do stolika i wzniosła kufel by zderzyć się z jej naczyniem, a potem bardzo odpowiedzialnie zalała swoje słowa alkoholem. – Też jedziesz do starych Sige? Czy masz inne plany?