06.10.2025, 18:55 ✶
Zamknęła za kociakiem drzwi, odcinając sypialnię od reszty mieszkania, po czym odwróciła się w stronę mężczyzny. W odpowiedzi na jego słowa rozbrzmiało jedynie ciche mruczenie Świstka. Kot wyciągnął się leniwie na kocu, ale Mona pomyślała, że jego obecność — mimo kociego egoizmu — była nader potrzebna.
Twój ojciec był złym człowiekiem, pomyślała. Samo wspomnienie o Deadalusie Prewetcie odbierało jej siły. Od dnia tamtego wieczoru na nieszczęsnym Wieczorku Singli, kiedy podniosła głos na Icarusa, Mona starała się unikać rozmów o jego ojcu. O zmarłych nie wypadało mówić źle, ale w jej przypadku trudno było o milszą pamięć.
Zresztą, to co w Icarusie było kruche, podatne na złamania i destrukcję, dziwnie współgrało z tym, co w niej samej pękało od lat, więc powiedziała jedynie:
— Nie musisz się już więcej karać, Ari. Już wystarczy.
Mona przesunęła się bliżej. Zrobiła to niezgrabnie, zapominając jak działało w istocie własne ciało. Kolanem zahaczyła o jego udo, koc się zawinął wokół jej nóg jak kapryśna winorośl, a materiał zsunął się mu z ramion. — Przepraszam. Nie jestem w tym dobra — parsknęła cicho, odrobinę sobą zażenowana. Wyciągnęła lewą rękę i sięgnęła, żeby poprawić koc, lecz ten gest przyciągnął ją jeszcze bliżej do niego. Następnie poprawiła koc na jego ramionach. Jej włosy musnęły jego skroń, policzek prawie dotknął ramienia Icarusa.
Koc był ogromny.
Zawahała się. Nie miała na sobie protezy, a prawy rękaw bluzki zwisał swobodnie, miękko załamywał się przy łokciu. Tak było łatwiej, pomyślała jeszcze, kiedy usiadła obok niego, nie musiała się martwić, że to zauważył. W tym ułożeniu brak zdawał się mniej oczywisty, więc zamiast jednak się odsunąć, wsunęła się pod koc razem z nim, ramieniem dotykając jego ramienia, udem jego uda.
Twój ojciec był złym człowiekiem, pomyślała. Samo wspomnienie o Deadalusie Prewetcie odbierało jej siły. Od dnia tamtego wieczoru na nieszczęsnym Wieczorku Singli, kiedy podniosła głos na Icarusa, Mona starała się unikać rozmów o jego ojcu. O zmarłych nie wypadało mówić źle, ale w jej przypadku trudno było o milszą pamięć.
Zresztą, to co w Icarusie było kruche, podatne na złamania i destrukcję, dziwnie współgrało z tym, co w niej samej pękało od lat, więc powiedziała jedynie:
— Nie musisz się już więcej karać, Ari. Już wystarczy.
Mona przesunęła się bliżej. Zrobiła to niezgrabnie, zapominając jak działało w istocie własne ciało. Kolanem zahaczyła o jego udo, koc się zawinął wokół jej nóg jak kapryśna winorośl, a materiał zsunął się mu z ramion. — Przepraszam. Nie jestem w tym dobra — parsknęła cicho, odrobinę sobą zażenowana. Wyciągnęła lewą rękę i sięgnęła, żeby poprawić koc, lecz ten gest przyciągnął ją jeszcze bliżej do niego. Następnie poprawiła koc na jego ramionach. Jej włosy musnęły jego skroń, policzek prawie dotknął ramienia Icarusa.
Koc był ogromny.
Zawahała się. Nie miała na sobie protezy, a prawy rękaw bluzki zwisał swobodnie, miękko załamywał się przy łokciu. Tak było łatwiej, pomyślała jeszcze, kiedy usiadła obok niego, nie musiała się martwić, że to zauważył. W tym ułożeniu brak zdawał się mniej oczywisty, więc zamiast jednak się odsunąć, wsunęła się pod koc razem z nim, ramieniem dotykając jego ramienia, udem jego uda.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła