Robert,
Pamiętasz, jak dwa tygodnie temu wspominałeś o zakupie nieruchomości?
Byłbym chętny. Te mugolskie wieżowce World’s End wołają me imię za każdym razem, kiedy przejeżdżam obok nich w drodze do i od Henry’ego. Tylko jeżeli myślisz o wynajmie, to musimy kupić dwa, bo ja potrzebuję dla siebie. Moje mieszkanie przy Horyzontalnej jest wciąż niezdatne do użytku, a Henry’emu nie mogę się dłużej narzucać. Może w pakiecie będzie jakoś taniej?
Przypuszczam, że po 8 września strasznie trudno o mieszkania, ale może znasz jakieś prawne sztuczki, które by nam pomogły? Nie chcę robić nic nielegalnego, ale… no, sam wiesz najlepiej, czasami trzeba nagiąć zasady. Nie, żebym namawiał do czynu zabronionego, czy coś.
Podobnie, oświadczam, że dołączony do listu skromny upominek nie jest łapówką. Potraktuj go jako zadośćuczynienie za Twoje wczorajsze straty. W końcu okazanie skruchy jest chyba okolicznością łagodzącą, co?
Pomyśl i daj znać.
P.S. Czy te eliksiry trzeźwości sprawiają, że nie ma się na drugi dzień kaca?
P.P.S. Uważaj na Arabeskę, będzie próbowała zjeść ciastka!
Arabeska, dorodny kruk Hannibala, dostarczyła ten list w dzień po Mabon. W dołączonej do niego paczuszce znajdowały się - zabezpieczone przed kruczym dziobem metalową puszką - kruche ciasteczka o różnych kształtach. Puszka nosiła dwa ślady potężnych dziobnięć, a ptak na oczach Roberta spróbował walnąć w nią dziobem jeszcze raz.