Każdy ród miał dziwaczne sekrety i historie, które nawet niekoniecznie musiały być szczególnie tragiczne, ale nawiedzały, czasami nawet dosłownie, ich życia jeszcze przez pokolenia. Jak właśnie historia z gęsią, którą pióro skrupulatnie zanotowało. Wydawało się błahe, ale doskonale pamiętał dramatyczną historię sprzed stu lat o tym, że Selwyni ukradli Potterom recepturę na konkretny odcień różu na policzki o właściwościach, których już nikt nie pamiętał, a który podobnież miał stworzyć ich magię, na bazie tej drugiego rodu. Oczywiście opowieść tę sprzedała mu jego szwagierka z Potterów, co sprawiało, że była bardzo jednostronna.
Morpheus podał rodzeństwu fiolki ze wspomnieniem wizji i otworzył skrzynkę, w której znajdowała się departamentowa myślodsiewnia. Bez względu na to, czy skorzystali z bezpośredniej formy wizji czy nie, opowiedział im, co widział.
Las szumiał złowrogo, zupełnie tak jakby drzewa starały się ciebie ostrzec przed niebezpieczeństwem. Lecz przecież ty nie byłeś tu i teraz, znajdowałeś się gdzie indziej. W dwóch, może trzech miejscach naraz. Obraz Kniei został momentalnie przytłumiony przed dojmujące uczucie grozy, by w jednej sekundzie drzewa zmieniły swój wygląd. Nie widziałeś już strzelistych, grubych pni, pokrytych wieloletnią korą. Widziałeś gęsty, czarny dym, owijający się wokół roślinności. Ta płakała, chociaż bezgłośnie. Czułeś jej rozpacz, czułeś przerażenie. Czułeś jej ból tak, jakby to była twoja własna tragedia. Bolało cię fizycznie - ciało, ale także bolała cię dusza. Dojmujące przerażenie sprawiało, że nie mogłeś się ruszyć, lecz świat postanowił zrobić to za ciebie. Sceneria wokół zawirowała, a ty znowu stałeś w sadzie Abbottów. Widziałeś jak się przegrupowują, nakładając na furtki pieczęcie. Widziałeś aurorów i klątwołamaczy, kręcących się wokół zamkniętej części sadu. Widziałeś Mirabellę razem z jej mężem, którzy gestykulują żywo, rozmawiając z... Kimś. Chyba mężczyzną, ale nie byłeś pewny, bo postać wydawała ci się zrobiona z dymu. Gdy wyciągnąłeś rękę, by ją pochwycić, rozwiała się, a ziemia ponownie się zatrzęsła.
Po przekazaniu całości milczał, w końcu wizja nie była ani przyjemna ani jasna, a wielu w wizje w ogóle nie wierzyło i uważało jasnowidzenie za szarlatanerię. Podziękował dwójce za współpracę, poprosił o kontakt bezpośrednio do niego, gdyby dowiedzieli się czegoś we własnym zakresie lub coś przypomnieli i pożegnał. Podszedł jeszcze do stołu z pysznościami, jednak zamiast poczęstować się, wziął jeden z dekoracyjnych kwiatów i wsadził sobie za ucho jako dekorację.
Przecież wiadomo, że Niewymowni byli szurnięci.
//Wizja jest cytatem sesji z MG