06.10.2025, 23:17 ✶
— Jeśli chcesz otrzymać potencjalną reklamację najpierw musiałbys mi zapłacić – powiedział, zupełnie nie na poważnie i zdecydowanie tak aby trochę podroczyć się z Thomasem, a potem aby ten naprawdę nie wpadł na pomysł, by mu zapłacić wstał z łóżka i zaczął pakować wszystkie medyczne rzeczy z powrotem do swojej torby.
– Czyli widzisz. Śmierć to nic takiego – powiedział, gdy ponownie usiadł na łóżku I... Poczuł jak teraz, gdy już wszystko było załatwione, gnieżdżące się w nim zmęczenie powoli przejmuje nad nim władzę.
– Chyba jednak wolę interpretację Millie – mruknął już nieco mniej przytomnie, myśląc o słowach czarownicy, ale... Myślenie coraz szybciej stawało się coraz trudniejsze, zwłaszcza gdy pozostała dwójka znalazła się przy oknie, a on wykorzystał tę okazję, aby położyć się na łóżku. Ale tylko na chwilę. Naprawdę. Zaraz otworzy oczy, ogarnie się i... I czy Thomas nie powiedział czegoś o ciagnięciu? Czemu oni oboje mówili dzisiaj o ciągnięciu? – Rozumiem, że za mało nawdychaliście się jeszcze dymu? Musicie i tak palić?
Millie mówiła coś o pegazie, baranie i kimś jeszcze, a on naprawdę próbował skupić się na tej rozmowie. To znaczy z Moody rozmawiał tylko Thomas, Basilius ograniczył się jedynie do krótkiego dobry pomysł, które miało brzmieć tak jakby wcale nie zasypiał. Zaraz otworzy ponownie oczy. Zaraz przeprosi Millie i poprosi ją aby jednak załatwiła mu osobny pokój, lub chociaż materac. Zaraz wstanie z łóżka i to zrobi tylko musi chwilę tak poleżeć, bo nagle w jego całym ciele zabrakło jakiejkolwiek siły. To był naprawdę wykańczający dzień. Bolała go głowa. Nogi były niczym z waty. Co jakiś czas płuca domagały się odkaszlnięcia. Pożary wymęczyły go do tego stopnia, że naprawdę nie powinien był przychodzić dzisiaj do pracy, a potem w pracy Atreusowi noga zepsuła się jeszcze bardziej, a on sam skończył w schowku z Brenną. A potem okazało się, że Florence nie żyła i to dalej było tak bardzo abstrakcyjne, że chyba wciąż nie wszystko do niego dochodziło. Zamrugał oczami aby odgonić łzy, wbił spojrzenie w sufit i spróbował skupić się na głosie przyjaciół. I to pomogło bo to całe gadanie o połykaniu ryb i wszystkim innym sprawiało, że powoli zapominał o wszystkim innym w tym też o tym, że przecież miał tutaj nie zasypiać. A powieki były coraz cięższe...
I wtedy usłyszał kaszel.
– Wszystko w porządku? – spytał, siadając nagle na łóżku na tyle szybko, że zakręciło mu się w głowie, gdy bardzo nieprzytomnie spojrzał na dwójkę czarodziei, próbując zrozumieć kto zaczął kaszleć. – Mówiłem że nie warto palić. – Mówił? A może nie mówił. – Mam... Mam w torbie coś na kaszel. Jeśli potrzebujecie.
– Czyli widzisz. Śmierć to nic takiego – powiedział, gdy ponownie usiadł na łóżku I... Poczuł jak teraz, gdy już wszystko było załatwione, gnieżdżące się w nim zmęczenie powoli przejmuje nad nim władzę.
– Chyba jednak wolę interpretację Millie – mruknął już nieco mniej przytomnie, myśląc o słowach czarownicy, ale... Myślenie coraz szybciej stawało się coraz trudniejsze, zwłaszcza gdy pozostała dwójka znalazła się przy oknie, a on wykorzystał tę okazję, aby położyć się na łóżku. Ale tylko na chwilę. Naprawdę. Zaraz otworzy oczy, ogarnie się i... I czy Thomas nie powiedział czegoś o ciagnięciu? Czemu oni oboje mówili dzisiaj o ciągnięciu? – Rozumiem, że za mało nawdychaliście się jeszcze dymu? Musicie i tak palić?
Millie mówiła coś o pegazie, baranie i kimś jeszcze, a on naprawdę próbował skupić się na tej rozmowie. To znaczy z Moody rozmawiał tylko Thomas, Basilius ograniczył się jedynie do krótkiego dobry pomysł, które miało brzmieć tak jakby wcale nie zasypiał. Zaraz otworzy ponownie oczy. Zaraz przeprosi Millie i poprosi ją aby jednak załatwiła mu osobny pokój, lub chociaż materac. Zaraz wstanie z łóżka i to zrobi tylko musi chwilę tak poleżeć, bo nagle w jego całym ciele zabrakło jakiejkolwiek siły. To był naprawdę wykańczający dzień. Bolała go głowa. Nogi były niczym z waty. Co jakiś czas płuca domagały się odkaszlnięcia. Pożary wymęczyły go do tego stopnia, że naprawdę nie powinien był przychodzić dzisiaj do pracy, a potem w pracy Atreusowi noga zepsuła się jeszcze bardziej, a on sam skończył w schowku z Brenną. A potem okazało się, że Florence nie żyła i to dalej było tak bardzo abstrakcyjne, że chyba wciąż nie wszystko do niego dochodziło. Zamrugał oczami aby odgonić łzy, wbił spojrzenie w sufit i spróbował skupić się na głosie przyjaciół. I to pomogło bo to całe gadanie o połykaniu ryb i wszystkim innym sprawiało, że powoli zapominał o wszystkim innym w tym też o tym, że przecież miał tutaj nie zasypiać. A powieki były coraz cięższe...
I wtedy usłyszał kaszel.
– Wszystko w porządku? – spytał, siadając nagle na łóżku na tyle szybko, że zakręciło mu się w głowie, gdy bardzo nieprzytomnie spojrzał na dwójkę czarodziei, próbując zrozumieć kto zaczął kaszleć. – Mówiłem że nie warto palić. – Mówił? A może nie mówił. – Mam... Mam w torbie coś na kaszel. Jeśli potrzebujecie.