07.10.2025, 12:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2025, 12:07 przez Anthony Shafiq.)
Ktoś był, ktoś coś zabrał, ktoś jeszcze nie posprzątał szkła. Najważniejsze w tym wszystkim było jednak to, że nie było tam żadnych klątw widocznych ani dla nowicjusza, ani dla osoby o zbyt wielkim, zbyt bolesnym doświadczeniu. Tymczasem do ich nozdrzy dolatywała o wiele przyjemniejsza woń pieczonej kaczki walczącej o uwagę z wszechobecnymi zgliszczami.
Anthony bowiem miał tak niebywałe szczęście, jeśli chodzi o Spaloną Noc, że pewnie gdyby nie jego układy z pewną tajną grupą działającą na pograniczu prawa, ktoś realnie mógłby założyć i przypuszczać, że Śmierciożercy roztoczyli nad nim ochronną banieczkę. Mieszkanie w Londynie przetrwało - składał to na karb ściany przylegającej do Biblioteki Parkinsonów, której zaklęcia ochronne porównywalne było z magią krwi sprawiającą, że ani oni, ani książki nie płonęły. A może chodziło o to, że była to siedziba czystokrwistej familii? Anthony nie chciał tego roztrząsać, tak jak nie chciał roztrząsać faktu, że w Little Hangleton ledwie wywaliło mu okna.
Oczywiście był zimno i ponuro, a kolejki do rzemieślników ciągnęły się wzdłuż Tamizy.
Dalej jednak w mury nie weszła żadna sadzowa zaraza (a słyszał od pracowników jak bardzo źle potrafiło być!), nic nie dusiło go tu, gdy zdrzemnął się raz w bibliotece nad papierami, żadna dziwna runa nie objawiała się na ścianach.
Był pod tym względem pączkiem w maśle, który teraz nadzorował wyciąganie przez Wergiliusza kaczki z pieca.
– Myślę, że wolałbym zjeść na dworze, ale z drugiej strony nie powinny im przeszkadzać warunki w kuchni... – zamyślił się. Bletchleyowie "wychowywali" go dość brutalnie do rzeczywistości w której ludzie nie tylko wchodzą do kuchni, ale też siadają w niej przy stole i rozmawiają, zamiast czynić to w jadalni, gdy służba już poda wszystko co niezbędne do posiłku. To pomieszczenie miało zamiast okien jasny wzmacniany materiał, który trochę przepuszczał światło i nadymał się od wiatru, ale zabezpieczał przestrzeń, a kandelabry oświetlały przestrzeń wystarczająco. – Nakryj do stołu tutaj, wyślę im wiadomość i spróbuję jakoś... podrasować widoki. – tym razem się spieszył więc do Lazarusa poleciał ledwie samolocik, który niósł ze sobą prostą notkę:
a sam wyciągnął przed siebie rękę by ukształtować... obraz.
Anthony bowiem miał tak niebywałe szczęście, jeśli chodzi o Spaloną Noc, że pewnie gdyby nie jego układy z pewną tajną grupą działającą na pograniczu prawa, ktoś realnie mógłby założyć i przypuszczać, że Śmierciożercy roztoczyli nad nim ochronną banieczkę. Mieszkanie w Londynie przetrwało - składał to na karb ściany przylegającej do Biblioteki Parkinsonów, której zaklęcia ochronne porównywalne było z magią krwi sprawiającą, że ani oni, ani książki nie płonęły. A może chodziło o to, że była to siedziba czystokrwistej familii? Anthony nie chciał tego roztrząsać, tak jak nie chciał roztrząsać faktu, że w Little Hangleton ledwie wywaliło mu okna.
Oczywiście był zimno i ponuro, a kolejki do rzemieślników ciągnęły się wzdłuż Tamizy.
Dalej jednak w mury nie weszła żadna sadzowa zaraza (a słyszał od pracowników jak bardzo źle potrafiło być!), nic nie dusiło go tu, gdy zdrzemnął się raz w bibliotece nad papierami, żadna dziwna runa nie objawiała się na ścianach.
![[Obrazek: 007ef64a19b202efd0278075a87c5be8.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/00/7e/f6/007ef64a19b202efd0278075a87c5be8.jpg)
Był pod tym względem pączkiem w maśle, który teraz nadzorował wyciąganie przez Wergiliusza kaczki z pieca.
– Myślę, że wolałbym zjeść na dworze, ale z drugiej strony nie powinny im przeszkadzać warunki w kuchni... – zamyślił się. Bletchleyowie "wychowywali" go dość brutalnie do rzeczywistości w której ludzie nie tylko wchodzą do kuchni, ale też siadają w niej przy stole i rozmawiają, zamiast czynić to w jadalni, gdy służba już poda wszystko co niezbędne do posiłku. To pomieszczenie miało zamiast okien jasny wzmacniany materiał, który trochę przepuszczał światło i nadymał się od wiatru, ale zabezpieczał przestrzeń, a kandelabry oświetlały przestrzeń wystarczająco. – Nakryj do stołu tutaj, wyślę im wiadomość i spróbuję jakoś... podrasować widoki. – tym razem się spieszył więc do Lazarusa poleciał ledwie samolocik, który niósł ze sobą prostą notkę:
Zapraszam do kuchni
a sam wyciągnął przed siebie rękę by ukształtować... obraz.
Rzemiosło ○○○○○ + Kształtowanie ◉◉○○○ - Daltonizm I daje... ○○○○○?
Rzut T 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zmarszczył czoło, wpatrując się w niebieskiego kleksa na białym magicznym płótnie? Westchnął. Nigdy nie przepadał za sztukami wizualnymi, zwłaszcza wymagającymi koloru.
![[Obrazek: 2947553c48ac2ff963480a2995f0a52a.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/29/47/55/2947553c48ac2ff963480a2995f0a52a.jpg)