Stella zastanawiała się o co właściwie chodzi z tym kotem. Kiedy Darcy przekazał go dziewczynce zwierzę po raz kolejny wyrwało się z jej rąk. Nie wyglądało na to, żeby w ogóle chciało zostać złapane. Może ona kłamała i ten kot wcale do niej nie należał? Przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy panny Avery.
- Ma Pan rację, to nie ma najmniejszego sensu. Mała, to jest w ogóle Twój kot? Nie wygląda jakby Cię znał.- Zwróciła się jeszcze do dziecka. Widać było, że Stella ma powoli dość tego tematu i za chwilę pewnie stąd pójdzie. Nie będą łapać zwierzaka w nieskończoność.
Wtedy kot uciekł. Po prostu zwiał przed siebie. Nie mógł tak od razu? Wszystko byłoby prostsze. Nie zdążyła nawet odezwać się słowem, bo dziewczynka pobiegła za zwierzakiem. Może to i lepiej? Niech teraz dręczą kogoś innego, może będzie lepszym zaklinaczem zwierząt od tej dwójki.
- Niech Pan pokaże.- Podeszła bliżej mężczyzny i właściwie nie czekała na to, aż wyciągnie ręce, sama złapała za jedną z dłoni i na nią spojrzała. Syknęła cicho, kiedy zobaczyła, że kot zrobił mu krzywdę, wolała nie myśleć, jak mogła by wyglądać jej twarz. - Nie wygląda to dobrze.- Postanowiła skomentować. - Chodźmy może do tej apteki, przydałaby się Panu jakaś maść, nie wygląda to dobrze, a szkoda by było, żeby zostały blizny na rękach. - W końcu mężczyzna bezinteresownie przyszedł jej z pomocą. Wypadałoby się zainteresować obrażeniami, jakie mu się przytrafiły podczas tego całego zamieszania. - Co za krwiożercza bestia, a wyglądał na takie miłe stworzenie. - Wspomniała jeszcze o sprawcy tego całego zamieszania. - Ja nie jestem fanką zwierząt, żadnych, jak widać nigdy nie można przewidzieć, co siedzi im w głowach. - Stella lubiła mieć wszystko pod kontrolą, a w przypadku zwierząt nie było to wcale takie proste.