07.10.2025, 19:20 ✶
Lyssa powiodła spojrzeniem wzdłuż dłoni Cassandry, która ta ułożyła na jej ramieniu. Odpowiedziała tym samym, delikatnym uśmiechem, jednak wewnątrz miała nieco wątpliwości. Vakel wydawał się wybitnym wróżbitą i jasnowidzem, według oczywiście opinii publicznej, ale Lyssa nie była pewna czy był także wybitnym czarodziejem. Widziała jak zmuszał miotłę do zamiatania, ale oprócz tego?
Nie to żeby nie wierzyła w swojego papę. Czasem tylko miała wątpliwości.
Lyssa ma rację było jak miód na jej uszy. Uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona, kiwając do Cassandry głową, no bo raz jej się udało powiedzieć coś mądrego, to trzeba było to docenić. Peregrinus jednak zdawał się nie podzielać tego całego entuzjazmu odnośnie gry, uciekając się do absurdalnych bezczelności, czyli czarowania kart.
Panna Dolohov odwróciła głowę i przez chwilę patrzyła, jak kartonik podrywa się ze stosu i sam wykłada, żeby kontynuować grę. I przez chwilę, bardzo krótką z resztą, taką jedynie jak uderzenie serca, które pchnęło dalej całe emocje, Lyssa zwyczajnie stała.
- Chyba sobie ŻARTUJESZ! - wrzasnęła, zaciskając gniewnie pięści i tupiąc nogą. Tego jeszcze nie grali, takiej bezczelności w sensie. - To jest oszustwo i potwarz. Co nas w ogóle obchodzi to co się dzieje za oknem?! Jesteśmy w PRAWACH CZASU, gdzie JASNOWIDZ ROŚNIE NA JASNOWIDZU, A POD NIM KOLEJNY JASNOWIDZ, CZY TURAJ NIE POWINNO BYĆ BEZPIECZNIE!? - w przeciwieństwie do państwa dorosłych, jej zdawało w ogóle nie interesować to, co działo się za oknem. Cóż, trochę tak było, głównie dlatego że Lyssa uważała Prawa Czasu za pewną niezdobytą twierdzę. Miejsce spokoju, ale też i bezpieczeństwa, gdzie można było się schować przed całym światem. Najwyraźniej oni mieli inne zdanie.
- Dobrze, NIE CHCESZ GRAĆ, TO NIE! - złapała za karty leżące na stole, tylko po to by otworzyć okno i wyrzucić je przez nie, wpuszczając jednocześnie do środka ciężkawy, zgryźliwy zapach unoszącej się w powietrzu spalenizny.
Nie to żeby nie wierzyła w swojego papę. Czasem tylko miała wątpliwości.
Lyssa ma rację było jak miód na jej uszy. Uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona, kiwając do Cassandry głową, no bo raz jej się udało powiedzieć coś mądrego, to trzeba było to docenić. Peregrinus jednak zdawał się nie podzielać tego całego entuzjazmu odnośnie gry, uciekając się do absurdalnych bezczelności, czyli czarowania kart.
Panna Dolohov odwróciła głowę i przez chwilę patrzyła, jak kartonik podrywa się ze stosu i sam wykłada, żeby kontynuować grę. I przez chwilę, bardzo krótką z resztą, taką jedynie jak uderzenie serca, które pchnęło dalej całe emocje, Lyssa zwyczajnie stała.
- Chyba sobie ŻARTUJESZ! - wrzasnęła, zaciskając gniewnie pięści i tupiąc nogą. Tego jeszcze nie grali, takiej bezczelności w sensie. - To jest oszustwo i potwarz. Co nas w ogóle obchodzi to co się dzieje za oknem?! Jesteśmy w PRAWACH CZASU, gdzie JASNOWIDZ ROŚNIE NA JASNOWIDZU, A POD NIM KOLEJNY JASNOWIDZ, CZY TURAJ NIE POWINNO BYĆ BEZPIECZNIE!? - w przeciwieństwie do państwa dorosłych, jej zdawało w ogóle nie interesować to, co działo się za oknem. Cóż, trochę tak było, głównie dlatego że Lyssa uważała Prawa Czasu za pewną niezdobytą twierdzę. Miejsce spokoju, ale też i bezpieczeństwa, gdzie można było się schować przed całym światem. Najwyraźniej oni mieli inne zdanie.
- Dobrze, NIE CHCESZ GRAĆ, TO NIE! - złapała za karty leżące na stole, tylko po to by otworzyć okno i wyrzucić je przez nie, wpuszczając jednocześnie do środka ciężkawy, zgryźliwy zapach unoszącej się w powietrzu spalenizny.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.