– A widzisz się? – uśmiechnęła się do Cathala odrobinę złośliwie. A potem wywróciła oczami. – Zdradzę ci pewną tajemnicę, Cal, ale jakby co, to nie wiesz tego ode mnie – i nawet machnęła do niego konspiracyjnie dłonią, żeby się do niej trochę nachylił. – Jest takie powiedzenie, że kto się czubi, ten się lubi. A Jamilowi bardzo podoba się Nell… – zwiesiła głos, sądząc, że nie musi dodawać tutaj nic więcej. Brakowało tylko, żeby zaczęła nawijać sobie kosmyk włosów na palec. A potem puściła do Shafiqa oko.
– Nie wiem. Sądziłam, że jest w porządku. Może musisz osobiście zrobić test krzeseł i innych mebli w krytycznych miejscach obozu i to najlepiej w warunkach nie spoczynkowych… – była zmęczona, bo teraz zresztą filtr, który czasami nakładała na to, co mówiła, całkowicie opadł. – Ale oczywiście mogę zrobić obchód – dodała za chwilę, i oczami wyobraźni widziała sobie siebie jak maszeruje, dumnie przebierając kocimi łapkami. Zaraz pokręciła głową, chcąc odgonić ten dziwaczny obraz sprzed oczu.
Zdecydowanie potrzebowała odpocząć.
– Nie wszystko – ręka jej drgnęła, gdy tak czekała, aż Cathal w końcu wypije odmierzoną dla niego dawkę Szkiele-Wzro, żeby mogła odebrać od niego szklankę. – Na przykład z jakiegoś powodu unikasz fasolek wszystkich smaków… W ogóle mówiłam ci, że poznałam Bertiego Botta? I wygrałam na Lammas możliwość, żeby zrobił dla mnie na zamówienie tort – paplała, a kiedy już Shafiq wykrzywił się, jakby właśnie polizał super turbo kwaśną cytrynę, uśmiechnęła się do niego życzliwie, nie komentując nic na temat robienia min. – Na pewno nie chcesz, żeby zająć się też tymi poparzeniami? Jutro będzie mniej dokuczać, obiecuję.
Czekoladka czekała na Cathala rano.