• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me

[Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#5
08.10.2025, 12:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2025, 12:52 przez Lazarus Lovegood.)  
Lecznica Dusz była dobrym miejscem. Strasznym miejscem. Bezpiecznym miejscem. Więzieniem. Wygodnym kokonem. Czasami polem bitwy, czasami cyrkiem. Dla wielu - domem.
Białe ściany. Białe łóżko. Szafka. Stolik. Zamknięte okno. Zaklęcia ochronne.
Piżama bez sznurków, plastikowe sztućce, jak dla dzieci, golenie tylko przez personel - nigdy sam na sam. Towarzystwo sanitariusza podczas wizyt w łazience - młodszy od Lazarusa chłopak, który ze znudzonym wyrazem twarzy ostentacyjnie patrzył w ścianę, kiedy Lazarus rozbierał się i brał prysznic. Namiastka prywatności.

Różdżkę odebrano mu pierwszej nocy, przy przyjęciu. Nie pamiętał tego. Następnego ranka podsunęli mu oświadczenie o dobrowolnym oddaniu jej w depozyt. Podpisał.
- Spokojnie, kiedy ocenimy pana stan psychiczny, jako stabilny, a poczytalność jako wystarczającą, oddamy ją panu - nie “jeśli”. “Kiedy”. Profesjonalny optymizm. Przecież jesteś tu, żeby wyzdrowieć.

Z czego?

Z zabicia człowieka?


Mijały dni, jeden podobny do drugiego, śniadanie, leki, terapia, zajęcia grupowe, lunch, hipnoza, czas wolny, kolacja, leki. Zdjęto mu opatrunki i zaaplikowano maści mające usunąć blizny - widoczne ślady jego decyzji i porażki. Do rozkładu dnia dołączyły wizyty uzdrowiciela, który pomagał jego dłoniom wrócić do pełnej sprawności.
Ale co ważniejsze, mijały noce.
A w nocy przychodziła ona.
Nadal nie wiedział, jak ma na imię. Mówiła przez szybę, popielnymi słowami i obrazami, teatrem lalek i cieni. Wypełniała mu długie, mroczne godziny, gdy bał się zasnąć, bo eliksiry, które dostawał, sprawiały, że we śnie czaiły się koszmary, w samotności głosy, a w ciemnościach cienie, inne, niż te jej, wyciągające po niego długie palce i choć codziennie tęsknił do spokoju i wolności śmierci, co noc z rozszerzonymi strachem oczami błagał je: ”Nie tak, nie tak!”
Po ośmiu dniach zaczął wypluwać wieczorną porcję medykamentów, bo to było łatwiej ukryć, niż poranną.
Uzdrowicielom mówił jednak, że działają, bo tak podpowiadała ona.

Był przykładnym pacjentem. Jadł śniadanie.  Przyjmował leki lub skutecznie to symulował. Uczestniczył w terapii. Poddawał się hipnozie.
- Teraz żałuję. Drugi raz bym tego nie zrobił - mówił - Chcę stąd wyjść.
Tak, jak podpowiadała ona.
Zanim się zorientował, zaczął wyczekiwać na zmrok, litościwie szybki w grudniowe wieczory, na jej odwiedziny. Na conocne potwierdzenie, że nie była snem ani wytworem jego umysłu. Że nie jest sam.
Magipsychiatrzy zauważyli to.
- Chciałbym wyjść na świeże powietrze - mówił słowa, które przeczytał poprzedniej nocy na szybie, jej słowa, ale przecież naprawdę tego chciał - Potrzeba mi przestrzeni.

Wreszcie pozwolono mu na spacery na świeżym powietrzu. Lazarus wiedział już wtedy, którzy opiekunowie przykładają się do swoich obowiązków, a którzy korzystają z okazji, by zapalić lub pogapić się bezczynnie w niebo. Za drugim razem właśnie taki sanitariusz wyprowadzał go na spacer, jak psa i gdy owinięty po oczy grubym szalem i z rękami wbitymi głęboko w kieszenie odwrócił się plecami od pacjenta, by podziwiać majestatyczny budynek Więzienia Dusz, Lazarus podszedł pod własne okno.
Siedem kroków w lewo i trzy w tył.
Doskonale obojętnie, jakby bez większego zaangażowania kontemplował roślinę, odchylił butem gałęzie płożącego jałowca.
Dwanaście i pół cala. Brzoza i futro magicznej wiewiórki. Cienka i giętka, jak witka. Trochę nierówna.
Wrócił do celi, jak grzeczny więzień.

Udało mu się ją przemycić i ukryć pod materacem. W popołudniowym czasie wolnym dokończył książkę, którą wypożyczono mu ze szpitalnej biblioteki. Zjadł obiad. Przyjął eliksiry. Umył się w samotności, bo personel spędzający sylwestrową noc w pracy, był chętniejszy do ustępstw. Lazarus wymówił się od wspólnego czekania na północ. Powiedział, że jest zmęczony. 
Gdy tej nocy przyszła po niego, był gotowy.

Nie czekała pod oknem, ale jej papierowy król Artur wskazał mu drogę. Różdżka. Obca, ale akceptowalna. Iluzja, cienka, ale przy odrobinie szczęścia powinna mu kupić jeden obchód nieuważnego strażnika. Dres założony na pasiak szpitalną piżamę. Skoncentrowane Rozproszenie, małe, precyzyjne. Ostrożnie wytopiony kawałek w magicznej barierze.
Podszedł do okna. Przyłożył czoło do szyby. Gorące - zimne. Wpatrzył się w śnieg po drugiej stronie. Wdech. Wydech.
Pop!

Zimno uderzyło go w twarz, w ręce, w mgnieniu oka przeniknęło przez szpitalne kapcie. Zorientował się, że zostawi ślady, więc odwrócił się tyłem do wybranego kierunku, przeszedł kilka kroków, czując, jak mokry śnieg przesiąka prze skarpetki i - pop! teleportował się daleko w tył, za ogrodzenie, tam, gdzie w oddali widniał skraj Kniei.

Pospieszna teleportacja nie była dokładna i poślizgnął się na nierównym gruncie. Upadł na dłonie i kolana, ciało, przyzwyczajone do ciepła szpitalnej sali zaczęło drżeć z zimna. Pozbierał się, oszołomiony tym, czego właśnie dokonał i ruszył chwiejnym krokiem w stronę lasu, ślizgając się i potykając na wykrotach.

Był wolny.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (1915), Lazarus Lovegood (2586)




Wiadomości w tym wątku
[Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Lazarus Lovegood - 05.09.2025, 15:02
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Helloise Rowle - 15.09.2025, 13:16
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Lazarus Lovegood - 16.09.2025, 16:26
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Helloise Rowle - 05.10.2025, 19:00
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Lazarus Lovegood - 08.10.2025, 12:34
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Helloise Rowle - 13.11.2025, 00:00
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Lazarus Lovegood - 03.12.2025, 07:41
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Helloise Rowle - 02.03.2026, 21:31
RE: [Grudzień 1965, Helloise & Lazarus] Madness is the gift that has been given to me - przez Lazarus Lovegood - 02.04.2026, 20:35

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa