21.02.2023, 11:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 17:51 przez Cathal Shafiq.)
Pod pewnymi względami Ulysses i Cathal byli podobni. Obaj obarczeni podobną chorobą, obaj w młodości obarczeni konkretnymi oczekiwaniami rodzin czystej krwi, obaj wychowywani w podobnym środowisku. Pod innymi skrajnie inni. Mogło to wynikać z charakteru i wrodzonego uporu Cathala, mogło z nieco innych objawów choroby, a mogło po prostu z tego, że Shafiq miał ogromnie dużo szczęścia. Rodzice, cała trójka, ojciec, ojczym i wreszcie matka, wyświadczyli mu wielką przysługę, umierając jedno po drugim, zanim skończył dziewiętnaście lat. Wtedy oczywiście tak na to nie patrzył. Ale kto wie, czy gdyby nie to, że w pewnym sensie uwolniono go od wszelkich więzów, mógłby naprawdę być tak wolny, jak był. Nawet jeżeli ogromna część wykopalisk była żmudną robotą – choć w przypadku tych czarodziejskich mniej żmudną niż mugolskich, bo pomagała magia, i z drugiej strony mniej nudną oraz bardziej niebezpieczną, bo umożliwiała lepsze zabezpieczenie – podróżował i robił to, co sam wybrał.
Rzadko myślał o tym w kategorii wielkiego szczęścia, ale po prawdzie dwa z trzech wczorajszych snów uświadamiały mu nieco mocniej niż zwykle, że mogłoby to wszystko wyglądać znacznie gorzej,
Gdy Ulysses się pojawił, Cathal zmierzył go spojrzeniem. Nie widzieli się od jakiegoś czasu, ale Rookwood zupełnie się nie zmienił.
- Nie, jesteś punktualnie – zapewnił, przyjmując zamówioną herbatę. Z pewnym zdziwieniem stwierdził, że pachniała pomarańczami i korzennym zapachem. Obie wonie szczególnie lubił, choć zdawało się to odrobinę dziwnym połączeniem przy herbacie. Z drugiej strony, czasem te dziwne połączenia są najlepsze. – Przez większość czasu próbowaliśmy go unikać. Bez powodzenia.
Jego skóra faktycznie była opalona na ciemny brąz, kontrastując z jasnymi włosami, odziedziczonymi po matce. Cathal wdał się z wyglądu w Gauntównę, i w efekcie rzadko gdzieś wyglądał u siebie. W Egipcie wyróżniały go włosy i oczy, tutaj opalenizna.
Upił łyk herbaty. Smak był dla niego zupełnie nowy: miła niespodzianka.
- Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się sprawdzić, jak podziała tureckie słońce – powiedział mimowolnie, chociaż wcale nie zamierzał wcześniej opowiadać o tych planach Ulyssesowi. Może dlatego, że – w pewnym sensie – wspomniał mu już o nich? Tej sennej wersji Rookwooda? – Fascynuje mnie wzgórze Göbekli Tepe. Mugolscy archeolodzy jakiś czas temu odkryli, że nie jest naturalne, a turecka ekipa czarodziejów potwierdza, że może mieć nawet trzynaście tysięcy lat i być może… w jej powstaniu maczali palce pierwsi czarodzieje.
Potrząsnął głową i odstawił herbatę, próbując pozbyć się myśli o Turcji, tamtejszych obyczajach, krajobrazach i przede wszystkim wzgórzu, które mogło skrywać tajemnice przeszłości.
- Choć jest całkiem możliwe, że zamiast tam tym razem skończę bliżej, w Walii – dorzucił, zmieniając temat. – Twoje wyliczenia okazały się poprawne. Na koniec października udało się nam otworzyć grobowiec.
Kolejne miesiące spędzili na badaniu komnat nagrobnych, znalezionych tam przedmiotów oraz inskrypcji. Znaleziska były więcej niż zadawalające. Część z nich trafiła do muzeum Shafiqów, część do muzeum w Egipcie, coś otrzymali sponsorzy, ale parę rzeczy udało się Cathalowi zachować i to nawet nie nielegalnie. Cóż, czarodziejskie, prywatne wykopaliska kierowały się nieco innymi zasadami niż te mugolskie, a w ich czasach jeszcze mało się mówiło o zagrabianiu skarbów innych kultur…
- Mam dla ciebie drobiazg w podziękowaniu za pomoc.
Rzadko myślał o tym w kategorii wielkiego szczęścia, ale po prawdzie dwa z trzech wczorajszych snów uświadamiały mu nieco mocniej niż zwykle, że mogłoby to wszystko wyglądać znacznie gorzej,
Gdy Ulysses się pojawił, Cathal zmierzył go spojrzeniem. Nie widzieli się od jakiegoś czasu, ale Rookwood zupełnie się nie zmienił.
- Nie, jesteś punktualnie – zapewnił, przyjmując zamówioną herbatę. Z pewnym zdziwieniem stwierdził, że pachniała pomarańczami i korzennym zapachem. Obie wonie szczególnie lubił, choć zdawało się to odrobinę dziwnym połączeniem przy herbacie. Z drugiej strony, czasem te dziwne połączenia są najlepsze. – Przez większość czasu próbowaliśmy go unikać. Bez powodzenia.
Jego skóra faktycznie była opalona na ciemny brąz, kontrastując z jasnymi włosami, odziedziczonymi po matce. Cathal wdał się z wyglądu w Gauntównę, i w efekcie rzadko gdzieś wyglądał u siebie. W Egipcie wyróżniały go włosy i oczy, tutaj opalenizna.
Upił łyk herbaty. Smak był dla niego zupełnie nowy: miła niespodzianka.
- Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się sprawdzić, jak podziała tureckie słońce – powiedział mimowolnie, chociaż wcale nie zamierzał wcześniej opowiadać o tych planach Ulyssesowi. Może dlatego, że – w pewnym sensie – wspomniał mu już o nich? Tej sennej wersji Rookwooda? – Fascynuje mnie wzgórze Göbekli Tepe. Mugolscy archeolodzy jakiś czas temu odkryli, że nie jest naturalne, a turecka ekipa czarodziejów potwierdza, że może mieć nawet trzynaście tysięcy lat i być może… w jej powstaniu maczali palce pierwsi czarodzieje.
Potrząsnął głową i odstawił herbatę, próbując pozbyć się myśli o Turcji, tamtejszych obyczajach, krajobrazach i przede wszystkim wzgórzu, które mogło skrywać tajemnice przeszłości.
- Choć jest całkiem możliwe, że zamiast tam tym razem skończę bliżej, w Walii – dorzucił, zmieniając temat. – Twoje wyliczenia okazały się poprawne. Na koniec października udało się nam otworzyć grobowiec.
Kolejne miesiące spędzili na badaniu komnat nagrobnych, znalezionych tam przedmiotów oraz inskrypcji. Znaleziska były więcej niż zadawalające. Część z nich trafiła do muzeum Shafiqów, część do muzeum w Egipcie, coś otrzymali sponsorzy, ale parę rzeczy udało się Cathalowi zachować i to nawet nie nielegalnie. Cóż, czarodziejskie, prywatne wykopaliska kierowały się nieco innymi zasadami niż te mugolskie, a w ich czasach jeszcze mało się mówiło o zagrabianiu skarbów innych kultur…
- Mam dla ciebie drobiazg w podziękowaniu za pomoc.