08.10.2025, 15:33 ✶
Czy położone na podłodze przedpokoju zaklęcie i nieco nerwowa reakcja Lazarusa na gościa były przejawem paranoi? On sam wolał określenie “daleko posunięta ostrożność”. Rozsądna i całkowicie uzasadniona, oczywiście.
Otaksował czarownicę spojrzeniem. Nie wyglądała na uszkodzoną ani nawet specjalnie poruszoną niedawnymi zdarzeniami, przynajmniej w tym zakresie, który był w stanie obserwować. A więc prawdopodobnie poszukiwała merytorycznej dyskusji. Jego niezadowolenie stopniało. To dobrze. Z tym mógł pracować. Kąciki jego ust drgnęły, układając się w nieco przyjemniejszy wyraz - jeszcze nie uśmiech, ale już niedaleko.
- Nie wezwano mnie do pracy - stwierdził krótko. Z pewnością przez cały weekend wielu pracowników Ministerstwa odbierało wezwania do pilnego stawienia się na stanowisku, żadne jednak nie dosięgło akurat jego. Być może ktoś miłosiernie oszczędzał tych, którzy pracowali podczas samego pożaru.
- Usiądź - zaprosił ją - Nigdy jeszcze nie przekroczyłaś moich progów nie mając nic dla mnie do… rozwiązania. Podejrzewam, że i dzisiaj nie przyszłaś tu gnana wyłącznie troską.
Tym razem lekki uśmiech faktycznie zagościł na jego twarzy. Klątwołamacz rozejrzał się po własnych ścianach i suficie, w istocie oszpeconych czarnymi zaciekami.
- Zapach spalenizny jest gorszy w środku, niż na zewnątrz. Próbowałem wietrzyć, a ściany oczyścić translokacją. Bezowocnie, jak widać - machnął ręką, wskazując nieokreślonym gestem na otoczenie - Sugerujesz, że to zacieki są… przyczyną?
To były fakty. Nie miał jeszcze czasu samemu zastanowić się nad naturą tego efektu, ale to, co mówiła Ceolsige, miało sens.
- Nie stwierdziłem śladów niczyjej obecności po… piątkowych wydarzeniach. Mieszkanie było zamknięte, okna również. Wydajesz się zaznajomiona z tym zjawiskiem. Widziałaś już coś takiego?
Spojrzał na kobietę, domyślając się odpowiedzi, ale chcąc usłyszeć szczegóły. Bariera antymagiczna, którą ustawił otwierając szeroko okno, przepuszczała chłodne, wrześniowe powietrze, ale wytłumiała uliczny gwar i zapewniała bezpieczeństwo od zaklęć i ciał stałych - na wypadek, gdyby ktoś chciał wrzucić coś do środka. Nie stosował takich środków ostrożności jeszcze do wczoraj. Przewiew rozrzedzał wypełniający mieszkanie zapach tylko na krótką chwilę, podobnie, jak wonny dym z fajki Burke.
Otaksował czarownicę spojrzeniem. Nie wyglądała na uszkodzoną ani nawet specjalnie poruszoną niedawnymi zdarzeniami, przynajmniej w tym zakresie, który był w stanie obserwować. A więc prawdopodobnie poszukiwała merytorycznej dyskusji. Jego niezadowolenie stopniało. To dobrze. Z tym mógł pracować. Kąciki jego ust drgnęły, układając się w nieco przyjemniejszy wyraz - jeszcze nie uśmiech, ale już niedaleko.
- Nie wezwano mnie do pracy - stwierdził krótko. Z pewnością przez cały weekend wielu pracowników Ministerstwa odbierało wezwania do pilnego stawienia się na stanowisku, żadne jednak nie dosięgło akurat jego. Być może ktoś miłosiernie oszczędzał tych, którzy pracowali podczas samego pożaru.
- Usiądź - zaprosił ją - Nigdy jeszcze nie przekroczyłaś moich progów nie mając nic dla mnie do… rozwiązania. Podejrzewam, że i dzisiaj nie przyszłaś tu gnana wyłącznie troską.
Tym razem lekki uśmiech faktycznie zagościł na jego twarzy. Klątwołamacz rozejrzał się po własnych ścianach i suficie, w istocie oszpeconych czarnymi zaciekami.
- Zapach spalenizny jest gorszy w środku, niż na zewnątrz. Próbowałem wietrzyć, a ściany oczyścić translokacją. Bezowocnie, jak widać - machnął ręką, wskazując nieokreślonym gestem na otoczenie - Sugerujesz, że to zacieki są… przyczyną?
To były fakty. Nie miał jeszcze czasu samemu zastanowić się nad naturą tego efektu, ale to, co mówiła Ceolsige, miało sens.
- Nie stwierdziłem śladów niczyjej obecności po… piątkowych wydarzeniach. Mieszkanie było zamknięte, okna również. Wydajesz się zaznajomiona z tym zjawiskiem. Widziałaś już coś takiego?
Spojrzał na kobietę, domyślając się odpowiedzi, ale chcąc usłyszeć szczegóły. Bariera antymagiczna, którą ustawił otwierając szeroko okno, przepuszczała chłodne, wrześniowe powietrze, ale wytłumiała uliczny gwar i zapewniała bezpieczeństwo od zaklęć i ciał stałych - na wypadek, gdyby ktoś chciał wrzucić coś do środka. Nie stosował takich środków ostrożności jeszcze do wczoraj. Przewiew rozrzedzał wypełniający mieszkanie zapach tylko na krótką chwilę, podobnie, jak wonny dym z fajki Burke.