08.10.2025, 17:26 ✶
Tańczy z Mathildą, z nią wypija toast, słucha czy coś mówią o Laurettcie, dołącza do Philomeny, Lorien, Aarona i Anthony'ego.
Taniec nie wymagał słów, tak samo jak muzyka; wiedziony rytmem oddechów czuł swoje braki, doskwierającą absencje kondycji w porównaniu do zwiewności partnerki, siły mięśni i giętkości obrotów. Skapujący z czoła pot na klawisze z kości słoniowej zdawał się jego jedynym, dogłębnie zbadanym wysiłkiem, pomijające te, które powinno zostawiać się za drzwiami sypialni. Dźwigał praktyczne niedociągnięcia prężnością młodości, polegając całkowicie na rytmiczności chwili, niepraktyczność stroju dawała się we znaki na parkiecie, gdyż jego spektakularność nie była przeznaczona do wysiłku ciała, co najwyżej do odsłonięcia odpowiedniej jego ilości.
Delikatność dłoni na rozgrzanych policzkach przyprawiła go o dreszcze, uniesienie partnerki nie było jego zamiarem jeszcze pare sekund temu, ale oddał się całkowicie pod dyktando tancerki, wykształcone na próbach zaufanie przypłaciło, bo kim byłby, gdyby nie rozumiał jak mocno ciało kobiety może się ugiąć pod naciskiem skomponowanej jego rękoma muzyki?
- To byłoby niesamowicie rozczarowujące, prawda? A ja nie mam w zwyczaju rozczarowywać - złapawszy oddech, uśmiechnął się do Mathildy; jakby zatrzymać czas, można by uznać, że był absolutnie niewinnym, młodym chłopcem, którego nieobeznanie podkreślał karmazyn krągłych w pozytywnym grymasie policzków. Czające się w intensywnie szmaragdowym spojrzeniu iskierki zwodziły, rozpalały błędny ogień pożądania, który w swojej zgubie i prowadzeniu na manowce, pożerał wszystko na swojej drodze.
Oddalili się od parkietu, gdy nadszedł czas na toast, a po nim samym, poszli w swoje strony. Oleander, pomimo przelania negatywnej energii w intensywność tańca, przekuwając ją w pożądanie i gracje, wciąż nie był w najlepszym nastroju. Rozejrzał się po sali, przypominając szukającego buńczucznością spojrzenia zaczepki kota. Zatrzymał oczy na brylującej w towarzystwie Laurettcie Selwyn. Pamiętał ją z poprzedniego wydarzenia; upokorzenia ubranego w stworzoną rękoma mugolaka kreację, zdobiącej jej kształty nie gorzej od ubrań szytych rękoma czarodziejów czystej krwi. Szukając celu, wsłuchiwał się w urywki ich rozmów, być może ktoś szeptał o tancerce?
Nie mogąc odnaleźć w tłumie wysokiej sylwetki Desmonda, postanowił obrać za ofiarę inną, znajomą twarz.
- Ciociu, co za doskonale dobrana kreacja - zwrócił się do Lorien - Pani Mulciber, mam nadzieję, ze muzyka umiliła spektakl - posłał firmowy uśmiech numer trzy do Philomeny - Mama byłaby zachwycona całością, więc mam nadzieję, że powtórzysz jej najlepsze rzeczy - odezwał się do Anthony'ego. Aaronowi jedynie skinął głową, choć, nie było w tym geście braku szacunku, ot Crouch nie miał pojęcia co Auror robi na bankiecie, czy z ochroniarzami się rozmawia?
- Wyobrażasz sobie - kontynuował rozmowę z Lorien, skupiając jej uwagę na sobie - że Hannibal zachowuje się jakby był lepszy od wszystkich? Urokliwa tancerka, Mathilda, niesamowicie zatańczyła, prawda? Potraktował ją jak przedmiot, który przekazuje się z rąk do rąk. Wuj Anthony był w pobliżu, ale nie jestem pewien czy widział całe zajście. Czy to ta woda sodowa, przed którą tak przestrzegają? Nikogo nie powinno zaskakiwać, że dostał rolę, z takim nazwiskiem? Przedstawił mnie Electrze Prewett, to moja dobra przyjaciółka, jakby absolutnie nikt mnie nie znał? Powinniśmy się jako wykonawcy wspierać. Bez muzyki i tańca cały występ byłby pustym echem odbijającego się bicza, okropnie mnie to smuci - zalamentował, nakładając na twarz wyraz zmartwienia i empatii.
Taniec nie wymagał słów, tak samo jak muzyka; wiedziony rytmem oddechów czuł swoje braki, doskwierającą absencje kondycji w porównaniu do zwiewności partnerki, siły mięśni i giętkości obrotów. Skapujący z czoła pot na klawisze z kości słoniowej zdawał się jego jedynym, dogłębnie zbadanym wysiłkiem, pomijające te, które powinno zostawiać się za drzwiami sypialni. Dźwigał praktyczne niedociągnięcia prężnością młodości, polegając całkowicie na rytmiczności chwili, niepraktyczność stroju dawała się we znaki na parkiecie, gdyż jego spektakularność nie była przeznaczona do wysiłku ciała, co najwyżej do odsłonięcia odpowiedniej jego ilości.
Delikatność dłoni na rozgrzanych policzkach przyprawiła go o dreszcze, uniesienie partnerki nie było jego zamiarem jeszcze pare sekund temu, ale oddał się całkowicie pod dyktando tancerki, wykształcone na próbach zaufanie przypłaciło, bo kim byłby, gdyby nie rozumiał jak mocno ciało kobiety może się ugiąć pod naciskiem skomponowanej jego rękoma muzyki?
- To byłoby niesamowicie rozczarowujące, prawda? A ja nie mam w zwyczaju rozczarowywać - złapawszy oddech, uśmiechnął się do Mathildy; jakby zatrzymać czas, można by uznać, że był absolutnie niewinnym, młodym chłopcem, którego nieobeznanie podkreślał karmazyn krągłych w pozytywnym grymasie policzków. Czające się w intensywnie szmaragdowym spojrzeniu iskierki zwodziły, rozpalały błędny ogień pożądania, który w swojej zgubie i prowadzeniu na manowce, pożerał wszystko na swojej drodze.
Oddalili się od parkietu, gdy nadszedł czas na toast, a po nim samym, poszli w swoje strony. Oleander, pomimo przelania negatywnej energii w intensywność tańca, przekuwając ją w pożądanie i gracje, wciąż nie był w najlepszym nastroju. Rozejrzał się po sali, przypominając szukającego buńczucznością spojrzenia zaczepki kota. Zatrzymał oczy na brylującej w towarzystwie Laurettcie Selwyn. Pamiętał ją z poprzedniego wydarzenia; upokorzenia ubranego w stworzoną rękoma mugolaka kreację, zdobiącej jej kształty nie gorzej od ubrań szytych rękoma czarodziejów czystej krwi. Szukając celu, wsłuchiwał się w urywki ich rozmów, być może ktoś szeptał o tancerce?
Rzut O 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nie mogąc odnaleźć w tłumie wysokiej sylwetki Desmonda, postanowił obrać za ofiarę inną, znajomą twarz.
- Ciociu, co za doskonale dobrana kreacja - zwrócił się do Lorien - Pani Mulciber, mam nadzieję, ze muzyka umiliła spektakl - posłał firmowy uśmiech numer trzy do Philomeny - Mama byłaby zachwycona całością, więc mam nadzieję, że powtórzysz jej najlepsze rzeczy - odezwał się do Anthony'ego. Aaronowi jedynie skinął głową, choć, nie było w tym geście braku szacunku, ot Crouch nie miał pojęcia co Auror robi na bankiecie, czy z ochroniarzami się rozmawia?
- Wyobrażasz sobie - kontynuował rozmowę z Lorien, skupiając jej uwagę na sobie - że Hannibal zachowuje się jakby był lepszy od wszystkich? Urokliwa tancerka, Mathilda, niesamowicie zatańczyła, prawda? Potraktował ją jak przedmiot, który przekazuje się z rąk do rąk. Wuj Anthony był w pobliżu, ale nie jestem pewien czy widział całe zajście. Czy to ta woda sodowa, przed którą tak przestrzegają? Nikogo nie powinno zaskakiwać, że dostał rolę, z takim nazwiskiem? Przedstawił mnie Electrze Prewett, to moja dobra przyjaciółka, jakby absolutnie nikt mnie nie znał? Powinniśmy się jako wykonawcy wspierać. Bez muzyki i tańca cały występ byłby pustym echem odbijającego się bicza, okropnie mnie to smuci - zalamentował, nakładając na twarz wyraz zmartwienia i empatii.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦