08.10.2025, 18:26 ✶
Dora trzymała w dłoniach zwitek papieru i nieironicznie zastanawiała się, o co Millie chodziło. Księżycowy Staw był duży, to prawda i czasem można było się zgubić, a dodatkowo chyba wciąż mieli gdzieś tutaj zamkniętego bogina no i co z tym poltergeistem? Ale przecież... no to chyba nie było aż takie skomplikowane żeby zapukać do drzwi i zapytać? Zdecydowanie byłoby to szybsze rozwiązanie, niż zostawianie liścików, szczególnie kiedy Crawley momentami umykało ich istnienie.
Zdążyła zejść z pergaminem na dół, w głowie przechodząc przez całą zawartość szafek. Posiadanie zapasów, które pozwalałyby na splecenie kadzideł i zrobienie świeczek to było jedno - o to nie musieli się tutaj martwić. Problemem był chyba fakt, że aktualnie w Księżycowym nie było nikogo, kto potrafił te rzeczy zrobić od podstaw. Dziewczyna miała jakieś zapasy, oczywiście, jeszcze chyba po Lammas gdy kupowała świece na modlitwę ale oprócz tego? Trzeba było to naprawić.
Pewnie zabrałaby się do tego od razu, gdyby nie głośne dudnięcie, które dobiegło ją od strony schodów. Wzdrygnęła się wyraźnie, czując jak serce podskoczyło jej do gardło, a żołądek jednocześnie ścisnął się gwałtownie. Wspomnienia Spalonej Nocy były w niej wyraźne i na większość rzeczy reagowała zwyczajnym lękiem, jakby i w posiadłości zaraz zza rogu miała wychynąć zamaskowana postać.
- Millie? - zapytała, kiedy wreszcie ruszyła się ze swojego miejsca i zauważyła kto leżał u podnóża schodów. Zamarła na moment, niczym sarna oślepiona światłem reflektorów, a potem nagle ruszyła, dopadając do kobiety. - Mills, nic ci nie jest? - dłonie przebiegły po jej ramionach, szukając odpowiedniego miejsca na podparcie jej i pomoc we wstaniu.
Zdążyła zejść z pergaminem na dół, w głowie przechodząc przez całą zawartość szafek. Posiadanie zapasów, które pozwalałyby na splecenie kadzideł i zrobienie świeczek to było jedno - o to nie musieli się tutaj martwić. Problemem był chyba fakt, że aktualnie w Księżycowym nie było nikogo, kto potrafił te rzeczy zrobić od podstaw. Dziewczyna miała jakieś zapasy, oczywiście, jeszcze chyba po Lammas gdy kupowała świece na modlitwę ale oprócz tego? Trzeba było to naprawić.
Pewnie zabrałaby się do tego od razu, gdyby nie głośne dudnięcie, które dobiegło ją od strony schodów. Wzdrygnęła się wyraźnie, czując jak serce podskoczyło jej do gardło, a żołądek jednocześnie ścisnął się gwałtownie. Wspomnienia Spalonej Nocy były w niej wyraźne i na większość rzeczy reagowała zwyczajnym lękiem, jakby i w posiadłości zaraz zza rogu miała wychynąć zamaskowana postać.
- Millie? - zapytała, kiedy wreszcie ruszyła się ze swojego miejsca i zauważyła kto leżał u podnóża schodów. Zamarła na moment, niczym sarna oślepiona światłem reflektorów, a potem nagle ruszyła, dopadając do kobiety. - Mills, nic ci nie jest? - dłonie przebiegły po jej ramionach, szukając odpowiedniego miejsca na podparcie jej i pomoc we wstaniu.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.